fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Magnezja”. Tarantino po polsku

Dawid Ogrodnik i Mateusz Kościukiewicz
Dawid Ogrodnik i Mateusz Kościukiewicz jako bracia syjamscy
kino świat, Anna Woloch
„Magnezja” to rzadka dla polskich twórców szalona zabawa w kino.

Film Macieja Bochniaka wszedł do kin dopiero w ten piątek, a już wzbudził kontrowersje. Z jednej strony spodobał się na ostatnim festiwalu w Gdyni, gdzie zgarnął trzy nagrody, a z drugiej spora część recenzentów jeszcze przed premierą zaczęła wybrzydzać.

Ta niechęć do „Magnezji" może wynikać z tego, że w Polsce filmy kręci się z reguły po coś i w istotnej sprawie. Nawet najbardziej komercyjny reżyser Patryk Vega też twierdzi, że bierze na warsztat ważne sprawy: polską politykę, seksafery, służbę zdrowia.

Tarantino i Piasecki

Tymczasem Macieja Bochniaka – typowego artystę epoki, w której wszystko jest „post" – interesuje gra znanymi pomysłami. Elementy takiej układanki zastosował już w debiutanckim filmie fabularnym „Disco polo", który w 2015 r. obejrzało prawie 900 tys. widzów. Surrealistyczną zabawą serialem było zrealizowane przez niego dla TVN „Królestwo kobiet". A naturalną konsekwencją takiego podejścia do sztuki filmowej jest teraz „Magnezja".

Znajdziemy w tej opowieści coś, co dobrze znamy: bohaterów niczym w westernach Sergia Leone – mało mówiących, a szybko strzelających, akcję jak u Tarantino, u którego nic nie jest nieprawdopodobne, a wszystko możliwe. I mamy odważnych El Mariachi z „Desperados" (tym razem również płci żeńskiej). A wszystko to zostało przeniesione na grunt polski lat 20. poprzedniego stulecia.

Nad scenariuszem Macieja Bochniaka i Mateusza Kościukiewicza unosi się bowiem duch Sergiusza Piaseckiego. Agenturalno-przemytniczo-przestępcze dokonania zaprowadziły go do więzienia. W celi napisał opartą na własnych przeżyciach powieść „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy", która stała się bestsellerem międzywojnia i została przetłumaczona na kilkanaście języków.

Jak w życiu i w powieści Piaseckiego akcja toczy się na pograniczu polsko-sowieckim. Mamy walki gangów i próby wykończenia konkurencji przemytniczo-narkotycznych interesów. Wszystkie postaci i zdarzenia zostały jednak wymyślone przez autorów scenariusza i świadczą o ich nieposkromionej wyobraźni.

Zaskakujące wcielenia

Ten film to nieustanna jazda po bandzie, czasem zamieniająca się w balansowanie na granicy dobrego smaku. Zdarzają się niewybredne żarty, generalnie jednak ta skomplikowana gra w pięknych dekoracjach (nagrodzony w Gdyni Marek Warszewski) i w wysmakowanych kostiumach Doroty Roqueplo (także nagroda) trzyma poziom.

Maciej Bochniak zaangażował aktorów nieustannie obecnych w polskich filmach, ale wszystkim wyznaczył zadania odmienne od tych, jakie inni im powierzają. Tak więc po serii wybitnych kreacji naznaczonych tragedią i śmiercią Dawid Ogrodnik zagrał jednego z dwóch gamoniowatych braci syjamskich. Za partnera ma Mateusza Kościukiewicza, który, jak się okazało, potrafi coś więcej niż cedzić przez zęby pojedyncze słowa.

Maja Ostaszewska postrzegana przez reżyserów jako kobieta przeżywająca rozmaite rozterki tu jest mocną, wręcz brutalną szefową gangu. Pomaga jej m.in. silna, choć wrażliwa siostra (brawurowy Borys Szyc), której kochankiem jest z kolei znerwicowany chemik narkoman (Bartosz Bielenia).

Nie mogło zabraknąć nieustraszonego inspektora policji (Agata Kulesza). I jest oczywiście szef rosyjskiej bandy przemytników. Wcielając się w tę postać Andrzej Chyra pozbawił swą twarz dobrze znanego z wielu filmów cierpienia, za to obdarzył ją uśmiechem, ukazując ciąg zepsutych zębów (charakteryzacja Agnieszki Hodowanej i Waldemara Pokromskiego to kolejna nagroda w Gdyni). Andrzej Chyra udowodnił ponadto, że świetną rolę komediową buduje się oszczędnymi środkami aktorskimi.

Warto na koniec dodać, że muzyką do „Magnezji" powrót do wielkiej formy poświadczył oscarowy kompozytor Jan A. P. Kaczmarek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA