fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Wielka mobilizacja w Szwajcarii. Czy wystarczy łóżek?

Siedziba Zgromadzenia Federalnego, parlamentu Szwajcarii, w Bernie
AFP
Od wczoraj w sąsiadującej od północy z Włochami Szwajcarii obowiązuje stan wyjątkowy. Główna obawa: czy starczy łóżek w szpitalach?

Bogata i nowoczesna Szwajcaria jest jednym z najbardziej dotkniętych epidemią krajów świata. W Europie więcej zarażonych koronawirusem jest tylko w czterech państwach i to mających od niej znacznie więcej ludności. Bo biorąc pod uwagę populację to gorzej pod względem skali choroby jest tylko we Włoszech.

Wczoraj, według ostatnich danych miejscowego resortu zdrowia, było około (właśnie takie określenie użyto) 2650 osób, których testy wypadły pozytywnie, a z tego (też tak to sformułowano) 2269 przypadków zostało potwierdzonych. Zmarło 19 osób.

Dzisiejszych danych oficjalnych jeszcze nie ma. Natomiast w - oglądanym przez miliony internautów - portalu Worldometers.info są wyższe dane - w tym 27 ofiar śmiertelnych, ale nie jest jasne, skąd pochodzą.

PÓŹNO, ALE STANOWCZO

Szwajcarzy, zazwyczaj pragmatyczni i zdyscyplinowani, podobnie jak wiele innych narodów Zachodu, jednak zazwyczaj niezdyscyplinowanych, zareagowali na koronawirusa późno, ale za to od razu radykalnie - w poniedziałek wieczorem władze federalne ogłosiły zamknięcie prawie wszystkiego, od granic dla obcokrajowców począwszy.

Półtorej doby przed ogłoszeniem przez prezydent Simonettę Sommarugę stanu wyjątkowego, życie toczyło się normalnie niemal w całym kraju, w leżącym na północy kantonie Thurgau (Turgawia) odbyły się nawet wybory.

Wcześniej, od piątku, zamknięta była granica południowa - z Włochami, to za nią leży Lombardia, region będący pozachińskim epicentrum epidemii, gdzie już wtedy było ponad tysiąc ofiar śmiertelnych.

Zmobilizowano osiem tysięcy żołnierzy, którzy mają pomagać obywatelom. Jak podkreśliła minister obrony Viola Amherd, priorytetem jest wsparcie służby zdrowia. Około trzech tysięcy żołnierzy będzie wykonywało podstawowe zadania pielęgniarzy oraz zajmie się transportem pacjentów. - Od drugiej wojny światowej nie było takiej mobilizacji - mówiła minister Amherd.

TROCHĘ OPTYMIZMU

Nakazy i zakazy dotyczące usług i sklepów są teraz podobne jak w wielu innych krajach europejskich, w Szwajcarii nieczynne są też zakłady fryzjerskie.

Zamknięto też w całym federalnym kraju szkoły (jak wszystko - na razie do 19 kwietnia), ale inaczej wygląda sprawa z przedszkolami. Jeżeli rodzice nie mogą się zająć swoimi małymi dziećmi w domu, to władze kantonalne muszą im zapewnić jakąś formę opieki. To może oznaczać, że znaczna część przedszkoli nie będzie zamknięta.

Generalnie obowiązuje zasada: jeżeli to możliwe, siedzimy w domu i nie utrzymujemy z nikim kontaktów.

Przeczytaj także: Naukowcy: Koronawirus nie uciekł z laboratorium

Jeżeli Szwajcarzy się do niej nie zastosują, to grozi to, co we Włoszech - niewydolność szpitali.

- Teraz szpitale dają radę - mówił dzisiaj, cytowany przez lokalne portale, Daniel Koch, szef zajmującego się epidemią wydziału federalnego resortu zdrowia. Jeżeli liczba nowych zakażonych będzie rosła w takim tempie, jak przed ogłoszeniem stanu wyjątkowego, to się to zmieni, szpitale nie wytrzymają przeciążenia. I, powiedział Koch, znacznie wzrośnie liczba zmarłych.

Pierwsze dane z tego tygodnia, zamieszczone na stronie szwajcarskiego ministerstwa zdrowia, są jednak optymistyczne. Szczyt zachorowań był w ostatnią niedzielę, potem widać spadek.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA