fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Czy NBP rozłoży na łopatki numizmatykę?

Na stulecie złotego NBP przygotował dwa zestawy wybitych w złocie i srebrze monet od 1 gr do 5 zł. Ceny za te numizmaty oburzyły środowisko kolekcjonerów
materiały prasowe
Awantura w świecie kolekcjonerskim: numizmatycy grożą bojkotem kolekcji monet wydawanych przez Narodowy Bank Polski. Twierdzą, że bank w sposób nieuzasadniony winduje ceny.

Kolekcjonerzy są oburzeni cenami, jakie Narodowy Bank Polski podyktował za kolekcję monet przygotowaną dla uczczenia 100 lat złotego. Kolekcja dziś trafia do sprzedaży.

Są to zestawy wybitych w złocie i srebrze monet 1 gr do 5 zł, używanych dziś w zwykłym obiegu. W sumie w każdym zestawie jest po dziewięć monet. Ich łączny nominał to 8 zł 88 gr.

Złotych zestawów będzie maksymalnie 500. Kruszec użyty do ich wybicia ma próbę Au 900. Z kolei srebrnych zestawów będzie maksymalnie 5000. Próba srebra to Ag 925. Wszystko zapakowane w gustowne pudełeczka, opatrzone certyfikatem. Cena za złoty zestaw to 23 tys. zł. Srebrny 3,4 tys. zł.

Galaktyczne stawki

Kolekcjonerzy są oburzeni. – To ceny już nawet nie księżycowe. Mówimy o nich, że są galaktyczne – mówi pan Andrzej, który kolekcjonowaniem monet zajmuje się od dziesiątków lat (prosił o niepodawanie nazwiska).

Zdaniem numizmatyków od pewnego czasu ceny monet kolekcjonerskich emitowanych przez NBP szybko rosną. Podwyżki nie są uzasadnione zwyżką cen kruszców, z których monety są wykonane. Nasz rozmówca podaje przykład srebrnego zestawu, jaki NBP wypuszcza z okazji 100 lat złotego. Taki zestaw będzie ważył około dwóch uncji. Za uncję srebra trzeba dziś zapłacić niespełna 16 dol.

– NBP zawsze zarabiał na monetach kolekcjonerskich. Najwyraźniej nagle, z nieznanych powodów, postanowił te zyski zwielokrotnić – denerwuje się pan Andrzej. – Tyle że w ten sposób zarżnie numizmatykę – dodaje.

Po komentarze na ten temat odsyła na fora internetowe poświęcone kolekcjonowaniu monet. Poszliśmy tym tropem. „Myślałem, że NBP już bardziej nie może przesadzić z cenami, ale jak teraz patrzę w plan emisyjny, to aż nie wierzę. Chora cena z kosmosu". „Nie sądzę, aby bardzo szybko zeszły te zestawy srebrne. To cena astronomiczna wręcz. Po prostu obiegówki w srebrze, nic szczególnego, co by usprawiedliwiało aż taką przebitkę, a cena skutecznie studzi wszelkie emocje". „I doczekaliśmy się czasów, że za 3 g Ag, można kupić 1 g Au". „Pudełko też ze srebra ma być, stąd taka cena. Miało być za monety 400 zł, bo to niecałe 2 uncje srebra, ale dorzucili skrzynkę srebrną o wadze 1 kg, więc i cena poszła w górę do 3400 zł" – ironizuje jeden z numizmatyków na forum monety.pl.

Ceny gaszą popyt

Część kolekcjonerów zapowiada bojkot emisji na 100-lecie złotego. Są wściekli, bo polityka banku centralnego sprawia, że po prostu przestaje ich być stać na dalsze uprawianie wieloletniego hobby.

Polacy inwestują w monety z różnych powodów. Dla jednych to właśnie hobby. – Niektórzy zbierają znaczki, inni białą broń, obrazy, jeszcze inni stare samochody – tłumaczy pan Edward, zapalony kolekcjoner (tez prosi o nieujawnianie nazwiska). – Niektórzy inwestują w monety, bo chcą po sobie zostawić coś dzieciom czy wnukom. To dla nich lokata kapitału – dodaje.

Są oczywiście i tacy, którzy na monetach kolekcjonerskich chcą po prostu zarobić. Liczą, że z czasem wartość ich zbiorów będzie rosła i uda im się je odsprzedać z zyskiem.

Wszystkich ich złości windowanie cen przez NBP. Obawiają się, że przy wysokich cenach emisji trudno będzie potem liczyć nie tylko na zysk, ale nawet na zwrot wydatków. – Za część monet na rynku wtórnym płaci się dziś znacznie mniej niż przy ich zakupie w NBP w momencie wypuszczania ich do sprzedaży – rozkłada ręce pan Andrzej.

Kolekcjonerzy twierdzą, że windowanie cen monet nabrało tempa w ostatnich dwóch latach. – To zła polityka. Nastawiona na wyżyłowanie rynku do granic wytrzymałości. Tyle że w przypadku dużej grupy kolekcjonerów te granice po prostu zostały już przekroczone – przekonuje Edward.

– Grono kolekcjonerów i tak się z roku na rok kurczy. Ci starsi, którzy zbierają monety od lat, powoli wymierają. Młodzi wolą wydawać oszczędności na gadżety i zabawę – opowiada Jan, kolekcjoner, który inwestuje w monety od kilkudziesięciu lat.

Kiedyś były kolejki

Część kolekcjonerów przerzuca się na zakupy monet emitowanych w innych krajach. Twierdzą, że tam polityka cenowa nie drenuje tak mocno ich kieszeni. Mówią to z żalem, bo przez wiele lat budowali swoje kolekcje oparte na monetach emitowanych w Polsce, przez polski bank centralny. Padają słowa o patriotyzmie i przywiązaniu do tradycji. I porównania tego, co dzieje się na krajowym rynku numizmatycznym, do losów stadniny koni w Janowie.

Kolekcjonerzy twierdzą, że już teraz duża część wydawnictw kolekcjonerskich leży w sejfach NBP, bo nie znaleźli się chętni na ich zakup. Takie kolekcje bank może sprzedawać przez najwyżej trzy lata. Potem powinny trafić do powtórnego przetopienia.

– Kiedyś przed siedzibą NBP dniami i nocami stały tłumy po monety kolekcjonerskie. Ciężko było kupić coś poza listą kolejkową. Emisje rozchodziły się błyskawicznie. Dziś takie sytuacje są coraz rzadsze – opowiadają bywalcy.

Sytuację ratowały sklepy kolekcjonerskie, które miały umowy z NBP. – Otrzymały dostęp do co ciekawszych serii, ale zobowiązane były w zamian do brania wszystkiego co wypuszczał bank – opowiadają kolekcjonerzy. Ich zdaniem ciekawych emisji jest coraz mniej. No i ceny poszybowały w górę. – Część sklepów tego nie wytrzymała i padła. To pogłębiło kłopoty banku ze zbyciem kolekcji – mówią numizmatycy.

Poprosiliśmy NBP o komentarz do tych informacji i zapytaliśmy o politykę cenową wobec monet kolekcjonerskich. Nie odpowiedział.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA