fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Haszczyński: Wszystko da się zapomnieć

AFP
Turecki prezydent udzielił szybkiej i drastycznej lekcji polityki międzynarodowej dla początkujących i średnio zaawansowanych.

Militarna interwencja Turcji w północnej Syrii trwa ledwie kilka dni, ale zachodnia opinia publiczna przeżywa szok za szokiem. Najpierw dlatego, że na operację pozwolił Turkom Donald Trump, porzucając, czyli zdradzając, dotychczasowych sojuszników – syryjskich Kurdów.

Stali się oni celem tureckiego ataku pod hasłem – to drugi szok – walki z terroryzmem, choć jeszcze niedawno to ich utożsamialiśmy z największym poświęceniem w walce z najgroźniejszą terrorystyczną organizacją świata zwaną Państwem Islamskim.

Potem, szok totalny, spuszczony z łańcucha oddział protureckiej milicji zamordował w bestialski sposób kurdyjską polityk. Szok powinien być jeszcze większy, bo ta proturecka milicja należy do tych ugrupowań, które w mediach zachodnich są określane łagodnym mianem zbrojnej opozycji syryjskiej. Czyli wcześniej byli to dla nas dobrzy ludzie walczący z dyktaturą Baszara Asada.

I wreszcie syryjscy Kurdowie w desperacji zwrócili się o ratunek do Asada właśnie. Doszło do tego, że największy zbrodniarz współczesności ma bronić „naszych Kurdów" przed wojskami Turcji, należącej jak my do NATO. I bardzo dla sojuszu ważnej. Jest ona jednak tak zdeterminowana, by nie dopuścić do powstania jakiejkolwiek formy kurdyjskiej państwowości u swoich granic, że tworzy po ich drugiej stronie strefę buforową. Narodom pamiętającym utratę suwerenności musi się to kojarzyć jak najgorzej.

Na dodatek ten pakt Kurdów z Asadem nie byłby możliwy bez pomocy Rosji, karanej przez Zachód sankcjami za militarną agresję na inny kraj.

Szokująco brzmią też doniesienia, że dżihadyści z pokonanego, jak się wydawało, ISIS uzyskują wolność, bo Kurdowie nie mogą ich już pilnować w obozach i więzieniach. Te szoki to szybka i drastyczna lekcja polityki międzynarodowej dla początkujących i średnio zaawansowanych. Udzielił jej turecki prezydent Recep Erdogan. Wszystko, co się teraz dzieje w północnej Syrii, idzie na jego konto. On jednak wie, że wszystko, co szło na konto Władimira Putina – w Donbasie, na Krymie, a także w samej Syrii, gdzie Rosjanie odpowiadają za tysiące zabitych cywilów – szybko zostało zapomniane.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA