fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kosmos

Życie na Wenus? Ostrożnie z wnioskami

AFP
Czy odkryta w wenusjańskiej mezosferze fosfina może być sygnaturą chemiczną życia na tej planecie? Pojawia się zbyt wiele wątpliwości.

Królewskie Towarzystwo Astronomiczne ogłosiło, że na Wenus znaleziono rzekome dowody na istnienie życia na tej planecie. Choć internet okrzyknął to przełomem w poszukiwaniu ET, obecność fosforowodoru w górnych warstwach atmosfery może oznaczać jedynie początek pewnych procesów organicznych. 

Dowiedz się więcej: Na Wenus znaleziono znacznik obecności życia

Obserwacje przeprowadzone przez międzynarodowy zespół astronomiczny przy użyciu teleskopów Atacama Large Millimeter/submillimeter Array i James Clerk Maxwell Telescope wskazują, że na wysokości powyżej 50 km nad powierzchnią Wenus znajdują się duże ilości fosforowodoru, nieorganicznego, silnie trującego gazu, który może powstawać w wyniku różnych procesów chemicznych, w tym także w trakcie beztlenowego rozkładu mikrobów.

Zespół pod kierownictwem brytyjskiej astronom, profesor Jane Greaves  z Cardiff University w Walii, wykrył chemiczne oznaki fosfiny gazowej podczas rutynowej obserwacji atmosfery Wenus. Wyniki tych badań zostały opublikowane 14 września w magazynie naukowym „Nature Astronomy.” Badanie atmosfery w milimetrowych długościach fal światła wykazało, że chmury planety zawierają smugi widmowe fosforowodoru, co wskazuje, że coś musi ją aktywnie wytwarzać.

- Nie mówimy, że to musi być oznaka życia - podkreśla profesor Jane Greaves – mówimy jedynie, że to możliwy znak życia.

Piekielna siostra Ziemi

Na pierwszy rzut oka planeta Wenus wydaje się miejscem idealnym do rozwoju życia. Ma przecież masę i rozmiar zbliżone do Ziemi. Jest jednak światem wyjątkowo nieprzyjaznym dla procesów biologicznych. Na powierzchni planety panują ekstremalne warunki: temperatura powierzchniowa 467 °C i ciśnienie 9,3 MPa, porównywalne jedynie do takiego jakie panuje w wodzie na głębokości ok. 1 kilometra. Te warunki ciśnieniowo-termiczne utrzymują się do wysokości ok. 50-60 km nad powierzchnią planety.

Atmosfera Wenus to miejsce w którym nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć. Wypełniają ją chmury kwasu siarkowego, nieustannie mieszane przez potężne wiatry wiejące z szybkością 100 m/s. Te czynniki bez wątpienia nie sprzyjają istnieniu życia nawet w jego najprostszej postaci. Do tego dochodzi jeszcze jedno uwarunkowanie, które jest zabójcze dla wszelkich organizmów – promieniowanie kosmiczne. Wenus nie generuje własnego pola magnetycznego co oznacza, że nie posiada zabezpieczenia przed wiatrem słonecznym – strumieniem naładowanych cząstek wyrzucanych podczas rozbłysków na Słońcu. Wysokoenergetyczne promieniowanie nieustannie docierające do Wenus ze Słońca, a także z centrum naszej galaktyki i przestrzeni kosmicznej nie pozwala na przetrwanie nawet największych ekstremofili. Co prawda takie niesporczaki są zdolne znieść 1000 razy silniejsze promieniowanie jonizujące niż jakiekolwiek inne zwierzę, ale stała ekspozycja na promieniowanie kosmiczne i warunki panujące na Wenus bez wątpienia zabiłyby w krótkim czasie nawet tego uroczego supermena bezkręgowców.

Bardzo zimne miejsce

Skąd więc w ogóle wziął się pomysł, że na Wenus mogą istnieć organizmy żywe?

Pięćdziesiąt kilometrów nad powierzchnią Wenus są takie warunki jak te, które panują za naszymi drzwiami – uważa planetolog Sanjay Limaye z Uniwersytetu Wisconsin-Madison - przynajmniej pod względem ciśnienia atmosferycznego i temperatury.

To prawda, że Wenus posiada swoją spokojniejszą mezosferę, w której temperatura maleje, ale znajduje się ona między superrotującą troposferą a termosferą, gdzie znowu tworzą się warunki ekstremalne. Wydaje się więc, że mezosfera rozciągająca się między 60 a 90 km mogłaby być jedynym obszarem przyjaznym przetrwaniu prostych organizmów. Należy jednak pamiętać, że w dolnej warstwie mezosfery rozciągającej się między 62 a 73 kilometrem od powierzchni panuje stała temperatura (-43 °C). W górnej mezosferze ta stała temperatura spada do (-108 °C). Na naszej planecie znamy organizmy zdolne do przetrwania dużych dawek promieniowania jonizującego, nie wymagające tlenu, żyjące w skrajnie kwaśnym środowisku lub żyjące w temperaturach od 80 do ok. 120 °C. Taki hipertermofil jak Pyrolobus fumarii jest zdolny rozmnażać się nawet przy temperaturze 113 °C. Jednak nawet kriofile – ekstremofilne organizmy żyjące w niskich temperaturach, w warunkach poniżej 0 °C przechodzą w stan obniżenia aktywności życiowej organizmu. Podczas takiej anabiozy procesy życiowe są niemal zredukowane do zera. I znowu, niezwykłym wyjątkiem może być niesporczak, która przeżyje zarówno w bardzo wysokiej temperaturze do 151 °C i w ekstremalnie niskiej (-273 °C).

 

Prosta sygnatura życia

Dlaczego zatem pojawiło się przekonanie, że w wenusjańskiej mezosferze mogą istnieć jakieś niezwykle proste organizmy żywe? Już kilka lat temu astrochemiczka Clara Sousa-Silva z MIT sugerowała, że fosfinę w atmosferach obserwowanych planet można traktować jako pewien rodzaj biosygnatury. To kolejny paradoks natury, że tak trujący, wrogi życiu gaz może być jego najlepszym oznakowaniem. - Fosforowodór zakłóca metabolizm tlenu na wiele makabrycznych sposobów – podkreśla dr Sousa-Silva – ale dla organizmów, które nie wykorzystują tlenu, fosfina nie jest taka zła. Mikroby beztlenowe żyjące w takich miejscach jak ścieki, bagna i przewody pokarmowe różnych gatunków zwierząt - zaczynając od pingwinów a skończywszy na ludziach - są jedynymi znanymi formami życia na Ziemi, które wytwarzają cząsteczki tego gazu. Dlatego fosfina może być efektem rozkładu tego typu drobnoustrojów. Stąd też odkrycie dużych jego ilości w mezosferze Wenus może wskazywać, że być może odnaleźliśmy potencjalną sygnaturę chemiczną bardzo prostych form życia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA