fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koleje

Pociągi się spóźniają, więc Urząd Transportu Kolejowego zmienia definicję spóźnienia

Fotorzepa, Piotr Guzik
Najlepszym sposobem na pozbycie się gorączki jest stłuczenie termometru?

Urząd Transportu Kolejowego podał dane o punktualności pociągów za pierwszy kwartał 2019 roku. Standardowa, cykliczna informacja tym razem jednak różni się od tych podawanych poprzednio, gdyż UTK zmienił w niej definicję spóźnienia pociągu.

- Do tej pory pociągi pasażerskie przybywające do stacji końcowej do 4 minut i 59 sekund po czasie rozkładowym traktowane były jako punktualne. Obecnie próg punktualności został podniesiony do 5 minut i 59 sekund. Metoda ta jest zgodna ze sposobem stosowanym przy rozliczeniach rekompensaty za opóźnienia pomiędzy zarządcą infrastruktury kolejowej a przewoźnikami. Zmiana metody kalkulacji opóźnień ma również na celu ujednolicenie danych zbieranych w tym zakresie w krajach Unii Europejskiej (podobne zasady obliczeń stosowane są w takich krajach jak Niemcy, Belgia i Francja) – poinformował Urząd Transportu Kolejowego w komunikacie.

Czytaj także:  PKP Intercity wstrzymało sprzedaż biletów na lato. Dlaczego? 

Równocześnie ze zmianą definicji punktualności UTK zaczął też podawać dane w rozbiciu na poszczególne miesiące, co pozwala na bardziej szczegółowe sprawdzanie punktualności przewoźników kolejowych.

Pierwszy kwartał 2019 roku, zgodnie z nową definicją spóźnienia, wygląda w statystykach dobrze. Ogółem do celu punktualnie dojechało 93,06 proc. pociągów. Najlepszym miesiącem był luty, w którym punktualność sięgnęła 94,34 proc. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę opóźnienia do 6 minut, to naprawdę punktualnych w I kwartale było 79,8 proc. pociągów.

Tradycyjnie najbardziej interesujący jest wynik PKP Intercity. Przewoźnik miał fatalne wyniki punktualności w 2018 roku i dobrą wiadomością jest fakt, że widać poprawę. Choć może ona wynikać ze zmiany definicji, to jednak w I kwartale 2019 roku PKP IC udało się nie spóźnić bardziej niż o 6 minut w 80,89 proc. przypadków. Najgorzej było w styczniu, gdy na czas dojechało 77,08 proc. pociągów, a najlepiej w lutym, gdy punktualność sięgnęła 84,24 proc.

Jest to jednak wynik znacznie gorszy niż wynik Arrivy RP, która osiągnęła w całym I kwartale 97,54 proc. punktualności, czy Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej (95,91 proc.). Dobry wynik osiągnęły też Przewozy Regionalne, czyli przewoźnik przewożący najwięcej pasażerów (w 2018 r. miał 26,17 proc. udziału w liczbie pasażerów) – punktualność sięgnęła 93,88 procent.

Fatalny debiut zaliczył za to szumnie zapowiadany jako konkurencja dla PKP IC czeski przewoźnik Leo Express. Wykonywane tylko w marcu połączenia były punktualne w zaledwie 42,86 procent. Przewoźnik ten ma jednak na razie jedno połączenie i dopiero startuje z oferowaniem usług przewozowych w Polsce, więc można przyjąć, że są to trudne początki.

Wyraźnie widać, że zmiana definicji spóźnienia pociągów wpłynęła na niewielką poprawę wyników punktualności przewoźników. Warto przy tym spostrzec, że w Polsce były dotychczas przewoźnikom stawiano jedne z wyższych wymagań w obrębie obecnej Unii Europejskiej – np. w Wielkiej Brytanii pociąg dalekobieżny jest traktowany jako punktualny nawet przy 10 minutowym spóźnieniu. Niestety UTK wydaje się wybierać drogę równania w dół, zamiast nacisku na poprawę sytuacji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA