fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Tarcze antykryzysowe tylko dla wybranych

Początek roku będzie rozstrzygający, jeśli chodzi o to, jak rynek poradzi sobie z kryzysem
shutterstock
Covid-19 coraz bardziej drenuje finansowo hotele, właścicieli apartamentów na najem krótkoterminowy czy centra handlowe. Coraz więcej z nich jest na skraju przepaści.
Mijający rok był bardzo trudny dla rynku nieruchomości. Trzykrotny zakaz prowadzenia działalności doprowadził na skraj bankructwa niejednego właściciela hotelu czy apartamentów na wynajem. Lepiej radzą sobie centra handlowe, ale i ich sytuacja nie jest najlepsza. Pomoc państwa jest niewystarczająca. Kolejne tarcze antykryzysowe nie wszystkich wystarczająco chronią. Najbliższe miesiące zadecydują, kto przetrwa pandemię, a kto zniknie z rynku.

Kroplówka nie dla wszystkich

Rząd wsparł najemców sklepów w galeriach handlowych. Mogą oni liczyć m.in. na pomoc z tarczy antykryzysowej 2.0. Przewiduje ona wygaśnięcie wzajemnych zobowiązań stron umowy najmu, dzierżawy lub innej podobnej umowy, przez którą dochodzi do oddania do używania powierzchni handlowej (umowy) w galerii o powierzchni powyżej 2 tys. mkw. (art. 15ze).
Wynajmujący nie mają prawa żądać od najemców objętych zakazem handlu zapłaty czynszu (tzw. abolicja czynszowa), opłat eksploatacyjnych oraz korzystać z zabezpieczeń, takich jak gwarancje bankowe, kaucje. Przepis działa wtedy, gdy najemca zamkniętego sklepu złoży ofertę centrum handlowemu przedłużenia umowy na dotychczasowych warunkach o okres obowiązywania zakazu przedłużony o sześć miesięcy. Ofertę wolno złożyć w ciągu trzech miesięcy od dnia zniesienia zakazu. Natomiast właściciele centrów handlowych, których abolicja czynszowa pozbawiła przychodów, już na wsparcie z tego tytułu liczyć nie mogą.
Według Polskiej Rady Centrów Handlowych zadłużenie właścicieli obiektów handlowych sięga średnio 70–80 proc. wartości każdej nieruchomości handlowej. Z przychodów z umów najmu spłacają oni raty kapitałowo-odsetkowe. Muszą również utrzymywać wybrane wskaźniki finansowe i operacyjne na określonym poziomie, niezależnie od tego, czy otrzymują przychody, czy nie. Niespełnianie tych wymagań rodzi poważne konsekwencje – nawet ryzyko restrukturyzacji czy wypowiedzenia umowy kredytowej.

Bon nie dla wszystkich

Wiele hoteli działających w formie mikro, małych i średnich przedsiębiorstw skorzystało z pierwszej doraźnej pomocy przed wakacjami.
Dla branży turystycznej, w tym hotelarskiej, nadzieją w sezonie letnim miał być program Polski Bon Turystyczny o łącznej wartości 7 mld zł. Jednak został on zmniejszony o połowę, rozciągnięty na dwa lata, a w okresie wakacyjnym pomógł głównie hotelom wypoczynkowym, stając się raczej społecznym programem socjalnym niż realną pomocą dla hoteli, co potwierdził niewielki poziom jego wykorzystania jesienią.
Hotelarze liczyli bardzo na wsparcie z tarczy 6.0, ale nie dostali go. To może się jednak jeszcze zmienić. Premier zapowiada, że lista kodów PKD działalności otrzymujących pomoc zostanie rozszerzona o branżę hotelarską. Duże nadzieje wiąże ona także z pomocą z tarczy PFR 2.0 dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców. W styczniu będzie można składać wnioski w tej sprawie. Z tej formą pomocy nie skorzystają jednak duże przedsiębiorstwa.
Przedsiębiorcy hotelowi mają coraz większe problemy z bankami. Jak mówią, „branża przestała być przez nie lubiana". Postulują więc, by rząd udzielił bankom gwarancji obsługi zadłużenia, co mogłaby stanowić dla wielu hoteli istotne wsparcie.

Najem nad przepaścią

W dużo gorszej sytuacji od hoteli znaleźli się właściciele apartamentów na wynajem krótkoterminowy.
Rząd, zakazując działalności branży zakwaterowania, nie udzielił im wsparcia. Wielu przedsiębiorców jest więc na skraju upadłości nie tylko gospodarczej, ale również konsumenckiej. Niewielu pomógł bon turystyczny.
Branża nie może też liczyć na tarczę PFR. Nie wspiera ona bowiem firm jednoosobowych (których jest najwięcej), zatrudniających podwykonawców lub pracowników na umowy zlecenia.
Z tego powodu Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego (PSWK) wystosowało apel o wsparcie dla jednoosobowych firm z branży zakwaterowania, czyli o pokrycie strat związanych z wprowadzonymi zakazami. Chodzi tu o rzeczywistą różnicę między przychodami a kosztami ponoszonymi w trakcie obowiązywania ograniczeń.
PSWK liczy też na wycofanie się przez rząd z zakazu noclegów służbowych na korzyść wprowadzenia kontrolowanego rejestru takich pobytów. Według stowarzyszenia zakaz to ukryte ograniczenie działalności dla kolejnych branż, w których trzeba delegować pracowników poza miejsce zamieszkania. Nie taki miał być cel tych ograniczeń.
Wśród postulatów PSWK, które pozostały bez odpowiedzi, były m.in. te dotyczące przejęcia przez państwo zobowiązań wynikających z długoterminowych umów najmu lokali, w których prowadzona jest działalność gospodarcza, do czasu uchylenia ograniczeń w jej prowadzeniu. Wnioskowało ono również o rozszerzenie możliwości świadczenia usług hotelarskich na przypadki zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego oraz dopuszczenie możliwości kwaterowania na kwarantannę dla osób przyjeżdżających do Polski. Bez odpowiedzi pozostały też apele o przedłużenie terminu zmiany kas fiskalnych na kasy online.
 

opinie dla „Rzeczpospolitej"

Jan Dębski, prezes Polskiej Rady Centrów Handlowych
Efektem trzykrotnego zamykania centrów handlowych w czasie pandemii jest luka w przychodach ich właścicieli przekraczająca 4,5 mld zł, czyli 35–40 proc. rocznych przychodów. To skutek bezpośredni siedmiotygodniowego wiosennego zamknięcia centrów i ustawowych zwolnień najemców z czynszu oraz dobrowolnych obniżek czynszów udzielonych przez wynajmujących najemcom od maja do grudnia, a także szacowanych utraconych przychodów czynszowych związanych z ponownym zamknięciem centrów handlowych w listopadzie i grudniu 2020 r. oraz w styczniu 2021 r. Jednocześnie właściciele cały czas ponoszą stałe koszty z tytułu utrzymania nieruchomości, ich zarządzania i obsługi długu bankowego. W wyniku trzech lockdownów możemy mówić o utraconych obrotach najemców w centrach handlowych przekraczających 30 mld zł. Te wyniki z pewnością przełożą się negatywnie na rynek pracy i wpływy do budżetu państwa.
 
Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego
Ostatnie lata dla hoteli były bardzo pomyślne, aż do połowy marca br., kiedy nastąpiło gwałtowne załamanie popytu. Branża hotelarska była jedną z pierwszych, które ucierpiały z powodu pandemii. Żeby przetrwać trudny okres, większość hoteli znacznie zredukowała koszty. Na początku były to zwolnienia pracowników zatrudnionych w firmach outsourcingowych i na umowach cywilnoprawnych. Z szacunków izby wynika, że w 2020 r. zatrudnienie w hotelach stracił co drugi pracownik. Drastyczne ograniczenie działalności wpłynęło negatywnie na sytuację dostawców towarów i usług dla hotelarstwa. Wiele hoteli próbowało stabilizować sytuację w III kwartale. Niestety, po okresie letnim nastąpiła druga fala epidemii, a nowe rygory wprowadzane od połowy października nie zostały skompensowane w tarczy 6.0 adekwatną pomocą dla hotelarzy. Ostatnia decyzja rządu o zamknięciu branży (z wyjątkami) od 28 grudnia i „zamrożeniu" ferii zimowych pogorszyła i tak już dramatyczną sytuację hoteli.
 
Grzegorz Żurawski, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego
Brak turystów z zagranicy, imprez masowych, odwołane koncerty, targi i konferencje – to pokłosie pandemii, które musiało się odbić na branży noclegowej. Państwo nie sprostało wyzwaniom, jakie to ze sobą przyniosło. Ograniczenia w zakwaterowaniu były i są wprowadzane chaotycznie i bez konsultacji z branżą. To potęguje zamęt wśród gości i gospodarzy obiektów. Niestety, rząd prowadził dialog wyłącznie z organizacjami hotelarskimi, które nie znają specyfiki branży zakwaterowania. Konsekwencją było jej pominięcie w tarczy dla turystyki, gdzie ujęte zostały wyłącznie hotele. Czarę goryczy przelała logika wsparcia przy tarczy 6.0, opisywanej jako pomoc dla najbardziej potrzebujących branż. Nie objęła ona zamkniętych przez rząd firm noclegowych, za to trafiła do podmiotów, które straciły dochody dlatego, że rząd zamknął zakwaterowanie, np. do pralni. Teraz słyszymy, że kolejną pomoc dostaną tylko gminy górskie. Czyli znowu przy udzielaniu pomocy ma znaczenie nie realna strata, lecz lokalizacja lub wielkość obiektu noclegowego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA