fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Wszystko poszło dobrze": dylematy wokół eutanazji

Sophie Marceau i Jacques Nolot w filmie François Ozona „Wszystko poszło dobrze”
materiały prasowe
François Ozon pokazał film „Wszystko poszło dobrze" z Sophie Marceau o dylematach związanych z eutanazją.

Młoda kobieta siedzi przy biurku i stuka w klawiaturę komputera. Odbiera telefon, który zmienia jej życie. Wybiega z domu. Jeszcze wraca po szkła kontaktowe i już jest w metrze. Zaraz potem w szpitalu. Tam czeka na nią siostra. Ich ojciec miał wylew, leży podłączony do aparatury, z opadającą wargą, półprzymkniętym lewym okiem. Bełkocze. Tak zaczyna się nowy film François Ozona.

– Dwadzieścia lat temu poznałem pisarkę Emmanuele Bernheim – opowiada reżyser. – Skontaktował nas producent, gdy stanęły zdjęcia do mojego filmu „Pod piaskiem". Emmanuele miała mi pomóc w przerobieniu scenariusza. Zrozumieliśmy się w ciągu chwili.

Potem pracowali razem. Bernheim napisała dla niego scenariusze „Basenu" i „5x2. Pięć razy we dwoje". Dała mu też książkę, w której opisała własną traumatyczną historię, gdy 85-letni ojciec, sparaliżowany po wylewie, powiedział jej, że nie chce już żyć, i poprosił, by pomogła mu odejść.

– To była bardzo osobista historia. A ja byłem w takim momencie życia, że nie bardzo wiedziałem, jak ją przenieść na ekran – przyznaje Ozon.

Film na podstawie „Wszystko poszło dobrze" chciał nakręcić inny przyjaciel autorki – Alain Cavalier. Musieli przerwać pracę, bo Bernheim zachorowała na raka. Zmarła w 2017 roku. Cavalier zrobił dokument „Żyć i wiedzieć, że żyjesz". Ozon dojrzał do tego, by sfilmować jej powieść.

Sophie Marceau z wielką wrażliwością zagrała kobietę, która z dzieciństwa wyniosła rany, czując się lekceważona i niekochana przez silnego ojca. Ale ojciec jest ojcem. Gdy potrzebuje pomocy, Emmanuele chce razem z siostrą Pascall zająć się nim. Przesiadując w szpitalu, karmi go, rozmawia. Aż usłyszy: „Chcę to skończyć. Pomóż mi".

Za 10 tysięcy euro

Potworna prośba. Jednak Emmanuele uznaje, że człowiek ma prawo decydować o własnym losie. Razem z Pascall chce spełnić prośbę.

Francja nie uznaje eutanazji, więc bohaterka kontaktuje się z prywatną kliniką w Szwajcarii. Tam można wszystko załatwić. Ambulans, potem przytulny pokój, gdzie człowiek wypija napój i przy kojącej muzyce zasypia na zawsze. Cała „usługa" kosztuje 10 tys. euro. „Co mają robić biedacy?" – pyta Andre. „Nic, czekają na naturalną śmierć" – odpowiada Emmanuele. Ich na to stać.

Ale jest ból, są pytania natury moralnej. „Dlaczego ojciec prosi o to córkę?" – pyta mąż Emmanuele. „Bo jest jego córką" – odpowiada kobieta.

„Wszystko poszło dobrze" to opowieść o prawie do eutanazji. O prawie do godnego odejścia. Ale jest w tym filmie coś niepokojącego. Warto przypomnieć Ramona, bohatera wspaniałego filmu Alejandro Amenábara „W stronę morza", który leżał przykuty do łóżka 30 lat. Na jego życiu zaważył jeden skok z urwiska do morza. Młodzieńcza brawura. Uderzenie o taflę wody. Odtąd każdy dzień i każdy rok był taki sam. 50-letni Ramon miał już tylko jedno marzenie – chciał przestać być ciężarem dla najbliższych. I przestać myśleć, wylatywać przez okno nad pola, ku kobiecie, którą mógłby kochać, ku wolności. Teraz wolność to śmierć, której – całkowicie sparaliżowany – nawet nie mógł sobie zadać sam.

Tymczasem rodzina Bernheimów z filmu Ozona należy do francuskiej elity. Andre ma świetnie prosperujące firmy, żona, z którą się rozszedł, jest rzeźbiarką. Urządzone w życiu są obie córki – pisarka i dyrektorka muzeum muzyki klasycznej. Andre ma wszystko: najlepszy szpital, luksusowe kliniki, gdzie przechodzi rehabilitację. Co więcej: robi postępy. Z czasem zaczyna siadać, samodzielnie jeść, swobodnie mówić, przestaje mu opadać warga. Może zjeść kolację w ulubionej restauracji.

Dlaczego więc chce umrzeć? Bo mając jedną sparaliżowaną rękę, nie zagra już na fortepianie z wnukiem? Bo wciąż jest przykuty do wózka? Nie może cieszyć się pełną wolnością? Przecież nawet kierowca ambulansu, dowiadując się, w jakim celu wiezie do Szwajcarii starszego pana, odmawia prowadzenia samochodu. „Życie jest piękne" – komentuje.

Film Ozona jest więc złamany. A jednocześnie to autentyczna historia. Dlatego ważna jest dyskusja na temat eutanazji, którą wzbudzi. Trudno też oceniać czyjeś życie. Niezwykle złożone, z wieloma tajemnicami. Za głównym motywem choroby i miłości córek do ojca kryje się bowiem historia mężczyzny, dla którego Andre rzucił kiedyś dom, a kochającego go do dziś. Może jest jedynym bliskim, który chce przeciwstawić się decyzji o eutanazji? Jest też porzucona przez Andre żona – cierpiąca na parkinsona: szorstka, nosząca w sobie wielkie, zawiedzione uczucie do męża. Ta ostatnia postać to majstersztyk w wykonaniu muzy Ozona – Charlotte Rampling. Pomimo zastrzeżeń trudno obok tego filmu przejść obojętnie.

Wiele szumu

Wiele szumu będzie zapewne towarzyszyło premierze opowieści o dziennikarstwie „Kurier francuski z Liberty, Kansas Evening Sun" Wesa Andersona, zwłaszcza, że Amerykanin ma przywieźć ze sobą całą swoją „drużynę" z Tildą Swinton, Leą Seydoux, Owenem Wilsonem, Adrienem Brody'm, Timothée Chalametem i Benicio del Toro na czele.

A może od superprodukcji mistrza okaże się ciekawszy film Afrykanina Mahamata-Salema Harouna „Lingui" o kobiecie z przedmieść Czadu, która dowiaduje się, że jej 15-letnia córka jest w ciąży? Albo „Titane", młodej Francuzki Julii Ducournau, opowieść o ojcu spotykającym syna zaginionego przed dziesięcioma laty?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA