fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Szwecja rozlicza się z COVID-19. Oskarżony Anders Tegnell

Kolejka na antycovidowe zastrzyki w budynku sztokholmskich targów przerobionym na centrum szczepień
AFP
Premier: po tragicznych doświadczeniach w domach seniorów nasza opieka społeczna będzie najlepsza na świecie

Korespondencja ze Sztokholmu

Władze Szwecji od początku działały inaczej niż prawie wszystkie kraje zachodnie. Była ostatnia w regionie we wprowadzeniu restrykcji. „Ponieważ nie uważała, że są one skuteczne" – napisał Emanuel Karlsten na łamach „Expressen" po przejrzeniu wymiany korespondencji odpowiedzialnej za walkę z pandemią Agencji Zdrowia Publicznego z różnymi ekspertami. „Można (w obostrzeniach) dostrzec teoretyczne korzyści, jest co do tego jednak za mało dowodów, że to rzeczywiście pomaga" – pisał główny epidemiolog kraju Anders Tegnell w mailu do profesora statystyki matematycznej.

Tegnell jest znany ze sceptycznego podejścia do używania maseczek. Uważał bowiem, że stwarzają fałszywe poczucie bezpieczeństwa i efekt ich noszenia jest niewielki. Jednak potem zmienił zdanie. Zasłony na twarz władze zaczęły zalecać od stycznia tego roku w komunikacji publicznej w godzinach szczytu, a od 1 marca zawsze w metrze i autobusach, jak również w miejscach, gdzie nie sposób zachować dystansu.

Tłumienie niepokoju

Minister zdrowia Lena Hallengren przesłuchiwana w ostatni piątek przez komisję parlamentarną przyznała, że rząd nie ma formalnego dokumentu o strategii walki z pandemią. Jednak można o niej przeczytać na stronie rządowej. Pierwsze punkty programu głoszą: „ograniczyć rozprzestrzenianie się zakażenia, zabezpieczyć środki dla służby zdrowia i ograniczyć wpływ pandemii na funkcjonowanie społeczeństwa". Znalazł się też punkt „tłumić niepokój".

Dowiedz się więcej: Minister zdrowia: Szwecja nigdy nie miała formalnej strategii walki z pandemią

„Interesujące jest zdobycie wiedzy, czy rząd przy jakiejś okazji mógł decydować inaczej, by w lepszy sposób zatroszczyć się o życie, zdrowie i pracę" – komentował dziennik „Svenska Dagbladet".

Jeżeli chodzi o „tłumienie niepokoju", to mistrzem pod tym względem okazał się Tegnell. Ostatnio szwedzkie radio wypomniało epidemiologowi, że na konferencjach przekazywał zbyt pozytywną interpretację statystyk. 35-procentowy wzrost przypadków zakażeń w ciągu tygodnia opisywał jako „niewielki ostrożny przyrost". Jednak takie przyspieszenie tempa daje 20 razy więcej zakażeń w ciągu ponad dwóch miesięcy. Tegnell odparł, że nie chciał straszyć mieszkańców. – Gdybyśmy krzyczeli: „Wilk, wilk!", to może by było inaczej, ale tego nie wiemy – tłumaczył, nawiązując do bajki Ezopa o chłopcu, który przestrzegał wieś przed zagrożeniem, którego nie było, a gdy naprawdę przyszło, już mu nie zaufano.

Według radia takie przedstawianie danych mogło się przyczynić do wybuchu drugiej fali, ponieważ Tegnell słał błędne sygnały. Mimo że fala infekcji przybierała, to rząd i Agencja Zdrowia Publicznego wprowadziły wiele ulg w rekomendacjach i regulacjach. Zniesiono zakaz wizyt w domach dla seniorów i pozwolono, by koncerty i imprezy sportowe mogły się odbywać dla większej publiczności. Szybko przywrócono obostrzenia wskutek nasilenia się przypadków zakażeń.

Do lekkiego traktowania

Jesienią Tegnell oceniał, że sytuacja się ustabilizuje. Szwedzi bowiem jego zdaniem byli nadal skłonni podporządkować się obostrzeniom. Tymczasem według badań od początku lata coraz mniej brali sobie rekomendacje do serca.

Na ostatniej konferencji prasowej główny epidemiolog mówił, że poziom rozprzestrzeniania się koronawirusa w Szwecji jest wysoki. Najlepszym zaś wskaźnikiem wzrostu jest obłożenie na oddziałach intensywnej terapii – w tej chwili jest ono znaczne.

W Szwecji warunki dla zwalczenia pandemii są bardziej sprzyjające niż np. we Włoszech czy Hiszpanii. Tutaj bowiem nie ma tylu obszarów gęsto zaludnionych i wiele osób mieszka samotnie, ludzie utrzymują mniej kontaktów towarzyskich niż gdzie indziej.

Tak twierdzi Joacim Rocklöv, profesor epidemiologii z Uniwersytetu w Umea. Jego zdaniem inne kraje wprowadzają lockdown i efektem tego jest „raz z górki, raz pod górkę". Również Szwecja ma wzloty i upadki, ale sytuacja jest bardziej stała – ocenia Rocklöv. Jest bowiem tendencja do myślenia, że nie jest tak strasznie groźnie. Wcześniej czy później jednak pojawiają się wysokie parametry zakażeń i napływ pacjentów do szpitali. – Zatem to żaden przypadek, że Szwecja ma teraz wysoką liczbę zakażeń – podkreśla Rocklöv. W 10-milionowym kraju było ponad 892 tys. zakażeń, a zmarło 13,8 tys. osób.

Dużo wolnych miejsc

Jaki jest więc bilans pandemii? Według badań Agencji Zdrowia Publicznego stan samopoczucia pogorszył się u wielu Szwedów. Powiększyła się grupa osób cierpiąca na psychiczne dolegliwości. Choć najdokuczliwszymi restrykcjami objęto osoby starsze w domach opieki, to skutki pandemii odczuły najbardziej osoby między 18. a 30. rokiem życia. Naukowcy tłumaczą ten stan rzeczy tym, że młodzi zaczynają dorosłe życie, mają marzenia o przyszłości i plany, których zrealizowanie uniemożliwia pandemia.

Pandemia koronawirusa mocno uderzyła w wiele branż gospodarki. Najbardziej w przemysł turystyczny, restauracje. Wielu bankructwom zapobiegły jednak rządowe tarcze antykryzysowe. Sytuacja gospodarcza jest lepsza niż w wielu innych krajach, w ubiegłym roku PKB spadł o 2,8 proc., o wiele mniej, niż zakładano. Eksport wzrósł o 4,5 proc. Mimo znacznego wsparcia dla gospodarki dług publiczny wzrośnie tylko z 35 do 38 proc. PKB.

Jeżeli się ma jednak wisielczy humor, to można stwierdzić, że szerzenie się wirusa miało dobre strony. Prawie połowa pensjonariuszy domów dla seniorów zmarła – to nie ma teraz problemu z miejscami.

Tragedia w sektorze opieki dla seniorów to też zapowiedź jego zreformowania. Premier Stefan Löfven obiecał, że „szwedzka opieka dla starszych będzie najlepsza na świecie".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA