fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Niemiecki rząd: Przygotować się na długą walkę

Kanclerz Merkel przed czwartkowym spotkaniem z mediami
POOL/AFP, Markus Schreiber
Niemiecki rząd nie pozostawia złudzeń: w najbliższym czasie nie ma mowy o redukcji ograniczeń związanych z koronawirusem.

– Musimy być konsekwentni, musimy nadal funkcjonować w warunkach pandemii – oświadczyła w czwartek kanclerz Angela Merkel, apelując do obywateli o przestrzeganie dotychczasowych ograniczeń w okresie świątecznym. Zapowiedziała też, że w poniedziałek gotowy będzie raport grupy ekspertów, którym rząd zajmie się w najbliższy wtorek. Na razie wszystko pozostaje po staremu.

Kanclerz powtórzyła na konferencji, że jest nadal przeciwna ustanowieniu tzw. euroobligacji koronawirusowych, czego domagają się Włochy. – Jest wiele innych możliwości – powiedziała i dodała, że Niemcy są nie tylko gotowe, ale i zobowiązane do okazania europejskiej solidarności.

Minister zdrowia Jens Spahn ostrzegł obywateli, że należy się przygotować na tygodnie i miesiące pewnych ograniczeń. Tak więc długo jeszcze nie będzie możliwości organizacji imprez masowych. Niemcy nie pójdą obecnie drogą Austrii, gdzie po świętach rozpocznie się redukcja ograniczeń.

Stopniowe odchodzenie od reżimu ograniczeń możliwe będzie przy zachowaniu obecnego trendu spadku wzrostu infekcji oraz w warunkach dalszego przestrzegania fizycznego dystansu w kontaktach społecznych. Zdaniem Jensa Spahna firmy, w których taki dystans zostanie zapewniony, będą mogły rozpoczynać działalność.

– Potrzebny jest jasny plan działań. Nie może być tak, że wiele firm pozostaje zamkniętych, jeżeli chcemy uniknąć masowych bankructw i masowego bezrobocia – twierdzi premier Nadrenii Północnej-Westfalii (NRW) Armin Laschet, który jako pierwszy z szefów landów już kilka dni temu domagał się rozpoczęcia dyskusji na temat powrotu do normalności. Jest zdania, że wkrótce otwarte powinny zostać salony samochodowe, co powinno uruchomić sprzedaż nowych aut i umożliwić rozpoczęcie produkcji przez przemysł.

Takie opinie są wynikiem pewnej stabilizacji epidemii, na co wskazują także rezultaty bardzo szczegółowych badań przeprowadzonych w gminie Gangelt w powiecie Heinsberg w NRW. To stamtąd powrócił do Polski z wizyty u krewnych mężczyzna znany jako pacjent nr 1.

W powiecie tym mieści się epicentrum epidemii w Niemczech, biorąc pod uwagę rekordową liczbę 611 infekcji na 100 tys. mieszkańców. Ustalono, że wirus rozprzestrzeniła para uczestników pochodu karnawałowego w Gangelt. Wzrost liczby nowych infekcji w ostatnich dniach waha się w granicach 20 zakażeń.

Do środy zachorowało w sumie 1527 osób, a 48 zmarło. W liczącym 11 tys. mieszkańców Gangelt przebadano 500 osób i u 14 proc. z nich stwierdzono obecność przeciwciał koronawirusa, co oznacza, że osoby te nie są już nosicielami wirusa. Współczynnik śmiertelności wyniósł tam 0,37 proc. a więc był niższy od średniej niemieckiej wynoszącej 1,98 proc. (na podstawie danych uniwersytetu Johna Hopkinsa).

Eksperci ostrzegają jednak przed wyciąganiem zbyt optymistycznych wniosków, gdyż testom poddano tam wyjątkowo wiele osób, także tych, które nie miały żadnych objawów. Stabilizację sytuacji w powiecie Heinsberg uznaje się za pewien pozytywny sygnał, który należy jednak traktować niezwykle ostrożnie.

Na berlińskim lotnisku Schönefeld wylądowało w czwartek kilka samolotów z Rumunii. Przywiozły w sumie 560 pracowników sezonowych, bez których farmerzy w Brandenburgii nie wyobrażają sobie zbioru szparagów.

Nastąpiło to w przeddzień wejścia w życie postanowienia berlińskiego Senatu w sprawie obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny dla osób przybywających do stolicy z zagranicy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA