fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

E-handel. Dzięki COVID-19 wzrosła liczba kupujących online

Adobe Stock
Zaledwie 13 proc. internautów nie kupuje w sieci. Niezdecydowanych trudno przekonać, za to ci już przekonani kupują z coraz większym entuzjazmem.

Z najnowszego badania agencji Zymetria wynika, że 87 proc. internautów kupuje online, co oznacza wzrost o 11 pkt proc. w stosunku do poprzedniego badania z 2019 r.

– Kluczowym wyzwaniem stojącym przed kanałem online będzie utrzymanie nowych klientów – a ci bywają różni. Wyróżniamy wśród nich osoby, które przymuszone sytuacją zrobiły swoje pierwsze zakupy w sieci, i doświadczonych e-kupujących, którzy w wyniku zmian sięgnęli po nowe kategorie produktowe – mówi Edyta Czarnota, dyrektor zarządzająca w Zymetria.

Jak wynika z badania, co trzeci kupujący online wybiera co najmniej spośród trzech kategorii – to oznacza również wzrost o 11 pkt proc. – Duże firmy zanotowały wzrost obrotów w kanale e-commerce, dlatego będą chciały kontynuować swoją strategię sprzedaży w sieci – dodaje Czarnota.

Czytaj także: Polak na zakupy chodzi głównie z gazetką

Strach w sieci

Niski poziom zaufania pozostaje najsilniejszą barierą przed zakupami online. Dla prawie 40 proc. brak możliwości dotknięcia produktu również jest problemem. Jest on szczególnie widoczny w przypadku ubrań, wyposażenia wnętrz oraz elektroniki i telefonii. – Aż 1/3 respondentów jako barierę wskazuje dostawę – mówi Czarnota.

Sklepy mogą też zmniejszać obawy – na korzyść klientów działa możliwość zwrotu zakupów bez podawania przyczyn. Wydawać by się mogło, że Polacy będą z tej opcji korzystali coraz częściej, zwłaszcza podczas pandemii, ale nie do końca się tak stało. – W sklepach nie zauważyliśmy drastycznego wzrostu poziomu zwrotu zamówień. Wręcz przeciwnie, po rozpoczęciu pandemii zauważyliśmy ich spadek z maksymalnego poziomu 5 proc. do 3 proc. – mówi Anna Prymakowska, prezes Merlin Group. – Z jednej strony zwiększył się udział dostawy kurierem do domu, a skoro klienci pracują zdalnie, to odbierali przesyłki. Z drugiej znacznie zwiększyła się tolerancja klientów na wydłużony termin dostawy. Generalnie kategorie produktowe, które sprzedajemy, nigdy nie były tak narażone na zwrot jak odzież czy obuwie – dodaje.

Ogromna konkurencja

Choć ostatnie miesiące to niespotykany wcześniej boom sprzedaży internetowej, ze wzrostami liczonymi nawet w setkach procent, to jednak nie znaczy, że na rynku panują złote żniwa. Konkurencja jest nadal mordercza. I choć rynek ma wzrosnąć o ponad 30 proc., to również o 10 proc. wzrosło zadłużenie sektora. Nie wszyscy po równo na koniunkturze zarabiają.

– Wiele firm, w tym te działające w branży e-commerce, odnotowało znaczny spadek sprzedaży w pierwszej połowie 2020 r. W wyniku tego większość z nich zmieniła swoje strategie na resztę roku. Gdy rynki zaczęły się ponownie otwierać, znaczna część podmiotów, które wcześniej korzystały z handlu elektronicznego, zaczęła odczuwać szybsze ożywienie sprzedaży – mówi Ercin Eksin, współzałożyciel startupu Lidya, działającego na rynku finansowym. – W związku z tym, aby zrealizować cele sprzedażowe w br., firmy zmieniają swój model biznesowy. W celu nadrobienia pierwszego półrocza 2020 r. pożyczają więcej kapitału obrotowego z rynków prywatnych, chcąc zakończyć obecny rok fiskalny z mocną pozycją – dodaje. Podkreśla, że na rynku widać zainteresowanie, ponieważ firmy e-commerce potrzebują dodatkowych środków, aby zwiększyć sprzedaż.

– Od startu działalności w Polsce w kwietniu udzieliliśmy finansowania ponad 300 razy. Klienci zwiększają sprzedaż i terminowo spłacają swoje zobowiązania. Ich potrzeby dostępu do dodatkowego finansowania mogą być wyższe niż przed rozpoczęciem pandemii – wyjaśnia Ercin Eksin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA