fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Tegoroczny urlop uderzy po kieszeni

123RF
Nad Bałtykiem za pokój zapłacimy równowartość 100 euro. Drożej niż rok temu jest za granicą. W Grecji ceny skoczyły nawet o 15 procent.

Drożeją wakacyjne wyjazdy krajowe i zagraniczne. Hitami tegorocznego lata są Hiszpania i Grecja. W Polsce można oczekiwać najazdu turystów na całym Wybrzeżu. Niestety, wszędzie jest drożej niż rok temu.

W biurach podróży są jeszcze wolne miejsca na lipiec. W tym przypadku warto poczekać na ofertę last minute. W sierpniu, kiedy urlopy biorą Francuzi i Włosi, w najatrakcyjniejszych miejscowościach w Europie będzie bardzo drogo.

Za wzrostem popytu idzie wzrost cen. Najbardziej jest on widoczny w polskich kurortach. Urlopowicze są też gotowi zapłacić więcej za wypoczynek w gminach, gdzie nadal jest bardziej kameralna atmosfera, bo nie zostały „rozdeptane" przez masową turystykę. Stąd z pewnością można tłumaczyć powodzenie np. Rewala. – Nadal jednak najczęściej wybierane są Kołobrzeg, Gdańsk i Sopot. Podobnie jak w zeszłym roku. Chociaż stale pojawiają się nowe miejscowości – mówi Katarzyna Obrochta z Trivago.pl.

Co spowodowało taki wzrost zainteresowania polskim morzem? Przede wszystkim, że takie wakacje uchodzą za bezpieczne, jest blisko i nie trzeba znać języka obcego, żeby czuć się komfortowo. Jest też swojskie jedzenie. Ale nie jest tanio. 100 euro za pokój to cena coraz częściej spotykana w polskich kurortach (oczywiście są jeszcze dużo tańsze, ale o wątpliwej jakości).

Gwarancja dobrej pogody

A co skłania do wyjazdu za granicę? – Przede wszystkim gwarancja dobrej pogody – uważa Małgorzata Stańczyk z sieci agentów turystycznych My Travel, które sprzedaje wycieczki największych touroperatorów w Polsce. – Lawinowy wzrost zainteresowania pojawił się natychmiast po zimnym majowym długim weekendzie. W kolejny – cztery dni wolnego od pracy w okolicach Bożego Ciała – też zawiodła pogoda. To wszystko spowodowało wzrost rezerwacji – dodaje.

Obawa, że i w wakacje pogoda będzie „taka sobie", spowodowała, że niektóre biura My Travel zanotowały w minionym tygodniu ponad 160 procent wzrostu obrotów.

Wśród powracających kierunków wakacyjnych wyraźnie wybijają się Turcja i Egipt. – W wypadku Turcji zainteresowanie jest przede wszystkim wybrzeżem Morza Egejskiego, bo jest ono uważane za bezpieczniejsze. Ale kuszą także kurorty na Riwierze Tureckiej, bo tam hotele pobudowały aquaparki, z których goście hotelowi mogą korzystać za darmo, a w ofercie biur podróży dzieci płacą jedynie za przelot. Z kolei w Grecji taniej niż na wyspach jest na Riwierze Olimpijskiej.

All inclusive na ubogo

Hotele starają się maksymalizować zyski. Oferta all inclusive w wielu z nich stała się uboższa. – Klienci coraz częściej pytają o godziny otwarcia baru, bo kolejne hotele kończą z ofertą all inclusive np. o godzinie 22, a potem drinki są już płatne – mówi Małgorzata Stańczyk. Kurczą się też szklanki do drinków i zdarza się, że wykonane są z tak miękkiego plastiku, że doniesienie kubka wody do plaży oddalonej o kilka metrów graniczy z cudem. Nagle okazuje się, że lody już nie są w systemie „all", ale trzeba za nie płacić, i to po kilka euro. Porcja popcornu bardzo zmalała i też nie jest za darmo, ale kosztuje 1 euro. Gorsza jest jakość piwa, nie mówiąc o winie.

– Takie przypadki są rzadkie w Hiszpanii – uważa Stańczyk. Jej zdaniem Hiszpanie, którzy jeszcze kilka lat temu byli, delikatnie mówiąc, „mało serdeczni" wobec turystów, teraz bardzo się starają. – Tam nadal są bardzo starannie przygotowywane drinki, hotele są odnawiane i remontowane, starają się zdobywać kolejne gwiazdki kosztem często dużych inwestycji. Wyraźnie chcą utrzymać wzrost zainteresowania – mówi. Inaczej jest w Egipcie czy Turcji, gdzie hotelarze liczą przede wszystkim na czyste i ciepłe morze oraz gwarancję słońca przez cały urlop, niezależnie od tego, ile trwa.

O wczasowiczów walczą także Grecy. W tym kraju turystyka stała się jedną z, jeśli nie jedyną, branż gospodarki, która szybko podniosła się z kryzysu. W zeszłym sezonie Grecy postanowili skonsumować ewidentne przesunięcie się popytu na europejskie, a więc uważane za bezpieczne, kraje basenu Morza Śródziemnego. Według Travelplanet.pl wakacje w Grecji podrożały i w tym roku kosztują średnio o 150 złotych więcej niż rok temu. Bywa jednak, że niektóre oferty są droższe o 15 i więcej procent.

Czy dlatego rośnie zainteresowanie Egiptem i Tunezją? – Niekoniecznie. Wiele osób, które jeździły do tych krajów, zanim zaczęły się niepokoje, pamięta, że są tam piękne szerokie plaże – tłumaczy Małgorzata Stańczyk. Oferta tunezyjska wcale nie staniała. To są z pewnością koszty zapewnienia bezpieczeństwa turystom.

Opinia

Radosław Damasiewicz, dyrektor marketingu Travelplanet.pl

Od początku roku wzrost rezerwacji wycieczek zagranicznych utrzymuje się na poziomie 50–60 proc. Niebagatelną rolę odgrywa w tym wypadku Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który w świadomości klientów biur podróży asekuruje ich przed konsekwencjami bankructwa biur podróży. W Travelplanet. pl obserwowaliśmy to zjawisko na początku 2016 roku. Wówczas touroperatorzy i stowarzyszenia branżowe alarmowały o wyraźnie obniżonym popycie na wczesne rezerwacje. TFG to od 15 do 21 zł więcej, które turysta w tym roku zostawia w biurze podróży. Ale koszt rezerwacji wypoczynku z biurem podróży rośnie znacznie wolniej niż średni wzrost wynagrodzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA