fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Dawid Podsiadło na PGE Narodowym. Pachnie światową karierą

PGE
Dawid Podsiadło z pomocą Taco Hemingwaya oraz gości wypełnił jako pierwszy polski popowy artysta PGE Narodowy, sprzedając bilety szybciej niż Metallica i inne zagraniczne gwiazdy.

Cudowna broń

Z muzyków pop tylko Ed Sheeran osiągnął lepszy wynik od Podsiadły, sprzedając bilety na dwa występy na Narodowym. Porównanie ma sens, bo obaj panowie są wszak «małomiasteczkowymi chłopakami z sąsiądztwa » i również swojej bezpretensjonalności zawdzięczają sukces. A także dystansowi do kariery i poczuciu humoru. Dawid dał jego liczne dowody. Otwierając koncert, żartował że zdaje sobie sprawę, iż wszyscy przyszli na show Taco Hamingwaya, który wystąpił jako pierwszy. Ale być może zechcą posłuchają też jego piosenek.

A już całkiem serio: trawestując przebój Hemingwaya « Twoja skóra pachnie pachnie jak ostatnie dni wakacji » - klasa Dawida, jego piosenek, występu, oprawy i produkcji pachnie światową karierą. I może nie jest to niemożliwe, bo na koncert przyjechało kierownictwo Sony Music z Niemiec, a polska muzyczna wunderwaffe mogła na nim zrobić wrażenie. A już na pewno blitzkrieg menedżera Podsiadło, partnera jego kariery Macieja Wocia, który został w sobotni wieczór nowym szefem Sony Music Polska. Cóż: Dawid sprzedaje tyle płyt i piosenek w streamingu, że nic nie jest niemożliwe.

Zapowiedź na Torwarze

Przede wszystkim jednak koncert był wielki świętem polskiej muzyki, pokolenia Dawida i Taco oraz ich fanów. Pamiętając o proporcjach i różnicach, trzeba podkreślić, że spełniają marzenia artystów, których wielkie talenty eksplodowały i gasły w siermiężnej PRL. W 1987 r. na rozwalającym się jak system Stadionie X-lecia, zagrał reaktywowany Perfect. Comeback zgromadził 40 tysięcy fanów. Lepszego wyniku polskie grupy nie osiągnęły. Zespół Hołdysa sprzedawał też certyfikaty na wielki koncert w 2000 r. Nigdy do niego nie doszło, grupa się rozpadła, również pod presją cenzury, bo fani śpiewali « Chcemy bić ZOMO » i « Nie bój się tego Jaruzelskiego ». Dopiero w 2019 r. polski show-biznes stać na pierwszy popowy show na Narodowym w oprawie światowej klasy.

Można było się spodziewać, że dokona tego właśnie Dawid, bo jego zeszłoroczna jesienno-zimowa trasa w największych salach przyciągnęła ponad sto tysięcy fanów, zaś sprzedaż biletów w stolicy skończyła się na sześciu triumfalnych wieczorach na Torwarze.

Szanujcie klimat

Jeszcze zanim Podsiadło wszedł na scenę, zaapelował by zdać się na zapisy pamięci i nie zagłuszać muzyki pstrykaniem fotek, tym bardziej, że koncert jest rejestrowany na DVD. Będzie co oglądać, bo produkcja i miks obrazów na gigantycznych ekranach, a także grafik komputerowych była oryginalna i imponująca od początkowego «Nie ma fal ».

Po petardzie piosenek z najnowszej płyty, kolejną, « Matyldę », Podsiadło wykonał w wersji kameralno-akustycznej, zapowiadając ogłoszenie lada-dzień nowego tournee w takiej stylistyce. Zaś zapowiedź premiery teledysku nakręconego w Tatrach, była okazją do wypowiedzi w obronie klimatu.

Dawid zaprezentował też starsze przeboje z rockowym pazurem oraz w balladowym klimacie, akompaniując sobie na czarnym fortepianie. Dziewczyny oszalały!

Zapraszając fanów do chóralnych reakcji - cytował ulubione zaśpiewy Freddiego Mercury’ego.

Raperska gala

Na stadionowe skandowanie « Jeszcze jeden » zapracował. Mocno zabrzmiał « Początek « z udziałem Krzysztofa Zalewskiego i Korteza, a także «W dobrą stronę » i « Małomiasteczkowy ». Bis był godny widowiska. Z podscenia na estradę Dawid wyjechał na podeście ze stołem ping-pongowym i zagrał mecz z Taco. A na płytę stadionu spłynęły gigantyczne dmuchane piłki i zaczęła się finałowa fiesta. Eksplodowały w powietrzu złote warkocze.

Gościem finału był też Quebonafide, który wcześniej rozgrzał fanów podczas koncertu Hemingwaya.

To był świetny show Taco. Przypomniał swój dorobek, w którym opisał współczesną Warszawę i swoje hipsterskie pokolenie, stołeczne stacje metra i « jazdę ZTM-em ». Zaznaczył też siłę polskiego rapu, zapraszając na scenę Pezeta, Otsochodzi, Rasa, Bedoesa i śpiewającą Rosalie. 

Taco otworzył wieczór obrazami warszawskich wieżowców, Pałacu Kultury i utrzymanego w takiej samej stylistyce nowojorskiego dworca kolejowego, z nowojorskimi drapaczami  chmur widzianymi z lotu ptaka. A polscy fani nareszcie otrzymali swoją « muzyczną Amerykę ».

Jednocześnie koncert na Narodowym spełnił marzenie wielu polskich muzyków, którzy w gorszych czasach mogli śpiewać przypomniany przez Dawida Podsiadło szlagier Bajmu « Co mi Panie dasz » - z wisielczą frazą « I czy warto, czy nie warto,/Mocną wódę leję w gardło,/By ukoić żal : ».

Obyśmy wkrótce mogli pić szampana za kolejne pobite rekordy polskich muzyków, które rozpoczął Dawid Podsiadło i Taco Hemingway na Narodowym.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA