fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Polska starzeje się coraz szybciej, w planie odbudowy brak recept

Seniorzy
Adobe Stock
Demograficzna zapaść realizuje się na naszych oczach. Konieczne są szybkie działania, choćby w polityce migracyjnej.

Ostatnie dane na temat sytuacji demograficznej w Polsce nie napawają optymizmem. Odwrotnie: jak zauważa GUS w swojej publikacji, proces starzenia się ludności wręcz przyspiesza.

Co piąty Polak to senior

W 2020 r. grupa osób w wieku poprodukcyjnym (kobiety – 60 lat i więcej, mężczyźni – 65 i więcej) stanowiła już ponad 22 proc. ogółu ludności. W ciągu roku ten wskaźnik wzrósł o 0,4 pkt proc., a w ciągu ostatniej dekady – aż o 5,5 pkt proc. W latach zaś 1990–2010 tylko o 4 pkt proc.

Czytaj także: Nie ma ucieczki przed późniejszą emeryturą

W 2020 r. mediana wieku w Polsce wynosiła 42 lata. To o pięć lat więcej niż w 2000 r. i o osiem lat więcej niż w 1990 r. Coraz gorzej wygląda wskaźnik obciążenia demograficznego: obecnie na 100 osób w wieku produkcyjnym przypada aż 38 osób starszych i tylko 31 dzieci i młodzieży. Jeszcze w 2000 r. proporcje były odwrotne – na 100 osób zdolnych do pracy przypadało 24 seniorów i 40 młodych.

GUS podkreśla, że w pandemicznym 2020 r. odnotowaliśmy rekordowo niski przyrost naturalny. Więcej osób zmarło, niż się urodziło, zarówno ze względu na wyższą niż przeciętnie umieralność, jak i bardzo niski poziom urodzeń.

Wyzwanie dla systemu

– Rzeczywiście, tempo starzenia się ludności przyspieszyło w Polsce w ostatnich latach i jest obecnie jednym z najwyższych w Europie – komentuje Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Pracodawców RP i były główny ekonomista ZUS. – Tendencje są takie, że w 2040 r. już połowa ludności w naszym kraju będzie powyżej 50. roku życia – dodaje.

Takie procesy prowadzą do coraz większego obciążenia i – w perspektywie – niewydolności systemu ubezpieczeń społecznych i dużych napięć na rynku pracy. – Już teraz grupa osób w wieku produkcyjnym kurczy się o 230 tys. osób rocznie. Stąd brak rąk do pracy na rynku – analizuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Doraźne łatanie luk

– Zapaść demograficzna w Polsce jest niemożliwa do uniknięcia – zaznacza Kozłowski. Jak wyjaśnia, to efekt spadającej już od dekad dzietności. By zmienić trendy demograficzne, trzeba by zachęcić polskie rodziny do rodzenia znacznie większej liczby dzieci niż obecnie, a przecież i tak ewentualne efekty zobaczylibyśmy na rynku pracy za jakieś 20–30 lat. Dlatego potrzebne są działania doraźne, które chociaż krótkoterminowo ograniczyłyby skutki starzenia się społeczeństwa.

Jak wymieniają eksperci, chodzi przede wszystkim o dalszą aktywizację zawodową, szczególnie kobiet i osób starszych (tak, by dłużej pozostawały na rynku pracy). Należałoby też stworzyć porządną politykę migracyjną, by zachęcić pracowników z zagranicy nie tylko do pracy tymczasowej, ale i do osiedlania się w Polsce na stałe.

Słaba ocena w KPO

Pytanie, czy Krajowy Plan Odbudowy, czyli plan ważnych reform do przeprowadzenia w Polsce za pomocą unijnego Funduszu Odbudowy, daje dobre recepty, by powstrzymać negatywne trendy demograficzne. – W KPO znalazła się odpowiednia diagnoza, zasygnalizowano też jakieś zmiany, ale nie przystają one do skali wyzwań, przed którymi stoimy – ocenia Kozłowski. – Trudno oczekiwać, by proponowane tam rozwiązania znacząco zmieniły sytuację – wyjaśnia.

Te propozycje to głównie zachęty dla starszych osób, by dłużej pracowały (podatek PIT od wynagrodzeń ma trafiać na indywidualne konta emerytalne tych osób, a nie do budżetu państwa). Ale szczegółów brak, a jeśli te zachęty nie będą odczuwalne w portfelach, to raczej nie przyniosą wielkich efektów.

Jeśli chodzi o cudzoziemców, to w KPO czytamy, że proponowane zmiany mają przynieść m.in. „ograniczenie obecnie dominującej migracji krótkoterminowej i cyrkulacyjnej na rzecz migracji średnio/długoterminowej i ciągłej". Rząd informuje też, że prowadzone są prace nad nową polityką migracyjną kraju.

Dzieci jak na lekarstwo

– Nową politykę migracyjną rząd zapowiada od lat i nic z tego dotychczas nie wyszło – zauważa Paweł Wojciechowski. I podkreśla, że dużym mankamentem KPO jest brak poważnego podejścia do polityki prorodzinnej. – Jest mnóstwo nawiązań do programu 500+, ale wiemy, że jest on kosztowny i nieskuteczny, jeśli chodzi o wzrost dzietności. Jest mowa o budowie żłobków, ale to za mało, by można to traktować jako przemyślaną, kompleksową politykę państwa. Jakieś propozycje mają pojawić się w Nowym Ładzie, ale słuchając retoryki rządu, opowiadającego się za tradycyjnym modelem rodziny, obawiam się, że zamiast efektywnych instrumentów wsparcia dzietności, dostaniemy siermiężną i bardzo kosztowną politykę transferów bezpośrednich – komentuje Wojciechowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA