fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Ukazały się listy Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza

materiały
Uczucie łączące Wisławę Szymborską i Kornela Filipowicza fascynująco zostało opisane w listach, których bohaterem jest także pewien kot.

Odradzam tę lekturę wszystkim ciekawym łóżkowych sensacji z noblistką w roli głównej. Odradzam ją także łakomym plotek o ludziach z kręgu krakowskiej bohemy doby PRL-u.

W dwudziestoletniej wymianie listów pomiędzy Wisławą Szymborską a Kornelem Filipowiczem, wieloletnim partnerem poetki, również pisarzem i mistrzem form krótkich najwięcej miejsca zajmują ryby. Łowione przez pana Kornela podczas wielotygodniowych bądź jednodniowych wędkarskich wypadów.

Sporo miejsca zajmują też niedomagania zdrowotne obydwojga, opisane powściągliwie, bez użalania się nad sobą.

Późna miłość

Spotkali się w wieku, w którym – teoretycznie – nie czas na płomienne romanse: on był po pięćdziesiątce, ona dziesięć lat młodsza. On wdowiec (pierwsza żona, malarka Maria Jarema, zmarła w 1958 roku), potem ponownie ożeniony i rozwiedziony; ona także po rozwodzie.

Choć nie młodzieńcze, połączyło ich mocne uczucie – jak się okazało, dozgonne. Nie był to bynajmniej związek platoniczny, a jego temperaturę oddaje częstotliwość listownych kontaktów, gdy los zmuszał parę do rozstań.

Korespondencja opublikowana pod tytułem-cytatem z listownych westchnień Szymborskiej „Najlepiej w życiu ma twój kot” dostarcza przyjemności wielorakiego rodzaju. Że to frajda intelektualna, nie muszę przekonywać nikogo, komu znane dokonania wyżej wzmiankowanego duetu. Dla mnie istotne są inne zalety tej korespondencji: subtelność, dyskrecja, wzajemny szacunek i te cudowne niedopowiedzenia, pozostawienie przestrzeni dla wyobraźni. Strach, żeby nie przegadać tego, co niewypowiadalne. Seks, owszem, ale w domyśle. To przecież ludzie pióra i zapewne dlatego powściągliwi. Wiedzieli, że uczucia nie da literacko okiełznać.

Paradoksalnie, przemilczając to, co najważniejsze, Szymborska i Filipowicz powiedzieli o sobie o wiele więcej niż tekstem. Nade wszystko, ocalili siebie. Nie stali się własnością ogółu. Ich sekrety na zawsze pozostaną tylko ich własnością. My co najwyżej możemy dowiedzieć się, w jakim stanie ducha był kot Filipowicza po jego śmierci – co miało miejsce w 1990 roku.

Kocimi sprawami Szymborska przejmowała się podobnie jak jej ukochany. Gdy w stanie wojennym i przez resztę lat 80. pojawiły się kłopoty z zaopatrzeniem, w listach omawiane są niedostatki ryb w diecie Kizi, kotki Filipowicza. A że sami niedojadali? Mniejsza z tym, kot ważniejszy. Musi mieć „najlepiej w życiu”

Gradacja bliskości

Tom (pod redakcją Tomasza Fijałkowskiego i Sebastiana Kudasa) otwierają dwie krótkie przesyłki adresowane do „Drogiej Pani Wisławy” z grudnia 1966 roku, lecz już na następnej stronie – kwiecień 1967 rok – ta oficjalna formuła skraca się do „Drogiej Wisławy”, by z biegiem kolejnych miesięcy zamienić się w bardziej czułą tytulaturę.

To samo z drugiej strony. Szymborska zachwyca się każdym aspektem fizycznego i duchowego jestestwa umiłowanego. Miłosne gruchanie przeplata się z atakami zazdrości, żartami, docinkami, autoironią i tym wszystkim, co onegdaj nazywano z francuska „esprit”. Do tego dochodzą listowne kadryle z udziałem postaci fikcyjnych, jako to hrabiny Lanckorońskiej (epistoły antydatowane 60 lat wstecz) czy zakochanej w Filipowiczu niejakiej Gieni (osoby mocno na bakier z ortografią). Pisarska para bawi się znakomicie, niemal nie zwracając uwagi na PRL-owskie tło. Niemal – bo tu i ówdzie przewijają się uwagi dotyczące realiów. Trudno jednak ustrzec się wrażeniu, że mamy do czynienia z dwojgiem ludzi uprzywilejowanych jak na socjalistyczne warunki, ba! uprzywilejowanych także jak na sytuację obecną. Elitarność tego duetu nie bierze się z pochodzenia, wychowania i wykształcenia. Ich wyróżnia… wolność.

Koty chodzące własnymi drogami

Uprawiają wolne zawody, mają prawo do samodzielnego dysponowania czasem, stać ich na wielotygodniowe wakacje i pobyty z dala od warsztatu pracy. Oboje prowadzą bujne życie towarzyskie, oczywiście ograniczone do starannie wyselekcjonowanej grupy osób. No i mają czas na korespondencję.To wówczas Wisława Szymborska zaczęła uprawiać sztukę kolażu, w późniejszych latach rozwiniętą do rozmiarów prywatnego rytuału pocztówkowego.

Ale pod koniec lat 60. poetka jeszcze nie rozpieszcza przyjaciół kolażowymi rebusami. Na razie zabawia wycinankami wzbogaconymi o teksty w „dymkach” (jak w komiksie) ukochanego, za którym wściekle tęskni, zamknięta w antygruźliczym sanatorium pod Zakopanem. W tym samym czasie Filipowicz biwakuje na odludziach w celach rybołówczych, również zżerany pragnieniem obcowania z najdroższą mu kobietą.

To najgorętszy okres w ich korespondencji. Są jak Abelard i Heloiza – nieszczęśliwi, siłą rozdzieleni średniowieczni kochankowie, którym cielesne obcowanie zastąpiły namiętne listy. Zapewne dlatego Szymborska sygnuje niektóre listy imieniem Heloizy hr. Lanckorońskiej.

Inne smaczki polecam zakosztować osobiście. Warto też zwrócić uwagę na przypisy pod każdym listem. Bez tego trudno byłoby odgadnąć, o jakiego kota chodzi.

„Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy” – korespondencja Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, redakcja: Tomasz Fijałkowski, Sebastian Kudas; wyd. Znak, Kraków 2016

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA