fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Sklepy mają już dość restrykcji, odczują to klienci

Fotorzepa, Robert Gardziński
Otwarcie centrów handlowych to krok w dobrym kierunku, ale handel i tak dusi się od nadmiaru ciężarów. Od 2021 r. pojawią się kolejne, jak podatek od sprzedaży detalicznej i cukrowy.

Premier zapowiedział w sobotę, że od 28 listopada wszystkie sklepy w galeriach handlowych mogą ponownie działać, choć w ścisłym reżimie sanitarnym, co oznacza ograniczenia w liczbie osób mogących robić zakupy. Utrzymane zostają też godziny dla seniorów.

Inflacja idzie w górę

– To szansa na generowanie przychodów w najgorętszym handlowo momencie roku, a tym samym droga do wyrównywania gigantycznych strat, które ponieśliśmy i nadal ponosimy z powodu pandemii. Tym samym to dla nas wszystkich szansa na utrzymacie tysięcy miejsc pracy – komentuje zarząd Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

– Możliwość prowadzenia działalności handlowej w grudniu uchroni wiele podmiotów przed bankructwem i pozwoli zachować tysiące miejsc pracy. IV kwartał dla branży galerii handlowych jest najważniejszy: stanowi ponad 30 proc. całorocznych obrotów – mówi Agata Samcik, rzecznik Polskiej Rady Centrów Handlowych. – Najwyższe obroty sektor co roku notuje w grudniu: są one w tym miesiącu aż o ponad 50 proc. wyższe wobec średniej miesięcznej od stycznia do listopada – dodaje.

Otwarcie galerii to dobra informacja, ale z powodu pandemii rok i tak jest trudny dla sieci. Poza podstawowymi kategoriami FMCG w innych sektorach handlu spodziewane są spadki sprzedaży, nawet o 20–30 proc. w stosunku do 2019 r. Najmocniej straci odzież i obuwie, jubilerzy.

Mimo to od nowego roku rząd planuje nałożenie wielu nowych obciążeń na firmy handlowe – od podatku od sprzedaży detalicznej i cukrowego, po tzw. opłatę mocową za prąd, podwyższenie danin środowiskowych (np. opłaty za retencję wody w nieruchomościach). Jest plan podatku za brak recyklingu tworzyw sztucznych. Ma też wejść w życie nowy system gospodarki odpadami, np. kaucje na opakowania, co oznaczać będzie dla sklepów spore koszty.

Według ekspertów z SGH w efekcie wielu nowych obciążeń sklepy będą wprowadzać mniej towarów do promocji i będą unikać tak głębokich redukcji cen jak obecnie. Przełoży się to na wzrost inflacji. Według Eurostatu w październiku ceny w Polsce rosły niemal 13-krotnie szybciej niż średnio w całej UE. To 3,8 proc. rocznie wobec 0,3 proc. W wielu krajach ceny z powodu kryzysu spadają.

Nowe koszty sklepów

Paliwa inflacji może dodać od stycznia podatek od sprzedaży detalicznej. Sięgnie 0,8 proc. dla przychodów sieci 17–170 mln zł miesięcznie i do 1,4 proc. – wyższych.

– Podatek od sprzedaży detalicznej był projektowany w innej rzeczywistości. Z uwagi na kryzys będący następstwem pandemii mamy do czynienia z problemem podwyższonej inflacji, zmianą struktury popytu w handlu, a także znaczącym obniżeniem rentowności sklepów wielkopowierzchniowych – mówi dr Artur Bartoszewicz z SGH.

Podatek od sprzedaży to nie wszystko. – W okresie pandemii firmy zrzeszone w organizacji odnotowały spadek obrotów na poziomie 3,5 mld zł. W celu zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom handlu i konsumentom poniosły wydatki ponad 350 mln zł – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zrzeszającej największe sieci handlowe. To głównie one będą obciążone nowym podatkiem, który ma przynieść budżetowi 1,5 mld zł, choć ze względu na kryzys będzie to raczej mniej.

– Podatek od sprzedaży detalicznej uderzy głównie w duże sieci i na pewno przyczyni się do poprawy konkurencyjności małych podmiotów na rynku. Niemniej mamy do czynienia z szeregiem innych obostrzeń i dodatkowych obowiązków, z którymi się zmagamy – mówi Jan Domański, rzecznik grupy Eurocash, operatora sieci Lewiatan i Groszek. – Główny problem, jaki obecnie mamy, dotyczy tzw. opłaty cukrowej i opłaty od małych pojemności alkoholu, które zostały wprowadzone praktycznie bez konsultacji i co najtrudniejsze – nie ma możliwości uzyskania wiążącej interpretacji, jak dany przepis stosować – dodaje.

Podatek cukrowy ma przynieść 2 mld zł, ale nie wprost do budżetu tylko też np. na profilaktykę chorób. – Tylko co druga osoba uważa, że wprowadzenie podatku cukrowego przyczyni się do poprawy stanu budżetu. Według 55 proc. koszty poniosą zarówno konsumenci, jak i producenci – mówi Barbara Krug, partner zarządzający w agencji Zymetria, autorze badań dotyczących nowego podatku.

Stracona walka o niedziele

Złagodzenie rygorów i otwarcie sklepów we wszystkie dni pomogłoby im biznesowo i zmniejszyło ryzyko zakażeń, rozluźniając kolejki. Rząd nie chce o tym słyszeć. Od miesięcy branża handlowa apeluje, aby przynajmniej czasowo zawiesić stosowanie ustawy o zakazie handlu w niedzielę. W grudniu pomogłoby to zniwelować część strat spowodowanych zamknięciem sklepów. Nie bez znaczenia jest też aspekt bezpieczeństwa, więcej dni pracujących to rozłożenie ruchu i łatwiejsze utrzymanie dystansu. Rząd kilkakrotnie sygnalizował, że rozważa zastosowanie takiego wariantu – w ramach Rady Dialogu Społecznego powstał nawet projekt zawieszenia zakazu i zagwarantowania pracownikom dwóch wolnych niedziel w miesiącu. O tym nie chce jednak słyszeć NSZZ Solidarność, pomysłodawca niedzielnego zakazu, co oznacza, że rząd też tematu nie podejmie.

Maciej Ptaszyński wiceprezes Polska Izba Handlu

Zwiększanie obciążeń administracyjnych stanowi jedno z poważniejszych zagrożeń dla MŚP – ilość przepisów wymagających analizowania i wdrażania, ciągłe zwiększanie skali obowiązków sprawozdawczych prowadzi do dezorganizacji pracy, wzrostu kosztów i spowalniania rozwoju. Koszty związane z pandemią są duże, choćby wsparcie przy zakupie środków dezynfekcyjnych byłoby ogromną ulgą. Zbędnym obciążeniem wydaje się być obowiązek płacenia VAT od darowizn produktów przemysłowych, w rezultacie bardziej opłaca się towar wyrzucić, niż oddać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA