fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Sala samobójców. Hejter": Zemsta za odrzucenie

Maciej Stuhr jako kandydat na prezydenta w filmie „Sala samobójców. Hejter” Jana Komasy. Od piątku w kinach
kino świat
„Sala samobójców. Hejter" to mocny film o nienawiści w świecie fake-newsów.

Wielki sukces zawiesza artyście poprzeczkę tak wysoko, że czasem paraliżuje. Jan Komasa nie ma tego problemu. Trzy tygodnie po oscarowej gali i nominacji dla „Bożego Ciała" do kin wchodzi jego „Sala samobójców. Hejter".

Film, co podkreśla tytuł, jest drugą odsłoną „Sali samobójców" z 2011 roku. Jan Komasa opowiedział wtedy historię osiemnastolatka, który – straciwszy uczuciowy kontakt z otoczeniem i zajętymi własnymi sprawami rodzicami – wchodzi w świat wirtualnego second life'u. Tam zakochuje się, tęskni, cierpi. Dom, szkoła, wszystko przestaje być ważne. Dramatem staje się tylko odłączenie sieci.

Niszczenie hejtem

W prawdziwym życiu nie ma jednak – jak w grze – siedmiu istnień. Ucieczka od codzienności może skończyć się tragedią. Tamta historia była opowiedziana z punktu widzenia ofiary internetu. Bohaterem nowego filmu Komasy jest hejter, który w cyniczny, absolutnie świadomy sposób wykorzystuje media społecznościowe do niszczenia ludzi.

Tomek Giemza jest chłopakiem ze wsi. Od dzieciństwa był zauroczony zamożną warszawską rodziną, która w gospodarstwie jego rodziców spędzała wakacje. Z czasem fascynacja Gabi – jedną z córek Krasuckich – zamieniła się niemal w obsesję.

Po latach Tomek jest studentem prawa. Krasuccy zafundowali zdolnemu wiejskiemu chłopcu prywatne stypendium. Ale dla Gabi jest nikim. Dziewczyna nie przyjęła go nawet do znajomych na Facebooku.

Jest na początku „Hejtera" rewelacyjna scena wizyty w domu Krasuckich, kwintesencja tej relacji. Tomek próbuje zmniejszyć dystans: „Może mógłbym mówić tak jak kiedyś: ciociu, wujku?" Ale wychodząc, celowo zostawia połączony telefon. Na ulicy słyszy rozmowę, która toczy się przy stole. Pełną protekcjonizmu i poczucia wyższości: „Chłopiec ze wsi, z takiej rodziny, a studiuje prawo...", a także: „ale się odstawił, oblał perfumami...".

To jednak dopiero wstęp. W Giemzie narośnie bunt i chęć zemsty, potrzeba poczucia własnej siły, zawładnięcia tym światem, podyktowania mu warunków. Wyrzucony ze studiów za plagiat, odtrącony przez niezauważającą go dziewczynę, zatrudni się w agencji prowadzonej przez matkę samobójcy z poprzedniego filmu.

Ta kobieta przeżyła stratę dziecka, nic gorszego jej spotkać nie może. Jest bezwzględna, a Giemza staje się jej prawą ręką. Przebija w nienawiści wszystkich. I ma zadanie: hejtem zniszczyć w internecie wizerunek liberalnego kandydata na prezydenta.

Działa bezbłędnie. Wywołuje w sieci nienawiść, żeruje na nastrojach nacjonalistycznych i nie ma żadnych oporów, nawołując w sieci wręcz do zbrodni. Komasa miał gotowy ten scenariusz i zrealizowaną dużą część zdjęć jeszcze przed zabójstwem Pawła Adamowicza. Wspierany przez Krasuckich prezydent miał na imię Paweł. A Giemza doprowadzał do tragedii podczas wielkiej konwencji wyborczej.

Komasa portretuje współczesne społeczeństwo, rozpięte między mającą poczucie wyższości elitą a członkami groźnych ruchów nacjonalistycznych potwierdzającymi swoją siłę poprzez nienawiść wylewaną na ulicach. Pośrodku są ludzie zagubieni, jak uciekająca w narkotyki Gabi. I jest ludzka masa, którą zbyt łatwo manipulować.

Nad wszystkim wisi zaś internet, który nie zawsze jest miejscem do zamieszczania fotek z wakacji pod palmami. Może stać się groźną bronią. Także w rękach polityków. To są dzisiejsze realia, a scenariusz „Hejtera" powstał przed wyborem Donalda Trumpa, przed zamachem na Pawła Adamowicza, przed aferą hejterską, w której uczestniczyli urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości.

Dwie połówki jabłka

„Sala samobójców. Hejter" nie jest wszakże kinem politycznym. To film o współczesnej moralności, który powstawał w tym samym czasie co „Boże Ciało". Scenariusz według pomysłu reżysera również napisał Mateusz Pacewicz, a sam Jan Komasa powiedział mi: „To są dwie połówki tego samego jabłka".

„Boże Ciało" było opowieścią o złożoności dobra, „Hejter" jest filmem o złożoności zła, wpisującym się w najważniejsze trendy współczesnego kina, przerażonego światem. Dzisiaj artyści pokazują, jak zło rodzi się z wykluczenia, z narastającego poczucia krzywdy, w atmosferze gwałtu i kłamstw dominujących w publicznym życiu.

Jednym z najgłośniejszych filmów roku stał się „Joker" Todda Phillipsa o buncie wypchniętego na margines człowieka, w którym narastają agresja i chęć odwetu. W „Parasite" Bong Joon-ho pokazywał gwałt i napięcia zrodzone ze społecznych nierówności.

Rewelacyjni „Nędznicy" Ladja Ly'ego to obraz przesiąkniętych przemocą i pozbawionych perspektyw emigranckich przedmieść Paryża. „Sala samobójców. Hejter" to polska wersja filmu o odrzuceniu i nienawiści, zanurzona w kulturze wszechobecnego internetu.

37-letni Jan Komasa, który w dorobku ma już pięć filmów fabularnych, kilka dokumentów i dwa seriale, jest znakomitym rzemieślnikiem. Potrafi wprowadzać na ekran świat wirtualny, odkrywa aktorów. W „Mieście 44" pierwszą ważną rolę zagrała Zofia Wichłacz, w „Bożym Ciele" wybuchł na ekranie talent charyzmatycznego Bartosza Bieleni.

W „Hejterze" Komasa w trudnej roli pozbawionego skrupułów antybohatera obsadził Macieja Musiałowskiego. I też trafił w dziesiątkę. Aktor znany dotąd głównie z serialu „Druga szansa" włożył sporo prawdy w postać chłopaka, który krzyczy z ekranu: „Ja nie jestem nikim!".

Nowy film Jana Komasy nie ma wszakże siły refleksji i finezji „Bożego Ciała". Chwilami wydaje się przerysowany, razi w nim naiwnością postać kandydata na prezydenta, zbyt łatwo w czasach politycznej walki zaprzyjaźniającego się z wolontariuszem z ulicy. Ale „Hejter" ma przecież działać na widza inaczej. Musi uderzyć mocno i robi to.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA