fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Giertych uderza w „Rzeczpospolitą”, by bronić swych sensacji

Fotorzepa/ Krzysztof Łokaj
Biegły podważył tezy pełnomocników rodziny Dawida Kosteckiego, a kiedy to napisaliśmy, nie spodobało się to adwokatom. Dlaczego? Bo stawiają hipotezy bez pokrycia i liczą, że opinia publiczna to kupi.

Mecenas Roman Giertych napisał w poniedziałek na Twitterze: „Dzisiejszy przeciek do „Rzeczpospolitej” zawierający rzekome tezy z opinii biegłego jest zwyczajnie próbą oszukiwania opinii publicznej. Treść i wydźwięk tej opinii ustnej jest prawie dokładnie odwrotny od przedstawionej w mediach”.

Jednak to mecenas Giertych, będący stroną w sprawie, a nie dziennikarz, rzetelnie przytaczający szerokie ustalenia z opinii biegłego, manipuluje opinią publiczną, wybierając z niej tylko fragmenty pasujące do jego tezy.

Śmierć Dawida Kosteckiego w celi aresztu budzi społeczne zainteresowanie, a ustalenia śledczych i prawników rodziny boksera śledzą media, w tym „Rzeczpospolita”. Już w sierpniu jako pierwsi zwróciliśmy uwagę, że dziwne ślady na karku boksera mogą odpowiadać tym, jakie pozostawia paralizator, uważając, że także ten trop należy zbadać.

Mecenas Giertych nie miał zastrzeżeń kiedy w „Rzeczpospolitej” opisaliśmy forsowaną przez niego hipotezę o tym, że Kostecki został rażony paralizatorem i powieszony, choć od początku dostrzegaliśmy w niej luki – chociażby to, kto miałby użyć paralizatora, skoro krytycznej nocy do celi boksera (dowodem jest monitoring) nikt nie wchodził.

Jednak rzetelność dziennikarska wymaga tego, żeby przedstawiać wszystkie fakty i ustalenia do jakich się dotrze – a nie tylko te pasujące do takiej czy innej wersji. Dlatego podzieliliśmy się z opinią publiczną tymi ustaleniami biegłego, które poddają taką hipotezę w wątpliwość. Opisaliśmy je szeroko w artykule „Wersja Giertycha pełna luk”, bo tych – jak wynika z zeznań biegłego, doktora Wojciecha Sadowskiego jest multum.

Przypomnijmy: Sadowski wątpi, by człowiek rażony kontaktowym paralizatorem (a to takim tu mowa) nie próbował się bronić. Taki paralizator wywołuje bardzo silny ból, więc zwykle osoba rażona nim  "głośno krzyczy” i broni się. A potraktowana takim urządzeniem podczas snu, budzi się.

"Trudno mi sobie wyobrazić, by taka osoba pozostawała bez ruchu" i nie starała się bronić – uważa biegły dodając ponadto, że trudno byłoby utrzymać paralizator w jednym punkcie.

Jak napisaliśmy, biegły „nie widział i nie słyszał”, aby po jednym użyciu paralizatora ktoś stracił przytomność. Co więcej,  ekspert przytacza przykład policjantów, którzy podczas ćwiczeń na sobie sprawdzali jak działa paralizator - stosując nawet pełną moc, nie tracili przytomności.

Z rzetelności przytoczyliśmy również uwagę biegłego, że paralizator kontaktowy może „oszołomić, ograniczać lub nawet wykluczać możliwość” np. obrony przez kilkanaście sekund.

Giertych twierdzi, że Sadowski miał zeznać, że „ślady na ciele zmarłego, które opisał w protokole zewnętrznych oględzin zwłok, są zbieżne z końcówkami paralizatora domowej produkcji i że istnieje prawdopodobieństwo, iż Kostecki został powieszony po jego sparaliżowaniu".

Tymczasem – takie twierdzenie ze strony mecenasa jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd. Biegły stwierdził, że w tej kwestii nie może się wypowiedzieć, ponieważ nic mu „nie wiadomo na temat tego, jaki wygląd mają ślady pozostawione na ciele przez urządzenie pokazane na zdjęciach”. Co zresztą wydaje się oczywiste – żaden poważny ekspert nie stawiałby tak daleko idących wniosków na podstawie zdjęcia domowej roboty paralizatora ściągniętego z internetu.

Podsumowując, opisaliśmy nie, jak twierdzi mec. Giertych, „rzekome tezy” z opinii biegłego, ale sformułowania biegłego, które poddają w wątpliwość „wersję z paralizatorem”. Zaznaczając przy tym – w dbałości o rzetelność – że, co przyznaje biegły, wykrycie śladów po paralizatorze jest bardzo trudne, bo często wyglądają jak zwykłe otarcia naskórka.

Nie dyskredytując więc hipotezy o paralizatorze, wskazaliśmy obecne w niej luki. Z większym pożytkiem dla wyjaśnienia sprawy byłaby próba uzupełnienia „dziurawej wersji” zamiast oburzanie się, że dziennikarz dociera do informacji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA