fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Kiedy skończy się pandemia koronawirusa?

Profesor Didier Raoults uważa, że pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 już się kończy
AFP
Kiedy wrócimy do normalności? Na najczęściej zadawane pytanie na świecie padają odmienne odpowiedzi.

W lutym 2020 roku Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegała, że pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 spowoduje falę zachorowań milionów ludzi na całym świecie. W rzeczywistości na całym świecie mamy potwierdzone ponad 2,4 mln infekcji, z czego czego przeważająca część miała charakter bezobjawowy.

Oficjalnie dotychczas zmarło 165 257 osób. Już pojawiają się jednak zarzuty, że wiele zgonów zakwalifikowanych jako wynik ciężkiej niewydolności oddechowej spowodowanej przez Covid-19 wcale nie było wynikiem tej choroby. Liczby są zawyżane lub zaniżane w zależności od lokalnych przepisów. 16 kwietnia Washington Post opublikował niepokojący artykuł o manipulacjach przy aktach zgonów osób rzekomo zmarłych na Covid-19.

Problem w statystyce

W Alabamie urzędnicy stanowego departamentu zdrowia uznali, że w raportach zgłaszanych rządowi federalnemu nie trzeba zgłaszać wszystkich podejrzeń o zgony na Covid-19. Nie ujęto więc w statystyki pacjentów, którzy zmarli z zapaleniem jednego płuca lub nagromadzonym płynem w jednym płucu. Odwrotna manipulacja miała miejsce w Kolorado, gdzie na podstawie jedynie podobnych objawów i bez potwierdzenia testem wiele zgonów zakwalifikowano jako wynik Covid-19. Urzędnicy departamentów zdrowia w obu stanach uważają, że ich podejście jest prawidłowe. W rzeczywistości rozbieżne metody kwalifikowania zgonów odzwierciedlają ogólnokrajowy, jeżeli nawet nie ogólnoświatowy problem w statystycznym ujęciu pandemii. Niektóre ośrodki badawcze mówią o niedoszacowaniu liczby ofiar, podczas gdy inne wskazują na zrzucanie licznych błędów medycznych i innych chorób na Covid-19.

Dr Oxiris Barbot, komisarz ds. zdrowia miasta Nowy Jork, uważa, że nikt tak naprawdę nie wie, ile osób umrze, a ile przejdzie infekcję bezobjawowo. Wszelkie uśrednione wskaźniki śmiertelności są zafałszowane przez błędny sposób kwalifikowania zgonów. Stąd mamy tak dramatyczne różnice wskaźników śmiertelności w krajach z tych samych obszarów geograficznych – Chin i Korei Południowej czy Włoch i Francji.

Wielogłos świata nauki

Jeszcze ważniejszą kwestią jast odpoiwedź na pytanie kiedy możemy spodziewać się końca pandemii? Tu ciągle brak jednoznacznej odpowiedzi ze strony środowiska naukowego. Pojawiają się skrajnie odmienne spekulacje, które jedynie zwiększają niepokój społczeństw. Były dyrektor wydziału wirusologii w Instytucie Medycyny Tropikalnej w Antwerpii i belgijski wirolog prof. Guido Vanham, zapytany, jak zakończy się ta pandemia i od jakich czynników może to zależeć, odpowiada: „Prawdopodobnie nigdy się nie skończy, w tym sensie, że ten wirus pozostanie, dopóki go nie wyeliminujemy. A jedynym sposobem na wyeliminowanie takiego wirusa byłaby bardzo skuteczna szczepionka, która musiałaby być podana każdemu człowiekowi".

Prof. Vanham zwraca uwagę na posiadaną przez nas grupę krwi. Naukowcy chińscy ze szpitala Zhongnan na Uniwersytecie w Wuhanie sugerują bowiem związek między posiadaniem grupy krwi A a wyższym ryzykiem zachorowania na Covid-19 w porównaniu z ludźmi, którzy mają grupę krwi 0. Potwierdziły to badania 2173 pacjentów ze szpitala w Shenzen i dwóch szpitali w Wuhanie.

Z kolei Lothar Wieler, prezes Instytutu Roberta Kocha, nie jest tak radykalny w swojej ocenie jak prof. Guido Vanham, ale ostrzega, że pandemia będzie trwała przynajmniej przez dwa lata, do wiosny 2022 roku. W tym czasie koronawirusem zostanie zarażone 60–70 proc. światowej populacji.

Nie wszystkie przewidywania naukowców są tak pesymistyczne. Profesor Didier Raoult, dyrektor instytutu Méditerranée Infection w Marsylii, jest wielkim optymistą.

– Możliwe, że za kilka tygodni nie będzie już żadnych przypadków – oświadczył ku zdumieniu słuchających go dziennikarzy.

Raoult uważa, że wyczekiwanie na szczepionkę nie ma sensu i trzeba zacząć stosować znane medycynie leki. Swoich pacjentów leczy dawką 600 mg hydroksychlorochiny, podawaną codziennie przez dziesięć dni, wraz z azytromycyną (antybioktyk), podawaną przez sześć dni. Efekt wydaje się piorunujący. Po sześciu dniach leczenia u 75 proc. pacjentów prof. Raoulta testy na obecność koronawirusa dały wynik negatywny.

– Epidemia zaczyna zanikać. Jest całkiem możliwe, że na wiosnę będzie po wszystkim – ogłosił 14 kwietnia profesor Didier Raoult. Wielu jego kolegów uznało tę wypowiedź za niepoważną.

Należy podkreślić, że ci trzej profesorowie, niezależnie , że reprezentują różne stanowiska w ocenie przewidywanego rozwoju pandemii, są jednakowo sceptycznie nastawieni do wszystkich doniesień na temat stworzenia szczepionki w ciągu roku. Wszyscy trzej postulują poszukiwanie alternatywnych metod zatrzymania zarazy.

A jednak odporność zbiorowa?

A jaka metoda może być najskuteczniejsza? Żeby pokonać wroga, należy zrozumieć jego „sposób myślenia". Wirusy istnieją na naszej planecie tak długo, jak długo istnieje samo życie. Ewolucja wirusów rozpoczęła się bowiem ok. 1,5 miliarda lat temu, kiedy pojawiło się 66 swoistych dla wirusa fałd białka. Mimo że wirusów nie zalicza się do organizmów ze względu na brak struktury komórkowej, mają one jeden cel istnienia – przetrwanie za wszelką cenę. Nie są zdolne do namnażania się poza komórkami gospodarza. Są więc od nas zależne, choć stanowimy dla nich także śmiertelne zagrożenie. Na swój sposób jesteśmy bowiem bronią biologiczną do niszczenia wirusów. Posiadamy wiele doskonałych barier obronnych, poczynając od naskórka, a na kwasie żołądkowym kończąc. No i – co najważniejsze – naszą swoistą i nieswoistą odpowiedź odpornościową, czyli cały arsenał niesamowitych mechanizmów defensywnych, w które uzbroiła nas ewolucja.

Tak naprawdę wynik końcowy tej wojny już znamy. Koronawirus SARS-CoV-2 nie ma szans w konfrontacji z układem immunologicznym zdrowego człowieka. Kiedy zaś trafia na człowieka chorego, którego doprowadza do śmierci, dokonuje swoistego samobójstwa. Zatem wirus, aby przetrwać musi się nieustannie przenosić wraz z zainfekowanymi komórkami od jednego żywiciela do drugiego. A to oznacza, że trafiając na zdrową osobę z silną odpornością, wpada w pułapkę. To są właśnie ci wszyscy, którzy chorują bezobjawowo. I dlatego musimy coraz bardziej zwracać uwagę na liczbę wyleczonych, a nie zainfekowanych.

Wobec braku szczepionki, coraz częściej wyziera z różnych wypowiedzi nieśmiało wypowiadany postulat opracowania starannie przygotowanej strategii walki z patogenem pozwalającej na prewencyjne przejście przez chorobę zdrowej większości populacji. Ten mechanizm odporności zbiorowej, choć budzi na pierwszy rzut oka lęk przed katastrofą humanitarną, jest obok szczepień jedyną potwierdzoną historycznie, a przy tym najskuteczniejszą linią obrony przed epidemią.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA