fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Episkopat może zrobić zmianę w prezydium

Bp Artur Miziński sekretarzem generalnym KEP jest od 2014 r.
fot. Ryszard Hołubowicz
Na najbliższym zebraniu plenarnym biskupi będą m.in. wybierali sekretarza generalnego. Obecny może zostać na drugą kadencję, ale nie jest to pewne.

W przyszłym tygodniu Episkopat Polski spotka się na zebraniu plenarnym. Obrady będą odbywały się w Świdnicy i Wałbrzychu. Będzie to pierwsze spotkanie biskupów po kryzysie, jaki wywołała m.in. emisja filmu braci Sekielskich – wcześniej w nadzwyczajnym trybie zebrała się tylko Rada Stała, która opublikowała list czytany w kościołach pod koniec maja.

Na zebranie przyjeżdża abp Charles Scicluna, który zajmuje się m.in. walką z pedofilią w Kościele, a światowa prasa określa go mianem „wielkiego inkwizytora". Ma on dla naszych biskupów wygłosić wykład i dać wskazówki, co należy poprawić, by skuteczniej walczyć z molestowaniem.

Ale to zebranie jest ważne jeszcze z jednego powodu. Biskupi muszą wybrać sekretarza generalnego, bo obecny – bp Artur G. Miziński – kończy pięcioletnią kadencję. Może zostać wybrany jeszcze raz, ale nie jest wykluczone, że biskupi zdecydują się na zmianę. Z naszych rozmów wynika, że Episkopat jest w tej sprawie podzielony.

Różnica zdań

– Przed poprzednim zebraniem, na którym na drugą kadencję wybrano przewodniczącego i wiceprzewodniczącego, można było obstawiać w ciemno, że sekretarz generalny zostanie – mówi nam jeden z biskupów. – Ale potem była ta nieszczęsna konferencja. Potem jeszcze film Sekielskich. Jesteśmy w kryzysie i moim zdaniem czas na zmianę – dodaje.

– A kto właściwie jest teraz sekretarzem? – pyta retorycznie inny z hierarchów. – Obecny od pięciu lat siedzi w swoim biurze, nie chodzi do mediów, wysyła tam tylko rzecznika, który jaki jest, każdy widzi. Doszło do tego, że prymas zaczął budować własny zespół do spraw komunikacji – tłumaczy.

– O dymisji przewodniczącego i wiceprzewodniczącego, której domagają się w mediach niektórzy duchowni, nie ma raczej mowy. Ale zmiana sekretarza trochę by nam pomogła. Potrzeba nam trochę świeżości – stwierdza kolejny biskup.

Inny rozmówca „Rz" jest zdania, że biskupa Mizińskiego trzeba wybrać na drugą kadencję. – Sprawdził się, pracuje po cichu i dobrze. A że nie ma go w mediach? Widać nie ma parcia na szkło – mówi.

Następny dorzuca, że obecny sekretarz wykonał „tytaniczną pracę" przy organizacji pielgrzymki papieża Franciszka do Polski. – Poza tym jest doskonałym prawnikiem kanonistą, a w tej chwili, gdy papież wprowadził nowe prawa, taka osoba jest potrzebna – stwierdza.

Jak swoją przyszłość widzi sam bp Miziński? Próbowaliśmy się do niego dodzwonić, ale odpisał SMS-em, że jest za granicą. Zapytaliśmy zatem, czy przyjmie wybór na kolejną kadencję, jeśli taka będzie decyzja innych biskupów, czy raczej wolałby wrócić do pracy duszpasterskiej i naukowej na KUL. Nie odpowiedział.

Krótka ławka

Jeśli nie biskup Miziński, to kto? Statut Konferencji Episkopatu Polski (KEP) przewiduje, że sekretarzem generalnym może zostać każdy biskup – także diecezjalny – jednak zwykle wybiera się ich spośród pomocniczych, bo pogodzenie zarządzania diecezją z obowiązkami sekretarza byłoby raczej niemożliwe.

Od poprzednich wyborów w 2014 r. w KEP zaszły duże zmiany. Na emerytury odeszło wielu biskupów. A kilku pomocniczych, których wówczas widziano na stanowisku sekretarza zostało ordynariuszami. Dziś biskupów pomocniczych jest 56. Sekretarza trzeba będzie zapewne szukać wśród tych młodszych, poniżej 65. roku życia – jest ich 45, ale aż ośmiu ma niespełna dwuletnie doświadczenie w biskupstwie i prawdopodobnie nie będą brani pod uwagę. Potencjalnych kandydatów jest – poza obecnym sekretarzem – 36.

– Ławka jest znacznie krótsza. Marek Mendyk z Legnicy, Marek Marczak z Łodzi, Rafał Markowski czy Marek Solarczyk z Warszawy – wylicza jeden z biskupów. Kolejny dorzuca jeszcze biskupów Piotra Turzyńskiego z Radomia oraz Krzysztofa Zadarkę z Koszalina.

– Jest potrzebny człowiek, który będzie nie tylko sprawnym organizatorem, ale też twarzą Episkopatu. Sekretarz jest jedynym członkiem prezydium, który rezyduje w Warszawie, powinien częściej występować w mediach – upiera się hierarcha, zwolennik zmian. – I nie powinno brakować mu odwagi. Musi nadawać ton naszym debatom. Czeka nas poważna dyskusja na ten temat – mówi.

Scenariusze zmian

Nasi rozmówcy zauważają, że brak wyboru dotychczasowego sekretarza oznaczałby, że jako biskup pomocniczy musiałby wrócić do Lublina. Byłby to pewnego rodzaju precedens. Dotychczas żaden z wybranych po 1989 r. sekretarzy do swojej dawnej diecezji nie wrócił.

Biskup Tadeusz Pieronek, który pełnił tę funkcję w latach 1993–1998, nie został wprawdzie wybrany na drugą kadencję, ale niemal natychmiast został rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.

Na kolejne pięć lat do tej pory wybrano – w 2003 r. – tylko bp. Piotra Liberę, który w 1998 r. zastąpił Pieronka. Nie dokończył drugiej kadencji, bo w maju 2007 r. został biskupem płockim. Jego następca – bp Stanisław Budzik – przed końcem pierwszej kadencji – w roku 2011 – został arcybiskupem metropolitą lubelskim. Dwa i pół roku sekretarzem był abp Wojciech Polak, który w 2014 r. został metropolitą gnieźnieńskim i prymasem Polski.

– Teraz nie ma żadnej diecezji bez ordynariusza, do której można byłoby byłego sekretarza posłać – zwraca uwagę jeden z rozmówców „Rz".

Pierwsza diecezja może zwolnić się w lipcu. Pod koniec tego miesiąca 75 lat kończy biskup Ignacy Dec i prawdopodobnie odejdzie na emeryturę. W przyszłym roku wiek emerytalny osiągają abp Sławoj Leszek Głódź z Gdańska i bp Wiesław Mering z Włocławka. – Możliwe są dwa scenariusze. Biskup Miziński zostaje wybrany i zaraz po zaistnieniu wakatu w którejś diecezji zostaje ordynariuszem i rezygnuje z funkcji. Ewentualnie zostaje biskupem pomocniczym w jednej z tych diecezji z prawem następstwa. Bardzo ciekawa sytuacja jest np. we Włocławku. Biskup Mering wiek emerytalny osiągnie dopiero w grudniu 2020 r., ale jego biskup pomocniczy Stanisław Gębicki 75 lat skończy już na początku lipca. Posłanie tam biskupa koadiutora, który przez półtora roku będzie pomocniczym, a potem płynnie przejmie obowiązki ordynariusza, byłoby bardzo ciekawym rozwiązaniem – analizuje jeden z duchownych, który śledzi zmiany personalne w polskim Kościele.

Przypomina, że taka sytuacja miała miejsce w archidiecezji warmińskiej. Abp Józef Górzyński w lutym 2015 r. został jej koadiutorem, a w październiku następnego roku ordynariuszem. – To rzecz jasna tylko spekulacje, bo i tak decyzje w tych sprawach zapadają w Watykanie, ale wybór sekretarza jest w rękach polskich biskupów – konkluduje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA