fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bezbożne dziecię Janusza Palikota

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Leszek Jażdżewski skacze na Kościół jak kozioł na pochyłe drzewo - pisze redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".

Leszek Jażdżewski to człowiek, choć młody, niewątpliwie odważny i z zasługami. Redaktor naczelny „Liberté!” potrafił stawać samotnie naprzeciw pochodu narodowców, czy skutecznie organizować łódzkie Igrzyska Wolności. Ma również niemałe ambicje polityczne, które coraz częściej dochodzą do głosu.

Na dodatek ma idola. To bez wątpienia Donald Tusk regularnie uczestniczący w imprezach organizowanych, czy współorganizowanych przez Jażdżewskiego. Czyżby w przyszłych planach Donalda Tuska Jażdżewski odgrywał taką samą rolę, jak Donald Tusk w Jażdżewskiego? Tego bez wątpienia dowiemy się w najbliższym czasie, kiedy plany polityczne przewodniczącego Rady Europejskiej wyjdą na światło dzienne. Jak na razie to wciąż mgławica, harcerskie podchody, równanie z bardzo wieloma niewiadomymi.

W przeciwieństwie do Tuska poznaliśmy za to poglądy i plan polityczny Leszka Jażdżewskiego. Jego głośno komentowane wystąpienie 3 maja na Uniwersytecie Warszawskim miało niewątpliwie na celu zwrócenie na siebie uwagą, a może nawet więcej, było jego głośnym entrée do wielkiej polityki.

I jak wchodzi Jażdżewski? Słowami i poglądami Janusza Palikota. Niewiele było w jego słowach finezji, za to konsekwentny i drapieżny antyklerykalizm. Jażdżewski opisał polski Kościół w kategoriach nierozliczonej pedofilii, mamony i angażowania się w politykę. Taki Kościół nie ma zdaniem Jażdżewskiego żadnego tytułu do przewodnictwa moralnego.

Czy to poglądy publicysty, chciałoby się spytać? Czy jakieś zalążki programu człowieka, który kręci się koło Tuska? Jeśli to poglądy publicysty, to wypadałoby zapytać, gdzie w tej wizji roli Kościoła mieszczą się tacy ludzie jak ojcowe Ludwik Wiśniewski, czy Maciej Zięba, dla przykładu. Bo są tysiące innych. Ale zgoda, antyklerykalny publicysta może ich nie dostrzegać. Gorzej z politykiem. Ten winien się wystrzegać tak rażących i brutalnych uogólnień, zwłaszcza jeśli ma ambicje uczestniczenia w szerszym układzie politycznym. Jeśli tego nie rozumie, to będzie obciążeniem dla każdej poważnej formacji, albo będzie zmuszony do stworzenia własnej… kanapy. Bo polityka to również wyczucie tematu i chwili.

Leszek Jażdżewski skacze na Kościół jak kozioł na pochyłe drzewo, nie tylko w momencie jego oczywistego kryzysu. To dla wielu jasne. Ważniejsze jest jednak, że szarża Jażdżewskiego odbywa się w samym środku trudnej kampanii wyborczej, a w przededniu jeszcze trudniejszej. Kampanii, której żadna wojna religijna się nie przysłuży.

Świetnie to wie faktyczny szef opozycji Grzegorz Schetyna. Rozumie zapewne też Donald Tusk. Jażdżewskiego należało by więc wysłać na lekcje do Schetyny. Drobny problem w tym, że ten ostatni pewnie by go nie przyjął. Tym bardziej dziwi, że toleruje jego obecność Tusk. Może to świadczyć albo o jego braku politycznych planów, albo o tym, że czytał kiedyś Makuszyńskiego i rozumie, że koziołek to tylko dziecinna rozrywka. Ot, taka niegroźna i nieważna, choć bardzo buńczuczna przystawka do prawdziwej polityki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA