fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Pro Kontra: Szczerość czy pisarska poza

Ignacy Karpowicz (ur. 1976) to m. in. laureat Paszportu „Polityki” (2011) za „Balladyny i romanse”.
materiały prasowe, Zuza Krajewska
Nowa książka Ignacego Karpowicza zaczyna się świetnie, kolejne części wywołują diametralnie różne odczucia.

Jacek Cieślak

„Miłość" Ignacego Karpowicza jest frapującą książką o tym, jak spychanie gejów do podziemia niszczy życie nie tylko ich, ale także kobiet, u boku których się oni kamuflują.

Dramaty gejów, ale głównie związanych z nimi kobiet, opisane w najnowszej książce autora „Balladyn i romansów" oraz „Sońki", mają pewnie korzenie również w głośnym skandalu. Oto feministka Kinga Dunin oskarżyła pisarza o to, że odchodząc do mężczyzny, nie zwrócił jej 13 tys. zł. Groteskowy skandal był tym bardziej pikantny, że Dunin powiązała częstą obecność Karpowicza w finale nagrody Nike z faktem, że owym mężczyzną jest sekretarz tego literackiego wyróżnienia. Karpowicz skarżył się zaś, że feministka molestowała go seksualnie.

Książką jest mozaiką złożoną m.in. z autobiograficznej opowieści o szukaniu siebie poprzez budowanie szczerego związku. Całość otwiera wspaniałe opowiadanie oparte na dramatycznej historii Jarosława Iwaszkiewicza, który ukrywał swoją orientację, co jego żona przypłaciła chorobą psychiczną.

Intrygująco wypada political fiction o rządach Prawa i Swobody. Po zwycięstwie Naczelnika i wyjściu Polski z Unii Międzymórz nadzór nad Polakami sprawuje Urząd Kontroli Swobód Obywatelskich. Główna bohaterka Albertyna studiuje na Uniwersytecie im. Prezydenckiej Pary i zajmuje się twórczością Janusza Suma. Zanim stał się on przedstawicielem neopatriotyzmu i autorem powieści „Jutro nie będzie nas takich jak dziś", publikował jako Janusz Karaś. Jego bohaterowie nie wierzyli w naród i bywali biseksualni. Tego określenia Albertyna nie rozumie, bo homoseksualiści otrzymali szansę zmiany tożsamości i założenia rodziny.

Karaś-Sum też musiał zmienić tożsamość. Zginął w tajemniczych okolicznościach przed wygłoszeniem oskarżycielskiego wykładu „Kłamstwa przypominają brud". W alternatywnej historii Karasia-Karpowicza odbija się dramat Albertyny zakochanej beznadziejnie w koledze, którego orientację ma ujawnić przymusowa weryfikacja seksualna. Ale także tajemnica ojca, nieszczęścia matki i każdej kobiety uważającej, że właśnie dla niej gej stanie się heteroseksualistą.

W gejowskiej bajce „Dobro" król w trosce o rozwój męskich cnót księcia Zbyszka wysłał go na polowanie. Ten zaś „upolował" chłopaka, zaprosił go do pałacu. Królewska para zrobiła wszystko, by przyjaciel syna wyjechał daleko z rodzicami. Zamiast jednak odzyskać dziecko, stracili je, zapadło bowiem na epidemię podobną do AIDS, której przyczyn król nie chciał poddanym uświadomić.

Morał książki jest taki, że podszyte hipokryzją zakazy się mszczą, a udawanie kogoś, kim się nie jest, kończy się zawsze dramatem, zaś w życiu publicznym eskalacją nienawiści.

Marcin Kube

Ta książka zaczyna się intrygująco jako stylistyczno-biograficzna zabawa z twórczością Jarosława Iwaszkiewicza, ale z każdym rozdziałem tej posklejanej opowieści jest coraz gorzej.

Już poprzednia „Sońka" Ignacego Karpowicza wskazywała literacki kierunek, w jakim podąża hołubiony przez część krytyków pisarz. W stronę powieści szkatułkowej, kryjącej kilka warstw narracyjnych. Posklejanej z opowieści utrzymanych w odmiennych stylistykach. Postmodernistycznej, zanurzonej w językowych grach i podrzucającej tropy autobiograficzne. O ile „Sońka" miała dużo uroku, choć bardziej przypominała pisarski brudnopis, o tyle „Miłość" każe pytać, czy taka migawkowa forma to jeszcze pisarska metoda czy raczej oznaka bezradności.

Dobrej literatury w „Miłości" jest niewiele. W dodatku została podana na początku jako niespełniona obietnica lepszego dzieła. Chodzi o udaną iwaszkiewiczowską stylizację. Karpowicz błyskotliwie naśladuje styl autora „Brzeziny" i rysuje obrazek z życia Stawiska nazwanego w „Miłości" Stokrocią. Narratorką jest Anna, żona pisarza, który zaprasza do Stokroci młode małżeństwo. Oczami Anny dostrzegamy, że jej męża łączy z młodym mężczyzną coś więcej niż przyjaźń. Wszyscy jednak do końca grają swoje role w tej małżeńskiej tragifarsie. Anna odchoruje to po latach.

To, co dobre, niestety szybko się kończy i Karpowicz przenosi nas ze Stokroci do swojego prywatnego świata, dzieląc się intymną historią gejowskiego coming outu. Autobiografizm tej narracji można podawać w różne teoretycznoliterackie wątpliwości, ale ponieważ historia brutalnego wypchnięcia z gejowskiej szafy pisarza i jego partnera stała się sprawą publiczną, można przyjąć, że trzy rozdziały „Miłości" są przeplatane literackim dziennikiem.

Trudno zachwycić się tą książką, nawet rozumiejąc wyrafinowane intencje Karpowicza. Odwołuje się on w tytułach rozdziałów do platońskiej triady: prawda – piękno – dobro, oraz do różnych literackich skojarzeń i snuje opowieść o dochodzeniu do prawdy o sobie. O tym, że aby doświadczyć miłości, musiał najpierw przyjąć do wiadomości, że jest gejem, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Misterny koncept literacki jest lepszy niż wykonanie, bo oprócz iwaszkiewiczowskiego „Piękna" dostajemy obrazek Polski przyszłości („Prawda") namalowany grubą krechą bez poczucia humoru oraz przerażająco manieryczną i nadętą baśń o uczuciu księcia do pastuszka („Dobro").

Jednak najbardziej irytujące jest to, że autor „Sońki", sugerując szczerość, zachowuje się jak pisarz szantażysta i wymusza ckliwe współczucie. Bo „Miłość" to faktycznie książka o uczuciach, z tym że Ignacy Karpowicz zdaje się być najbardziej zakochany w samym sobie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA