fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Zakazują "Kleru". Szkodzą sobie i Kościołowi

Oficjalny plakat filmu "Kler"
Materiały Prasowe
Czy cenzura rzeczywiście jest tym, co prawica chce zaproponować polskiej kulturze? Zakazywanie projekcji „Kleru” wydaje się też sprzeczne z wolą Kościoła, który nie chce zbyt emocjonalną reakcją robić filmowi dodatkowej promocji.

Samorządowa kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. To nie tylko czas, gdy lokalni politycy chwalą się swoimi osiągnięciami, ale również pysznią się własną głupotą. Chyba nie można inaczej wytłumaczyć postulatów podejmowanych w kolejnych miejscowościach o tym, by uniemożliwić projekcje filmu „Kler”. Myśląc, że w ten sposób zapunktują u swoich wyborców prawicowi samorządowcy w istocie tylko przyczyniają się do budowy atmosfery skandalu, a zatem do promocji najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego.

Ale cóż, przykład idzie z góry. Ubóstwiany przez Prawy Sektor poseł Dominik Tarczyński film skrytykował, choć zastrzegł, że go nie oglądał i oglądać nie zamierza.

Właściwie poseł ma rację. Przecież ludzie żyją dziś w bańkach informacyjnych. Prawda, fakty, mają znaczenie czwartorzędne, najważniejsze czy przekaz zgadza się z pożądaną narracją. Ważne są emocję. Albo się czymś grupowo zachwycamy, albo zaczynamy to hejtować.

Nie od dziś prawica zajmuje się oburzingiem, jak to kiedyś nazwałem w felietonie dla Plusa Minusa. Problemem nie jest to, że się oburza. Czasem dzieją się rzeczy, wobec których nie można przejść obojętnie. Problemem jest to, że sprowadzanie całej aktywności prawicy do licytowania się, kto bardziej się oburzy, jest intelektualnie jałowe, a w dodatku świadczy o zupełnej reaktywności. Zamiast tworzyć własną agendę tematów, zamiast zaproponować własną kulturę (gdzie są świetne filmy o świętych, o żołnierzach wyklętych, te wszystkie obrazy promujące właściwą wizję historii?), reaguje wyłącznie na to, co stworzą artyści kojarzeni raczej z nurtem progresywnym, rewizjonistycznym, odbrązawiającym, dekonstruującym.

Co więcej, działanie tych samorządowców nie będzie ani skuteczne, ani też nie pomoże Kościołowi. Polscy biskupi jak się wydaje nie mają ochoty na wzywanie do bojkotu tego filmu właśnie po to, by nie robić mu zbędnej reklamy. Przecież twórcy „Kleru” tylko marzą o tym, by szczycić się, że nakręcili film „wyklęty” przez Kościół. Film jest obrazoburczy, ale nie jest bluźnierczy w tym sensie, że nie uderza w prawdy wiary, ale raczej pokazuje Kościół jako instytucję do spodu przeżartą złem.

Oczywiste jest, że intencją reżysera było uderzenie w Kościół. Pytanie jednak, czy pomoże się Kościołowi próbując cenzurować sferę publiczną i zabraniając pokazu tego filmu. Mało tego, czy Kościół jednak bardziej nie potrzebuje dziś sensownej strategii dotyczącej tego, jak zmierzyć się z zarzutami o pedofilię, czy raczej takiej bezmyślnej obrony i zamknięcia się oblężonej twierdzy.

I tu dochodzimy do kwestii zasadniczej – czy cenzura rzeczywiście jest tym, co chce kulturze zaproponować prawica? Czy nie jest to potwierdzenie wszystkich negatywnych stereotypów, które na jej temat funkcjonują. Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki uwielbiają powtarzać, że ze ich rządów staliśmy się wreszcie krajem prawdziwej wolności. Czy będą akceptować sytuację, w której ze swej wolności trudno będzie korzystać twórcom, którzy stworzą dzieła nie będące po drodze władzy?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA