fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Zakaz kontaktów z mediami dla księdza Jacka Międlara utrzymany

Sprawą kazania ks. Jacka Międlara wciąż zajmuje się prokuratura
Facebook
Ks. Jacek Międlar porozumiał się z władzami swojego zgromadzenia i wrócił do domu zakonnego. Zakaz kontaktów z mediami został podtrzymany.

Zgromadzenie Księży Misjonarzy, do którego kapłan należy, od kilku miesięcy ma z nim spory problem. Udział w wiecach narodowców i kontrowersyjne wypowiedzi ks. Międlara były m.in. powodem tego, że pod koniec 2015 r. przeniesiono go z parafii we Wrocławiu do Zakopanego. Tam duchowny był zaledwie kilka dni.

Gdy wystąpił na wiecu Obozu Narodowo-Radykalnego pod pomnikiem Józefa Kurasia, przełożeni umieścili kapłana w klasztorze. Ale 16 kwietnia tego roku był w Białymstoku na uroczystościach 82. rocznicy powstania ONR. W katedrze mówił w kazaniu m.in. o tym, że Polska jest ogarnięta „nowotworem złośliwym". „Ten nowotwór wymaga chemioterapii (...) i tą chemioterapią jest bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm" – grzmiał.

Homilia wywołała krytyczną reakcję władz kościelnych. Białostocka kuria przeprosiła za incydent, a przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w oświadczeniu wyraził „zdecydowaną dezaprobatę dla wykorzystania świątyni do głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej". Sprawą kazania zajęła się też prokuratura.

Po wystąpieniu w Białymstoku władze zakonne wydały ks. Międlarowi zakaz „jakichkolwiek wystąpień publicznych oraz organizowania wszelkiego rodzaju zjazdów, spotkań i pielgrzymek, a także wszelkiej aktywności w środkach masowego przekazu".

Ksiądz początkowo się podporządkował, ale w lipcu zakaz złamał. Opublikował kilka tekstów w tygodniku „Warszawska Gazeta", uruchomił kanał na YouTubie, zamieścił kilka obraźliwych wpisów na Twitterze. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" tłumaczył, że złamał zakaz, bo ma „prawo stawać w obronie swojego dobrego imienia" oraz w obronie przyjaciół.

Deklarował również, że jest gotowy w każdej chwili wrócić do domu zakonnego pod warunkiem, że prowincjał zdejmie z niego chociaż część zakazów.

– Jeżeli nie jest w stanie zrobić tego, to chciałbym, żeby podał mi chociaż jakąś konkretną datę, kiedy mógłby to uczynić, ponieważ mam 27 lat i nie wyobrażam sobie, że przez następne 40 lat będę trwał i egzystował w jakiejś pasywności czy bierności jako młody kapłan emeryt – mówił „Rzeczpospolitej".

Do porozumienia z władzami zakonnymi, jak wynika z naszych informacji, doszło. Ks. Międlar początkowo – jeszcze przed wakacjami – dostał od przełożonych propozycję wyjazdu na studia do USA, ale jej nie przyjął. Potem zdecydowano, że ma zamieszkać w domu prowincjalnym w Krakowie. Tę propozycję również odrzucił. Ostatecznie został skierowany do pracy w parafii Świętej Rodziny w Tarnowie, w której kilka dni temu się stawił. Już w środę m.in. przewodniczył tam nabożeństwu pogrzebowemu, odprawiał też wieczorną mszę.

– Gdyby nie wrócił, w świetle przepisów prawa kanonicznego byłby traktowany jako zbieg. Groziłoby mu za to wydalenie ze zgromadzenia – wyjaśnia nam duchowny, który zna szczegóły sprawy. Dodaje, że praca ks. Międlara w Tarnowie ma się ograniczać do sprawowania sakramentów. Na pewno nie będzie uczył religii w szkole.

– Niewykluczone, że będzie mógł pójść na dodatkowe studia. Ale zakaz dotyczący wystąpień publicznych został podtrzymany – twierdzi nasz rozmówca i dodaje, że nie wie, jak długo ma on obowiązywać.

Przeniesienie księdza do Tarnowa nie zamyka sprawy jego kazania z Białegostoku. Postępowanie Prokuratury Okręgowej w tej sprawie przedłużono do 15 września. Prowadzone jest w sprawie nawoływania do nienawiści na tle różnic wyznaniowych i publicznego znieważania ludności z powodu przynależności wyznaniowej. Prokuratorzy analizują treść kazania oraz nagrania z marszu ONR. Przesłuchują też świadków. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA