fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Zełenski zmienia zasady gry

Wołodymyr Zełenski niebawem będzie miał już do czynienia z nowymi przywódcami Unii. W  poniedziałek spotkał się z Jeanem-Claude’em Junckerem i Donaldem Tuskiem
AFP
Prezydent Ukrainy zaproponował Władimirowi Putinowi zmianę formatu normandzkiego. Oprócz Francji i Niemiec za stołem rozmów miałyby usiąść USA i Wielka Brytania.

Po raz ostatni spotkanie przywódców Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec w sprawie zakończenia wojny w Donbasie odbyło się w Berlinie w październiku 2016 roku. Od tamtej w pory w formacie normandzkim panowała cisza, którą w czerwcu przerwał nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Po jego niedawnych wizytach w Paryżu i Berlinie, kilka dni temu poinformowano w Kijowie, że 12 lipca ma się odbyć spotkanie doradców Zełenskiego, Merkel, Macrona i Putina. Mają ustalić miejsce, godzinę i tematy rozmów następnego spotkania przywódców, do którego ma dojść jeszcze latem.

Ukraiński przywódca postanowił nie czekać do piątku. W poniedziałek wydał oświadczenie, w którym zwrócił się do Putina i nagle zaproponował zmianę formatu rozmów, zapraszając do stołu Waszyngton i Londyn. Wiele wskazuje na to, że w ten sposób postanowił uniknąć pułapki, w którą próbował go wpędzić Kreml.

Kreml się zastanowi

– Trzeba porozmawiać? Trzeba. Porozmawiajmy o tym, czyj jest Krym, i o tym, kogo nie ma w Donbasie (red. chodzi o rosyjskich żołnierzy). Proponuję do rozmów takie towarzystwo. Ja, pan, prezydent USA Donald Trump, premier Wielkiej Brytanii Theresa May, kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron. Miejsce? Myślę, że Aleksander Grigoriewicz Łukaszenko z miłą chęcią przyjmie nas w Mińsku – mówił Zełenski i zaznaczał, że nie rezygnuje z udziału w dotychczasowych formatach, lecz „składa propozycję".

Błyskawicznie odezwał się szef białoruskiej dyplomacji Uładzimir Makiej, który zadeklarował, że władze w Mińsku „całkiem popierają" inicjatywę Zełenskiego. Następnie głos zabrał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, który oświadczył, że to „całkiem nowy format". Zapewnił jednak, że propozycja ukraińskiego przywódcy „zostanie rozpatrzona".

O tym, że Wielka Brytania i USA powinni siedzieć za stołem rozmów mówił niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą" wieloletni szef ukraińskiej dyplomacji Borys Tarasiuk. Przypominał o podpisanym w 1994 r. memorandum budapeszteńskim, w którym Rosja, Wielka Brytania i USA i dawały Ukrainie gwarancję bezpieczeństwa. Prezydent Ukrainy nie precyzuje jednak, czy zwrócił się z oficjalną propozycją w tej sprawie do Waszyngtonu i Londynu.

– To nie jest realne, by przywódcy tych krajów dołączyli do formatu normandzkiego. Trump nie chce bezpośrednio brać w tym udziału, ponieważ uważa, że jest to temat Europy. Mimo to Amerykanie uczestniczą w tym procesie poprzez kontakty Kurta Volkera (przedstawiciel Departamentu Stanu ds. Ukrainy) z Władysławem Surkowem (doradca Putina). Znajomi dyplomaci niemieccy opowiadali, że w ubiegłym roku wspólne propozycje Niemiec, Francji i Ukrainy były przekazywane na Kreml poprzez Volkera – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, czołowy kijowski politolog. – Format tych rozmów nie jest najważniejszy. Wszystko będzie zależało wyłącznie od działań Rosji – dodaje.

Odwrócić uwagę

W niedzielę rosyjska stacja rządowa Rossija zapowiedziała, że w piątek odbędzie się telemost pomiędzy Kijowem a Moskwą. Z ukraińskiej strony imprezę organizowała stacja NewsOne, należąca do deputowanego prorosyjskiej Platformy Opozycyjnej – Za Życie Tarasa Koziuka, bliskiego współpracownika Wiktora Miedwiedczuka, który jest uważany za kuma Władimira Putina. Przeciwnicy prezydenta stwierdzili, że to on musi interweniować. Szef skrajnie nacjonalistycznego Korpusu Narodowego Andrij Bilecki zagroził nawet, że jeżeli prezydent nie powstrzyma telemostu, zrobią to członkowie jego organizacji.

W poniedziałek Zełenski zabrał głos i stwierdził, że chodziło o prowokację. Apelował do Ukraińców, „by nie dali się podzielić". Według niego chodziło wyłącznie o to, by w Kijowie zaatakowano siedzibę stacji, a później rosyjska telewizja publiczna pokaże „faszystów w Kijowie uderzających w wolność słowa". Ukraiński przywódca zasugerował, że prorosyjskie siły chciały wykorzystać telemost, by po raz kolejny skłócić wschód i zachód. To na koniec tego przemówienia Zełenski zaproponował spotkanie w Mińsku. Telemostu jednak nie będzie. Po południu w poniedziałek stacja NewsOne wycofała swój udział i oświadczyła, że „dziennikarzom grożono śmiercią".

– Zełenskiego postawiono w trudnej sytuacji. W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych (odbędą się 21 lipca) jego partia Sługa Narodu walczy o głosy zarówno wschodnich, jak i zachodnich regionów kraju. Musiał dobierać słowa – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem. – To sprytna gra Miedwiedczuka – przyznaje.

Pierwszy Szczyt Zełenskiego, ostatni Junckera i Tuska

W Kijowie odbył się 21. szczyt Unia Europejska–Ukraina. Bruksela zadeklarowała, że udzieli 500 mln euro pomocy finansowej, jeżeli Kijów spełni kilka warunków. Poinformował o tym w poniedziałek wieczorem portal Ukraińska Prawda, powołując się na treść deklaracji końcowej. By otrzymać wsparcie z UE, Ukraina ma m.in. uchwalić ustawę, która uniemożliwiłaby pranie brudnych pieniędzy, i opracować plan reformowania służby celnej i podatkowej. To trochę potrwa.

Jedynym namacalnym skutkiem poniedziałkowego szczytu jest 10 mln euro, które Kijów ma dostać na realizację różnego rodzaju projektów związanych m.in. z odbudową infrastruktury w Donbasie. Występujący podczas szczytu prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że Ukraina musi przyśpieszyć integrację z Europą. Zażartował, że następnego szczytu może już nie być (odbywają się co roku zgodnie z umową stowarzyszeniową Ukrainy z UE), ponieważ Ukraina już zostanie „nieodłączną częścią Europy".

Tegoroczny szczyt miał raczej znaczenie symboliczne. Do Kijowa udali się najważniejsi, ale już odchodzący politycy unijni. Najwcześniej przyleciał przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który w niedzielę wraz z Zełenskim odwiedził Donbas. W szczycie wzięli też udział przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oraz szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.

Zełenski nie miał wiele do powiedzenia podczas organizacji tego szczytu, dostał go w spadku po byłym prezydencie i jego ekipie. Jedna z głównych jego organizatorów wicepremier ds. integracji europejskiej Iwanna Kłympusz-Cyncadze nie została wpuszczona na spotkanie. Z listy uczestników usunął ją premier Wołodymyr Hrojsmam, który po przegranej Poroszenki rozpoczął własną polityczną grę. Rząd się de facto rozsypał, nowy powstanie dopiero po wyborach parlamentarnych 21 lipca. Sondaże wskazują, że po raz pierwszy od 1991 roku szansę na samodzielne rządy ma jedna partia – Sługa Narodu. Dopiero wtedy, jeżeli sondaże się sprawdzą, Zełenski będzie mógł przyśpieszać europejską integrację Ukrainy. —ru.sz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA