fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Włochy znów zaczynają straszyć inwestorów

Pixabay
Włoski rząd może w ciągu kilku tygodni znaleźć się w ogniu konfrontacji z rynkami oraz z Brukselą. Kluczowe będzie to, jak duże wydatki zaplanuje w budżecie na przyszły rok.

Rentowność włoskich obligacji dziesięcioletnich zaczęła wyraźnie odstawać od podobnych papierów z innych krajów strefy euro. W poniedziałek co prawda nieco spadła, ale wciąż była bliska najwyższemu poziomowi od połowy 2014 r. Wynosiła 3,1 proc., gdy dla podobnych papierów hiszpańskich to 1,4 proc., a portugalskich – 1,8 proc. Wiele wskazuje, że te różnice się jeszcze powiększą, gdyż za kilka tygodni Włochy mogą znaleźć się na kursie kolizyjnym z Brukselą w związku z planami fiskalnymi ich rządu.

Czytaj także: Turcja nie będzie ostatnią ofiarą na globalnym rynku

Fiskalny problem

Ten ma do października przedstawić budżet na przyszły rok, a rynek spodziewa się, że w tym planie deficyt finansów publicznych prawdopodobnie przekroczy 3 proc. PKB. Tymczasem Bruksela oczekuje, że zgodnie z zasadami unijnego paktu stabilności i wzrostu wyniesie on w 2019 r. jedynie 0,8 proc. PKB. Minister finansów Giovanni Tria mówił kilka tygodni temu, że sięgnie on prawdopodobnie 1,2 proc. PKB, ale to było stanowisko przedstawione jeszcze przed katastrofą w Genui. Wewnątrz koalicji rządzącej odzywają się zaś coraz częściej głosy mówiące o konieczności poluzowania polityki oszczędności fiskalnej.

Według doniesień brytyjskiego dziennika „Daily Telegraph" włoski rząd przygotowuje wart 82 mld euro plan odnowienia krajowej infrastruktury. Wydatki te mają zmniejszyć ryzyko powtórzenia się takiej katastrofy komunikacyjnej, jaką było niedawne zawalenie się wiaduktu na autostradzie w Genui.

– Państwo włoskie musi zainwestować wszelkie potrzebne pieniądze do zapewnienia bezpieczeństwa na naszych drogach, liniach kolejowych, w szpitalach i szkołach, niezależnie od ograniczeń i szalonych reguł narzucanych nam przez Unię Europejską – stwierdził Matteo Salvini, włoski wicepremier i zarazem przywódca Ligi Północnej, jednej z eurosceptycznych partii współtworzących rząd.

Wśród obietnic partii tworzących rząd znalazły się m.in. wprowadzenie podatku liniowego i minimalnego dochodu podstawowego dla najbiedniejszych. Analitycy Goldman Sachs wyliczyli, że spełnienie tych obietnic doprowadziłoby do wzrostu włoskiego deficytu budżetowego do 6 proc. PKB – 7,4 proc. PKB. Wielu ekspertów uważa jednak, że rząd zdecyduje się przy okazji nowego budżetu na wdrożenie niewielkiej części swoich obietnic wyborczych.

Na dwoje babka wróżyła

Różnica między rentownością włoskich obligacji dziesięcioletnich a podobnych niemieckich papierów wynosiła w poniedziałek po południu blisko 280 pkt baz. W okresie największego nasilenia kryzysu w strefie euro, w 2011 r., wynosiła ona około 500 pkt baz. Średnia prognoz analityków zebranych przez agencję Bloomberga mówi, że ten spread dojdzie na jesieni do 470 pkt baz, jeśli włoski rząd negatywnie zaskoczy inwestorów skalą wydatków w budżecie na 2019 r.

– Jeśli włoski rząd zagwarantuje inwestorom, że nie będzie zbytnio zwiększał wydatków fiskalnych, to wszystko może się uspokoić. Na razie wygląda na to, że realizacja takiego scenariusza będzie jednak dla niego bardzo trudna – uważa Luke Hickmore, zarządzający z Aberdeen Standard Investments.

Na domiar złego, Europejski Bank Centralny ogranicza skup obligacji państw strefy euro w ramach swojego programu QE. Program ten ma ustać wraz z końcem grudnia. Zniknie w ten sposób ważna bariera ochronna utrudniająca ataki spekulacyjne na rynki długu państw strefy euro.

Tureckie problemy

Włochy nie są oczywiście jedynym ogniskiem kryzysu. Wciąż daje o sobie znać na rynkach niepokój dotyczący sytuacji w Turcji. W poniedziałek lira traciła ponad 1 proc. wobec dolara. Za 1 dol. płacono po południu ponad 6,1 liry. (To jednak mniej niż na początku zeszłego tygodnia, gdy kurs przekraczał 7,2 liry za 1 dolara.) Od początku roku turecka waluta straciła prawie 40 proc. wobec dolara.

– Problem dla inwestorów jest dwutorowy. Po pierwsze, agencje ratingowe Moody's i S&P obcięły pod koniec zeszłego tygodnia tureckie ratingi do śmieciowych poziomów, co ogranicza ilość obligacji, jakie mogą zakupić np. fundusze emerytalne. Po drugie, konflikt pomiędzy USA a Turcją zaostrza się. USA grożą dalszymi podwyżkami ceł, a w stronę amerykańskiej ambasady w Ankarze oddano strzały – przypomina Kathleen Brooks, analityczka z firmy Capital Index.

Tymczasem Grecji udało się po ponad ośmiu latach oficjalnie wyjść z unijnych programów pomocowych. Dla strefy euro koniec programu oznacza symboliczne zakończenie kryzysu egzystencjalnego. Szeroko zakrojone reformy prowadzone przez Grecję stworzyły podstawy trwałego ożywienia gospodarczego – stwierdził Pierre Moscovici, unijny komisarz ds. gospodarczych i finansowych.

Boliwar wart jeszcze mniej. Dewaluacja aż o 96 procent!

Władze Wenezueli zdewaluowały w weekend narodową walutę – boliwara fuerte – aż o 96 proc. Oficjalny kurs wymiany został zmieniony z 285 tys. boliwarów fuerte za 1 dolara na 6 mln za 1 dolara.

Wenezuelska waluta ma wkrótce mieć zmienioną nazwę z „silnego boliwara" na „suwerennego boliwara", a jej kurs zostanie powiązany z kursem narodowej kryptowaluty petro. Płaca minimalna została podniesiona o 3,5 tys. proc., do równowartości około 30 dolarów miesięcznie. – Chcę, by kraj się podniósł i mam na to przepis. Oni zdolaryzowali nasze ceny. Ja petrolizuję płace i ceny. Zmienimy petro w punkt odniesienia dla ruchów całej naszej gospodarki – stwierdził wenezuelski prezydent Nicholas Maduro.

Ekonomiści są bardzo sceptyczni, czy działania wenezuelskich władz w jakikolwiek sposób pomogą przeżywającej głęboki kryzys gospodarce socjalistycznej Wenezueli. Według wyliczeń agencji Bloomberg (indeks Cafe con Leche obrazujący zmiany cen kawy z ciastkiem w wenezuelskich kawiarniach) roczna inflacja mogła już tam sięgnąć 108 tys. proc. Ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego szacują, że do końca roku może ona przyspieszyć do 1 mln procent. Wenezuelska waluta jest już od dawna praktycznie bezwartościowa.

Ekipa Maduro wraz z płacami mocno podniosła też podatek CIT i zwiększyła przedsiębiorcom częstotliwość jego płatności. Luis Vicente Leon, szef wenezuelskiego instytutu sondażowego Datanalisis, wskazuje, że ostatnie działania władz jedynie pogorszą już i tak katastrofalną sytuację spółek prywatnych, jeśli chodzi o przepływ kapitału.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA