fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konfederacja

W parlamencie powstał zespół ds. obrony praw kierowców

Fotorzepa, Przemek Wierzchowski
Konfederacja powołała zespół, który ma m.in. ustrzec kierowców przed odebraniem im praw na rzecz pieszych.

– Kierowcy są jedną z najbardziej nękanych grup społecznych w Polsce. Każdy rząd uważa, że jeśli kogoś stać na samochód, stać go na wszystko – mówi poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz, który z siedmioma innymi posłami ze swojego koła, m.in. Januszem Korwin-Mikkem, założył jeden z najnowszych zespół parlamentarnych – ds. obrony praw kierowców. I prawdopodobnie pokieruje jego pracami.

Sośnierz mówi, że założenie zespołu planował jeszcze przed exposé premiera Mateusza Morawieckiego. – Zamierzałem przyjrzeć się kilku kwestiom. System OC w Polsce absurdalnie przypisuje odpowiedzialność do samochodu, a nie do kierowcy, zbyt często przy sprzedaży auta wymaga się zmiany tablic rejestracyjnych i pobiera się podatek od czynności cywilnoprawnych, a na drogach istnieje wiele nielogicznych ograniczeń prędkości – wyjaśnia.

Nie ukrywa jednak, że impulsem były też zapowiedzi premiera. A ten w exposé odniósł się do fatalnych statystyk dotyczących wypadków w Polsce. – Bezpieczeństwo na drogach będzie jednym z naszych priorytetów – podkreślił premier.

Zapowiedział wprowadzenie rozwiązań, które „sprawią, że to piraci drogowi poniosą finansowe konsekwencje łamania przepisów", a przede wszystkim większe prawa dla pieszych. – Nie może być dłużej tak, że przejście dla pieszych jest najbardziej niebezpiecznym elementem na drogach. Badania pokazują, że piesi zachowują się w większości roztropnie na przejściach. Dlatego wprowadzimy pierwszeństwo pieszych jeszcze przed wejściem na przejście – zaznaczył.

O tym, że ten pomysł jest zły, mówi poseł Sośnierz. – Chętnie wysłucham opinii ekspertów, jednak intuicyjnie jestem przeciwny pomysłowi zapraszania pieszych pod koła samochodów. Przepisy nie wygrają z fizyką. Droga hamowania samochodu jest dłuższa niż pieszego – wywodzi.

Jego zdaniem taki przepis zachęci pieszych do ryzykownych zachowań, zmniejszając ich bezpieczeństwo i powodując więcej wypadków, a także pogłębi paraliż komunikacyjny w miastach, bo samochody będą musiały zwalniać przed każdym przejściem. – W dodatku dla samochodu hamowanie jest stratą energii, którą należy odzyskać, co powoduje większe spalanie – wyjaśnia.

Problem w tym, że podobne przepisy obowiązują w większości krajów europejskich i w zasadzie każdy ma lepsze statystyki dotyczące wypadków na zebrach.

Dlatego zdumienia argumentacją posła Sośnierza nie kryje Marcin Chlewicki ze Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, które walczy o wprowadzenie podobnych rozwiązań w Polsce. – Mam wrażenie, że jest to nie tyle zespół obrony praw kierowców, co samochodów, bo stawia on wyżej pojazdy niż ludzi – mówi.

Jego zdaniem nieprawdziwe są tezy dotyczące rzekomego represjonowania kierowców przez państwo. – Na pewno nie są prześladowani mandatami, bo są słabo egzekwowane, systemem fotoradarów, bo on nie działa, ani opłatami za przejazdy autostradą, bo ustawowy zapis na ten temat jest realizowany tylko częściowo – wylicza.

Czy Konfederacja ma szanse przebić się ze swoimi postulatami w Sejmie? To mało prawdopodobne, bo na razie tendencja jest odwrotna. Przed kilkoma dniami, uprzedzając ruch rządu, posłowie KO złożyli w Sejmie projekt, zwiększający pierwszeństwo pieszych. A podczas czatu z internautami premier Morawiecki nie wykluczył wprowadzenia mandatów o wysokości zależnej od zarobków.

Powołanie parlamentarnego zespołu ds. obrony praw kierowców nie jest pierwszym gestem Konfederacji w kierunku zmotoryzowanych. Po tym, gdy sympatyzujący z tą partią były poseł Artur Zawisza wjechał w rowerzystkę, poruszając się bez uprawnień, Sośnierz bagatelizował, iż „robimy temat z tego, że ktoś tam kogoś potrącił".

Z kolei Korwin-Mikke opowiadał się w przeszłości przeciw obowiązkowi zapinania pasów, a w czerwcu mówił, że jest zwolennikiem prywatyzacji egzaminów na prawo jazdy. – Egzaminator wykupuje licencję i ma prawo przeprowadzenia egzaminu. Jeśli obleje gościa, dostaje 5 zł, jeśli da mu prawko, dostaje 100 zł. Jeśli w ciągu roku ten kierowca spowoduje wypadek, egzaminator płaci 1000 zł – wyliczał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA