Prof. Flisiak wyraził jednocześnie nadzieję, że będziemy wówczas "po zaszczepieniu znaczącej części populacji i dzięki temu ta fala jesienna już będzie śladowa".
Jednocześnie - odnosząc się do określenia "czwarta fala" - prof. Flisiak zwrócił uwagę, że wiosną 2020 roku, w porównaniu do tego co działo się jesienią 2020 i wiosną 2021 roku, nie mieliśmy do czynienia z falą. - Można mówić o falach jesiennych i wiosennych - dodał.
Mówiąc o luzowaniu obostrzeń zapowiedzianym przez rząd na maj prof. Flisiak stwierdził, że trzeba "bardzo uważnie obserwować co teraz się zdarzy".
- Odpowiedź na pytanie czy ten scenariusz optymistyczny się sprawdzi, poznamy w okolicach 10 maja, tydzień po długim weekendzie - ocenił lekarz.
- Może być tak, że mamy tak duży poziom uodpornienia populacyjnego, że te szczepienia są dodatkiem do uodpornienia całej populacji - zaznaczył w kontekście odporności Polaków na COVID-19.
Jednocześnie prof. Flisiak zwrócił uwagę na wciąż dużą liczbę zgonów w Polsce. Jak mówił ponad 600 zgonów zakażonych raportowane 28 kwietnia to "równowartość trzech katastrof lotniczych, to są bardzo duże liczby".
- Rok temu nikt by nie uwierzył, że jest to możliwe - stwierdził.
- W Indiach musiałoby być 16 tys. zgonów by - proporcjonalnie - dorównały pod tym względem Polsce - zaznaczył.
Komentując wciąż dużą liczbę zgonów przy spadającej regularnie liczbie zakażeń prof. Flisiak tłumaczył, że "ludzie umierają z opóźnieniem w stosunku do momentu zakażenia".
- Praktycznie nie zdarza się, by ktoś w pierwszym tygodniu umarł. To nie sam wirus SARS-CoV-2 nas zabija, to powikłania, one się rozwijają w ciągu tygodni. Opóźnienie może wynosić ok. miesiąca - tłumaczył.