fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Forum Ekonomiczne

Apteka dla sieci czy farmaceuty

W Polsce jest dziś niemal 15 tys. aptek, 60 proc. z nich wciąż należy do indywidualnych przedsiębiorców.
123rf.com
Resort zdrowia zapowiada kompleksową reformę systemu i nowe zadania dla aptek. Szczegóły planu mają być znane może jeszcze w tym roku.

Gorąca dyskusja wywiązała się podczas panelu „Polskie apteki na zakręcie: od 1 do 51 procent", który odbył się podczas krynickiego forum w Salonie „Rzeczpospolitej". Padały zarzuty o uwłaszczaniu się na cudzym majątku, próbie wywłaszczenia z legalnie kupionych placówek.

Zanim rozpoczął się panel, zaprezentowany został raport o dystrybucji farmaceutycznej, przygotowany przez Fundację Republikańską. – Wartość rynku to już ponad 30 mld zł. Przeciętny Polak odwiedza aptekę średnio częściej niż raz w miesiącu. Osoby, które nie są chore przewlekle, w wieku poniżej 60 lat, zostawiają w niej przeciętnie 50 zł, a seniorzy 150 zł – mówił Rafał Momot, autor publikacji.

W Polsce obowiązuje obecnie model otwarty, ale pojawiły się ze strony Ministerstwa Zdrowia głosy, że rozważana jest zmiana i pójście w kierunku bardziej rygorystycznych rozwiązań.

– W ciągu ostatnich 20 lat w Europie znacznie częściej dochodziło do liberalizacji zasad otwierania placówek. Tylko pięć krajów je zaostrzyło, m.in. Irlandia, gdzie rynek zamknięto na sześć lat w 1996 r., ale urząd antymonopolowy uznał, że źle to wpływa na rynek i limit aptek został podwyższony – dodał Rafał Momot.

Obecnie w Polsce jest niemal 15 tys. aptek, wciąż 60 proc. należy do indywidualnych przedsiębiorców. Największa sieć kontroluje z kolei tylko kilka procent, ogółem 40 proc. to apteki sieciowe.

Będzie nowe prawo

Czy od modelu otwartego przejdziemy do zamkniętego modelu rynku aptecznego? – Z raportu wyłania się obraz sielanki na rynku, a tak nie jest – mówił Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia. Zauważył, że kiedyś apteki miały misję zdrowotną, dziś są trochę aptekami, trochę sklepami. Dodatkowo leki sprzedawane są w wielu innych punktach, jak sklepy spożywcze, stacje benzynowe itp.

– Jeśli będziemy podążali tą drogą, będziemy mieć koncentrację w sieciach, jak dziś w supermarketach. Trzeba wziąć perspektywę dłuższą niż 10–20 lat – zauważył minister Łanda. Polacy bowiem oczekują, że dostaną w nich coś więcej niż dobre ceny. – Chcemy wyeliminować niezgodne z ustawą i nieuczciwe praktyki konkurencyjne – dodał.

Jednym z pomysłów na reformę jest zmiana oferty. Apteki miałyby się skoncentrować na lekach refundowanych oraz specjalistycznym doradztwie pacjentowi. – Pracuje w nich rzesza niewykorzystanych profesjonalistów o ogromnej wiedzy – zauważył minister.

Z kolei pozostałe pozycje asortymentowe, jak leki bez recepty, suplementy diety, kosmetyki itp., mogłyby sprzedawać punkty stanowiące połączenie apteki z drogerią. Jeśli leki bez recepty, to tylko w małych opakowaniach, ponieważ ich celem nie byłoby leczenie pacjentów, jedynie pomoc doraźna.

Jak w tym modelu widzą się sieci, których pozycja na rynku systematycznie rośnie?

– Także uważamy, że na rynku jest miejsce dla wszystkich. Naszym zdaniem rozwiązaniem byłoby wzmocnienie aptek kosztem kanału dystrybucyjnego. Konkurencja musi być równa i po którejś rozmowie ze środowiskiem aptekarskim zastanawialiśmy się, jak to osiągnąć – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

Sieci zagrożone

Obecnie w resorcie zdrowia analizowanych jest też kilka pomysłów, które w pozycję sieci uderzą. Jednym z nich jest powracająca regularnie idea „apteka dla farmaceuty". Samorząd aptekarzy chce wprowadzić obowiązek posiadania przez osobę z wykształcenie farmaceutycznym akcji firm, które prowadzą apteki. Ile? To temat ciągle otwarty, niekoniecznie musiałoby to być 100-proc. zaangażowanie, w grę wchodzi raczej pozycja dominującego akcjonariusza, np. 51 proc. Pomysł nie jest nietypowy w UE. Podobne ograniczenia obowiązują w kilku państwach. – Ta wersja jest jedną z kilku, jakie analizujemy. Nie przesądzałbym, że akurat 51 proc. jest bardziej prawdopodobne – dodał.

Sieci są w oczywisty sposób zaniepokojone. – To wywłaszczenie z majątku, w aptekach sieciowych też pracują farmaceuci, którzy stracą pracę. Do tego procesy firm ze Skarbem Państwa będą trwały latami, skończy się wielkimi odszkodowaniami – mówi prezes Marcin Piskorski, zauważając, że nawet jeśli sieć ostatecznie proces wygra, to i tak utraconego miejsca na rynku zamknięta apteka już nie odzyska.

Drugim rozwiązaniem problematycznym dla dużych firm jest inna interpretacja obowiązującego od kilkunastu lat przepisu, że jeden podmiot może być właścicielem maksymalnie 1 proc. aptek w danym województwie. Jak podała w marcu w raporcie Najwyższa Izba Kontroli, Inspekcja Farmaceutyczna nieskutecznie przeciwdziałała naruszaniu tych przepisów. – W pięciu województwach z ośmiu skontrolowanych przekroczony został 1-proc. limit liczby aptek ogólnodostępnych, prowadzonych na terenie danego województwa przez jednego przedsiębiorcę lub podmioty przez niego kontrolowane – podaje NIK.

Przez lata część inspektorów wskazywała, że nie ma podstawy do odmowy zmiany lub cofnięcia zezwolenia na prowadzenie apteki, jeśli liczba aptek prowadzonych przez jeden podmiot przekroczy 1 proc. – Z kolei z uwagi na niejednoznaczność przepisów i dalsze możliwe naruszenia zakazów część wojewódzkich inspektorów wstrzymała się ze zmianą zezwoleń – podaje NIK.

Czyli obowiązywała zasada: gdy firma ma 1 proc. i chce otworzyć nową, wówczas zezwolenia nie dostanie. Jednak gdy przekroczyła ten pułap w wyniku przejęcia, wówczas miała zgodę na transakcję.

Jaka interpretacja?

– Limit posiadania maksymalnie 1 proc. aptek w danym województwie jest prawem systematycznie łamanym, nieegzekwowanym przez lata. Teraz toczy się jednak kilkadziesiąt takich postępowań przed wojewódzkimi inspekcjami, wiele podtrzymanych w drugiej instancji, co oznacza odbieranie zezwoleń łamiącym przepisy aptekom sieciowym – mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Dzisiaj ok. 1,5 tys. aptek to placówki ponad maksymalny limit 1 proc. i sieci mogą stracić licencje na ich prowadzenie. – Ten system trzeba zmienić, dziś wojewódzki inspektor farmaceutyczny podlega głównemu, a faktycznie zależy od wojewody, który mu płaci. Ta sytuacja jest szkodliwa – dodał minister Łanda.

Resort zdrowia podaje, że w stosunku do innych krajów aptek w Polsce jest zbyt wiele. Koncentracja aptek jest problematyczna, ich rozmieszczenie jest czasem nieadekwatne w stosunku do potrzeb zdrowotnych. Jak mówił minister, denerwuje go nieuczciwa gra na tym rynku.

– Nie chcę kończyć ustawy – Prawo farmaceutyczne bez wybrania nowego głównego inspektora farmaceutycznego. Ustawa może być gotowa pod koniec października – dodał wiceminister, zauważając, że przewidziane są konsultacje, zarówno międzyresortowe, jak i zewnętrzne.

Z kolei prof. Bogusław Banaszak zwrócił uwagę na wątpliwości interpretacyjne. – Przepis o 1 proc. dotyczy momentu, gdy ktoś ma uzyskać zezwolenie na prowadzenie apteki, jeśli przekracza 1 proc., zezwolenia nie otrzymuje – wyjaśnia. Jego zdaniem, jeśli używa się 1 proc. w momencie zezwolenia na prowadzenie apteki do dekoncentracji rynku i jego dekartelizacji, to ten przepis stosowany jest w innym celu niż był wprowadzony. – Jeśli kilkanaście lat rzekomo jest naruszany, to są duże problemy z jego interpretacją. Zatem, jeśli faktycznie apteki powyżej tego poziomu mają być zamykane, to trzeba uchwalić jasny przepis o tym mówiący – dodał prof. Banaszak.

– Dyskutujemy o tym, kto zyska w wyniku zmiany prawa – apteka indywidualna, sieć, Skarb Państwa, a nikt nie mówi, co zyska albo straci pacjent – mówi Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich. Mówiąc wprost, gdy nastąpi zawężenie rynku aptek, zyskają aptekarze. – Gdyby zamknęło się możliwości konkurencyjne, nikt by nie wprowadzał u sieci w aptece dodatkowych świadczeń medycznych, bo nie będzie mu się to opłacało – dodał prezes.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA