fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Szwedzki sposób na epidemię: Uodpornianie

Wojskowy szpital polowy Östra Sjukhuset ma wspierać oddział intensywnej terapii szpitala Sahlgrenska University w Göteborgu
TT News Agency/AFP
Szwedzi liczą na naturalne uodpornienie większości społeczeństwa na SARS-CoV-2. W ten sposób chcą pokonać zarazę.

Podczas gdy większość krajów Unii Europejskiej przyjęła bardzo restrykcyjną strategię walki z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2, Szwecja wprowadziła tylko niewielkie ograniczenia w życiu publicznym.

Opinie naukowców z całego świata na temat szwedzkiego modelu walki (a w zasadzie jej braku) z koronawirusem są podzielone. Niektórzy uważają, że w obliczu pandemii to przejaw braku wyobraźni, inni z zainteresowaniem przyglądają się rozwojowi sytuacji, skłaniając się ku przekonaniu, że może polityka władz w Sztokholmie okaże się najbardziej skuteczna.

Życie toczy się „normalnie"

Wikingowie to byli twardzi ludzie, my jesteśmy ich potomkami – mówią mieszkańcy Sztokholmu, którzy wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca wylegają na ulice miasta, by spotykać się pod gigantyczną figurą boga Thora na placu Mariatorget.

Tu nie widać paniki przed koronawirusem. Ludzie się tłoczą przy kawiarnianych stolikach wystawionych na skwerach. Dzieci beztrosko biegają po placach zabaw. Na północy Szwecji kurorty narciarskie mają komplety gości, a stoki są szczelnie wypełnione narciarzami. Słowem, pełna idylla, jakby pandemia nie miała do tego kraju żadnego dostępu.

Ale tak przecież nie jest. Według stanu na godz. 16 w środę, 1 kwietnia, szwedzkie służby medyczne zarejestrowaly 4947 potwierdzonych przypadków zakażeń SARS-CoV-2. 393 osoby w stanie ciężkim przebywały na oddziałach intensywnej terapii, a 239 zmarło. Najbardziej dotknięty epidemią jest najgęściej zaludniony okręg sztokholmski.

Mimo to rząd Kjella Stefana Löfvena nadal nie wprowadza radykalnych ograniczeń w przestrzeni publicznej, oprócz zakazu organizowania zgromadzeń mających powyżej 50 uczestników. Nowe przepisy dotyczą też barów i restauracji, a których zabrania się klientom stania przy barach. Jednak na tle rygorystycznych przepisów kwarantannowych w innych krajach UE te szwedzkie wydają się prawie niezauważalne.

Szykujmy się, ale bez paniki

Czy to znaczy, że Szwedzi, pomni odwagi swoich walecznych przodków, naprawdę nie boją się narastającej zarazy? Puste półki sklepowe, na których stały niedawno paczki z papierem toaletowym, wskazują, że obawy jednak istnieją. Mimo to epidemia jest tu postrzegana inaczej. Władze szwedzkie uznały ją za zjawisko, którego nie da się powstrzymać. Większość społeczeństwa musi się uodpornić, przerywając tym samym transmisję groźnego patogenu.

Rząd Löfvena skoncentrował się na przemyślanych przygotowaniach do wojny z wirusem zamiast chaotycznego działania ad hoc. Przede wszystkim wzmacnia dostępne zasoby opieki zdrowotnej, tworząc zapasowe centra epidemiczne, takie jak zbudowany przez wojsko szpital polowy Östra Sjukhuset w Göteborgu. Szczelne namioty tworzą tam połączoną sieć oddziału intensywnej terapii dla setek pacjentów, u których wystąpią powikłania infekcyjne.

Ministerstwo Edukacji wolno, ale systematycznie, ogranicza wszystkie duże wydarzenia związane ze szkolnictwem. 23 marca odwołano wszystkie egzaminy. Jednocześnie szkoły i przedszkola otrzymują stałe wytyczne sanitarne.

Nie zmienia to faktu, że uczniowie nadal uczęszczają do szkół, a studenci na uczelnie. Zakłady pracy działają normalnie, biura tętnią życiem, a gabinety lekarskie realizują wszystkie umówione wizyty swoich pacjentów.

Statystycznie pod względem ilości zachorowań i zgonów na Covid-19 Szwecja jest w gorszej sytuacji niż Polska, ale nadal nie idzie w nasze ślady pod względem przepisów epidemiologicznych.

Szwedzcy eksperci uznali, że ograniczenia nie mają sensu w momencie, kiedy koronawirus jest już mocno rozpowszechniony w społeczeństwie. Szanse na trwałe przecięcie łańcucha transmisyjnego epidemii są na tym etapie minimalne. Wystarczy bowiem pojedynczy epizod związany z jednym nosicielem, aby choroba wybuchła ze zdwojoną siłą. Przykład z Korei Południowej pokazuje, że jedna zakażona kobieta, która uparła się, żeby uczestniczyć w nabożeństwie, wystarczyła do ponownego wybuchu już zatrzymanej epidemii.

Kwarantanna? Ale po co?

Eksperci nie rekomendują rządowi wprowadzenia kwarantanny, mimo że Szwecja ma najlepsze w całej Europie warunki do wprowadzenia takich przepisów. Wynika to z faktu, że ponad połowa gospodarstw domowych w Szwecji ma tylko jednego mieszkańca. Statystyczny młody Szwed wyprowadza się z domu rodziców w wieku 19 lat, kiedy statystyczny Europejczyk robi to w wieku 26 lat. Jednak szwedzcy eksperci uważają, że kwarantanna nie ma obecnie sensu, ponieważ wykryte przypadki osób zakażonych SARS-CoV-2 stanowią zaledwie ułamek prawdziwej liczby nosicieli patogenu.

Część szwedzkich naukowców skłania się też ku tezie, że przyjęty przez WHO wskaźnik śmiertelności na poziomie 3,4 proc. zakażonych jest mocno zawyżony.

Strategia rządu polega zatem na zapewnieniu bezpiecznej izolacji osób w wieku powyżej 70 lat oraz osób z grup ryzyka chorobowego. Testy na SARS-CoV-2 są przeprowadzane wyłącznie u osób z objawami infekcji i wśród personelu medycznego. To pozwala na intensyfikację opieki nad osobami szczególnego ryzyka.

Dotychczas ta polityka sprawdza się w równym stopniu jak rozwiązania polskie. Nie oznacza to oczywiście, że tak musi być cały czas. Niektórzy szwedzcy eksperci uważają jednak, że izolacja całego społeczeństwa prowadzi do sytuacji patologicznych, bo ludzie starsi i szczególnie narażeni są wówczas wyłączeni ze stałego monitoringu. Powołują się przy tym na przykład włoskiej Lombardii, gdzie szpitale błyskawicznie uległy przeciążeniu, a przychodnie lekarskie nie działają. Nikt nie bierze pod uwagę wynikających z tego nasilenia się innych chorób oraz zgonów. Dodatkowo duża część personelu medycznego musiała zostać poddana kwarantannie ze względu na pozytywny wynik testu na nosicielstwo wirusa.

Aż 10 proc. pacjentów z Covid-19 w Lombardii wymagało intensywnej opieki, co doprowadziło do wyczerpania zasobów szpitalnych. W innych regionach Włoch epidemia ma łagodniejszy przebieg, ale nadal nieporównywalnie większy niż w innych krajach europejskich, poza Hiszpanią.

Szwedzi zwracają uwagę, że wśród 11 tys. 591 włoskich ofiar epidemii nie ma żadnej osoby w wieku poniżej 29 lat, a wśród osób w wieku od 30 do 60 lat jest ich „tylko" 117. Ponad 86 proc. stanowią zatem seniorzy, wśród których 29,8 proc to kobiety. Nasi północni sąsiedzi zadają zatem trudne pytanie: czy warto kosztem paraliżu państwa i gospodarki obejmować kwarantanną zarówno ludzi szczególnego ryzyka, jak i zdrowych w wieku szkolnym czy produkcyjnym, którzy mogą w naturalny sposób się uodpornić i przeciąć łańcuch transmisyjny epidemii?

Szwedzka strategia jest zatem ważnym eksperymentem dla całego świata. Oczywiście w wielu krajach Europy podnoszą się pytania o wymiar etyczny takiej decyzji. Szwedzi odpowiadają na to, że u nich nikt nie dokonuje wyborów, kto ma przeżyć, a kto umrzeć, jak to się dzieje w Lombardii czy Belgii.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy ta wizja okaże się bezpieczniejsza dla całej populacji, także ze społecznego i ekonomicznego punktu widzenia. Ma ona na celu przede wszystkim przygotowanie się na szczyt epidemiologiczny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA