fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Edukacja po pandemii. Nie klęska, tylko wyzwanie

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Uczelnie, wykładowcy i studenci potrafią przekuć wyzwanie edukacyjne czasu pandemii w nową jakość.

Wszelkie generalizacje zniekształcają lub nawet zabijają prawdę o rzeczywistości. Dlatego powinniśmy wyważać to, co piszemy i mówimy o czasie ekstremalnym i kryzysowym, bo w powszechnej opinii i tak już nie będzie powrotu do czasu przedpandemicznego. Powinniśmy z rozwagą i roztropnością wobec naszych studentów i koleżeństwa dydaktycznego oraz naukowego poszukiwać tego, co służy sprostaniu wyzwaniom, a nie prześcigać się w przedstawianiu kasandrycznych wizji i katastroficznego obrazu świata akademickiego.

W przypływie powszechnego zniechęcenia i zwątpienia podczas rocznego okresu pandemii, wobec chybionych decyzji rządzących, pękającego w szwach systemu zdrowia, upadających przedsiębiorstw, niewydolnego systemu oświaty i edukacji, lubujemy się często w poszukiwaniu wyłącznie przykładów naszych porażek i klęsk. W „Rzeczpospolitej" z 18 marca br. ukazał się wywiad z prof. Markiem Konopczyńskim z PAN i UwB pod znamiennym tytułem „Szkolnictwo wyższe w pandemii koronawirusa poniosło klęskę". Prof. Konopczyński, wygłaszając dość kategoryczne opinie, prezentuje skrajnie pesymistyczny obraz polskiego szkolnictwa wyższego, którego okres pandemii jest niejako zwieńczeniem, a może i grabarzem. „Brak bezpośredniego kontaktu z prowadzącym – twierdzi prof. Konopczyński – to parodia nauki. (...) Czas pandemii miał potencjał do zrewolucjonizowania kształcenia na poziomie wyższym, ale to się nie udało i ponieśliśmy klęskę, próbując przenieść model wykładowy i ćwiczeniowy do internetu. A on jest nieprzekładalny. Zdalne nauczanie powinno polegać na rozmowach, wspólnym studiowaniu, inspirowaniu".

Zacznę moje uwagi od ciekawego sformułowania o szansie na „zrewolucjonizowanie pod wpływem pandemii kształcenia na poziomie wyższym", bo prof. Konopczyński nie podaje przykładów, na czym by to miało polegać. Szkoda, bo wtedy moglibyśmy być może podzielić się dobrymi praktykami.

Systemowa punktoza

Przypomnę, że rektorzy w marcu 2020 r. w ciągu jednego–dwóch tygodni musieli przeorganizować uczelnie na zajęcia prowadzone – w 100 proc. programów i realizujących je wykładowców – na odległość. Było to nie tylko niezgodne z ówczesnym stanem prawnym, ale wiązało się z brakiem doświadczenia w kompleksowym kształceniu online. Przypominało pospolite ruszenie i część uczelni sobie z tym nie poradziła, o czym świadczyły informacje o pozwach składanych przez studentów za ułomność uczenia i brak interakcji z prowadzącym. Podnoszone były też kwestie pozorności egzekwowania wiedzy i łatwości zaliczania oraz zdawania egzaminów.

Prof. Konopczyński sam jest świadom tego, że relacja akademicka była wypierana w czasach masowego kształcenia z lat 90. i pierwszej dekady nowego wieku na rzecz umasowienia uczelni. Do tego przyczyniły się też efekty zbiurokratyzowania, w wyniku których utopieni jesteśmy w stworzonym systemie wszelkiego typu punktacji: ECTS, punktozy naukowej, obwarowań pensowych oraz piętrzących się obowiązków administracyjnych.

W czym więc można upatrywać odżywania takich relacji w czasach pandemii? Może paradoksalnie właśnie w tych relacjach teamsowych, zoomowych i innych, które są po prostu wygodne. Można to realizować poza zajęciami, zyskując czas na braku przemieszczania się, choć z drugiej strony trzeba go wygospodarować spośród innych obciążeń – rodzinnych i osobistych. Ale mistrz zawsze musiał to robić i był to element poświęcenia i powołania...

A teraz pozwolę sobie na refleksję z własnego podwórka. W uczelni niepublicznej Collegium Civitas widoczne są cały czas relacje mistrz–uczeń i to nawet na poziomie studiów licencjackich, a nie tylko magisterium czy doktoratu. W marcu 2020 r. we wspólnym, solidarnym działaniu zgodnym z naszą misją równolegle do uczenia prowadziliśmy szkolenia dla kadry akademickiej i to nie tylko czysto techniczne, ale przede wszystkim z wyraźnym podkładem psychologicznym i tymi wszystkimi wątkami w rodzaju włączania kamerek, dyskusji i pobudzania do interakcji.

Już w marcu siłami naszych wykładowców prowadziliśmy porady psychologiczne dla studentów i sprawiedliwie dzieliliśmy skromne środki finansowe w postaci zapomóg, ponieważ część z nich nagle straciła pracę lub wynagrodzenie, z którego opłacała czesne. Od razu bezproblemowo przystąpiliśmy do obron prac dyplomowych online i prowadzenia seminariów dyplomowych, na których mieliśmy 100-proc. frekwencję, której nigdy nie było na sali.

To my, wszyscy dydaktycy wspierani przez kierownictwa uczelni, nie oglądając się na ministerstwo czy innych decydentów, musimy być liderami także tej cywilizacyjnej zmiany i uczynić to elementem procesu kształcenia i wdrażać ją w sposób partycypacyjny ze studentami. Włącznie z zasadami „odwróconej edukacji", bo od studentów też możemy się wiele nauczyć, zwłaszcza ciekawych rozwiązań technologicznych, bo rewolucja w tym zakresie wcale się nie zakończyła.

Chodzi o solidarność

Podaję te przykłady, aby pokazać, że możliwe jest współdziałanie w celu przekucia wyzwania edukacyjnego okresu pandemii w nową jakość. Ale muszą być zrealizowane trzy podstawowe warunki i to w sposób spójny. Po pierwsze, może to zachodzić w uczelni lub jednostce stosunkowo niedużej, gdzie możliwe są codzienne, bezpośrednie i nieanonimowe relacje między wszystkimi członkami społeczności: studentami, wykładowcami i pracownikami administracyjnymi. Po drugie, musi zachodzić wysoki poziom utożsamiania się i motywacji tych wszystkich osób z misją uczelni, która też nie jest tylko sloganem na papierze i szyldzie, ale wiarygodną emanacją systemu wartości, opartego na różnorodności, otwartości i dążeniu do jakości. I po trzecie, ten system wartości musi być zgodny ze stanem faktycznym w uczelni, w przeciwnym razie dochodzi do schizofrenii, czyli zasadniczej rozbieżności między deklaracjami a ich przełożeniem na relacje dydaktyczne i pozadydaktyczne.

Nie mówmy więc o klęsce i nie łączmy tego tym bardziej z pobieraniem (lub nie) czesnego. Dla przypomnienia: uczelnie niepubliczne nie otrzymują od państwa subwencji budżetowej i pobieranie czesnego nie wynika z „bogacenia się", ale z konieczności utrzymania uczelni przy życiu. Chodzi o solidarność uczelnianych społeczności wobec tego potężnego wyzwania. A to można przełożyć w długoterminowej perspektywie na rozwój nas wszystkich.

Autor jest socjologiem i medioznawcą, profesorem i rektorem Collegium Civitas. Przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Niepublicznych i członek prezydium KRASP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA