fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: Potrzeba konsensusu: odłóżmy wybory o rok!

Maciej Zienkiewicz
Takie rozwiązanie wyciszy niszczący polityczny spór i umożliwi współpracę w walce z epidemią.

Świetnie rozumiem, że rządzącej prawicy nie na rękę jest zgoda z opozycją w kwestii przeniesienia wyborów prezydenckich na jesień. Byłby to z perspektywy partii Jarosława Kaczyńskiego oczywisty błąd, nie tylko przyznanie racji antagonistom, ale również wepchnięcie kandydata Andrzeja Dudy w wyjątkowo trudny okres, jakim będzie sprzątanie zgliszcz po epidemii koronawirusa. Polska będzie zapewne wtedy wyczerpana, zgorzkniała, może nawet głodna po okresie dekoniunktury, sezonie zamkniętych sklepów i zbankrutowanych firm. To nie będzie łatwy moment politycznie dla sprawujących władzę. Zgorzknienie może pchnąć elektorat do niewłaściwych decyzji – myśli zapewne Jarosław Kaczyński – pełen troski o drugą kadencję Andrzeja Dudy.

Stąd determinacja prezesa PiS przy trzymaniu się daty 10 maja. Upierając się przy majowym terminie dyscyplinuje na dodatek partyjne szeregi, chroni swoją formację przed chaosem. Bo zakwestionowanie daty 10 maja byłoby otwarciem puszki Pandory, startem do uciążliwych negocjacji z koalicjantami, otwarciem sporu na temat ścieżek kampanii, składu sztabu, etc. Więc lepiej trwać przy swoim, upierać się przy tym, że epidemia skończy się w kwietniu i wszyscy bezpiecznie pójdziemy do urn. A jeśli fakty będą inne, to i dogmat można zmienić.

Prezes PiS nie raz już dawał dowody politycznej elastyczności. I zapewne nie wyklucza, co więcej, można być pewnym, że pracuje nad scenariuszem B, który pozwoli zjeść ciastko i mieć ciastko, co niby nie jest możliwe, ale każdy cukiernik, a Kaczyński jest świetnym „cukiernikiem”, to potrafi.

Obok pracującego pilnie stratega są jednak jeszcze fakty, coraz bardziej oczywiste i brutalne. Wskazujące, że w końcu kwietnia i początku maja Polska będzie w samym szczycie epidemii. Co więcej, pojmuje to coraz wiesza grupa polityków PiS, którym wola prezesa krępuje ręce i usta.

Jak zjeść ciastko i mieć ciastko? Nie dać się ograć opozycji i ukłonić się przed oczywistymi faktami? Proponuję konsensus, może niewygodny dla wielu, ale optymalny dla Polski. Proponuję przedłużenie ścieżką jednokrotnej zmiany konstytucji (polskie prawo tzw. ustaw konstytucyjnych nie przewiduje) kadencji Andrzeja Dudy o rok. To będzie moment, kiedy Polska po kryzysie będzie już obudzona. W środku zimy będzie można ponownie zgłosić kandydatury, zebrać podpisy i rozwinąć kampanię. Warunki będą pewnie już dla wszystkich równe, może nawet zmieni się kierownictwo TVP.

Czy ta propozycja ma sens? Rozwiązuje narastający powoli problem braku konstytucyjnych szans przeprowadzenia wyborów i daje w miarę równe szanse kandydatom za rok. Uchroni nas przed ograniczoną frekwencją, którą w tekście dla "Rzeczpospolitej" prof. J. Flis szacuje na mniejszą o 6 mln głosujących i przed brakiem pełnej legitymacji demokratycznej wybranego prezydenta. A przede wszystkim wyciszy niszczący, polityczny spór w czasach kiedy wobec zagrożenia narodowego potrzeba jest pełna współpraca elit. Nawołuję do konsensusu w tej sprawie. Każda inna ścieżka jest obarczona wielkim politycznym i społecznym ryzykiem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA