fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Netanjahu chce powiększyć państwo żydowskie

AFP
Premier Izraela zapowiada aneksję części ziem okupowanych, licząc na głosy twardego elektoratu. Jeśli przegra wybory, może trafić do więzienia.

Jeżeli wierzyć dziennikowi Haarec, niewiele brakowało, aby doszło do nowej wojny pomiędzy proirańskim Hezbollahem w Libanie a Izraelem. Wystrzelona przez Hezbollah rakieta trafiła w niedzielę w ambulans armii izraelskiej na granicy z Libanem. Jednak pięciu znajdujących się w pojeździe żołnierzy zdołało go opuścić chwilę przed atakiem.

Wydarzenia te mogły zakończyć się pięcioma pogrzebami i wojną – pisał „Haarec". Armia przeprowadziła jednak sfingowaną akcję ratowania rzekomo rannych żołnierzy, aby Hezbollah był przekonany o skuteczności ataku rakietowego. Wszystko po to, by uniknąć eskalacji konfliktu. Atak Hezbollahu był odpowiedzią na zbombardowanie przez Izrael jego ośrodka w Bejrucie. To pierwsze takie starcie od wojny pomiędzy Hezbollahem a Izraelem w 2006 roku, w trakcie której zginęło 158 żołnierzy izraelskich.

– Powtórki podobnej sytuacji pragnie za wszelką cenę uniknąć premier Beniamin Netanjahu przed wyznaczonymi na 17 września wyborami parlamentarnymi, drugimi w tym roku – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Efraim Inbar, szef Jerozolimskiego Centrum Studiów Strategicznych.

Tym bardziej że Netanjahu ma nóż na gardle. Przegrana w wyborach oznaczać może, iż znajdzie się za kratkami. Grozi mu przedstawienie oficjalnych zarzutów przez prokuratora generalnego w co najmniej dwu sprawach korupcyjnych, w których prokuratura jest przekonana o winie premiera. Żeby uniknąć takiego scenariusza, może jedynie zmodyfikować ustawę, uniemożliwiając postawienie w stan oskarżenia urzędującego szefa rządu. Musiałby nim jednak zostać po raz piąty.

Na przeszkodzie stoi niedawny sojusznik Awigdor Lieberman, były minister obrony oraz szef wspieranej przez rosyjskojęzycznych imigrantów partii Nasz Dom Izrael. Nie chce słyszeć o dalszej współpracy z Netanjahu. W ostatnich wyborach w kwietniu tego roku partia Liebermana zdobyła pięć (ze 120) mandatów w Knesecie. Bez nich Netanjahu oraz kierowany przez niego Likud, we współpracy z kilkoma partiami religijnych ortodoksów i nacjonalistów, nie był w stanie zgromadzić większości. Lieberman zażądał gwarancji, że rząd podejmie skuteczne działania zmierzające do wcielenia do armii studentów jesziw, czyli religijnych szkół dla ortodoksyjnych Żydów. Propozycja nie do przyjęcia dla Netanjahu, gdyż zgoda groziła utratą mandatów partii ortodoksyjnych. Ostatnie sondaże dają partii Liebermana nawet 10–11 mandatów.

– Wydaje się, że Lieberman gra na usunięcie Netanjahu z polityki i nie zmieni stanowiska – mówi „Rzeczpospolitej" Daniel Bettini z dziennika „Jediot Achronot". Być może liczy na stanowisko premiera w sytuacji, gdyby dojść miało do realizacji planu najsilniejszego ugrupowania opozycji, Niebiesko-Białych pod kierunkiem Benny'ego Gantza, który proponuje Likudowi wielką koalicję, ale bez Netanjahu i z partią Libermana.

Netanjahu dwoi i się i troi w kampanii wyborczej, licząc na poparcie twardego elektoratu. Daje mu po raz kolejny do zrozumienia, że włączy ustawowo do Izraela obszary tzw. Area C Zachodniego Brzegu (63 proc. ziem okupowanych, zamieszkanych przez 300 tys. z ponad 3 mln Palestyńczyków i 385 tys. osadników żydowskich).

– W grę wchodzi co najwyżej obszar samych osiedli żydowskich, co stanowi 7 proc. terytorium Zachodniego Brzegu – twierdzi prof. Inbar. Tak czy owak byłoby to rozwiązanie epokowe. Netanjahu może jednak nie mieć szansy na jego realizację.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA