fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Psy 3. W imię zasad": Wielkie kino czy wiele hałasu o nic

Bogusław Linda w roli Franza Maurera, który po odsiadce 25 lat więzienia znowu chwyta za broń
Fotorzepa, BARTOSZ MROZOWSKI BARTOSZ MROZOWSKI BARTOSZ MROZOWSKI
Na ekranach trzecia część trylogii Władysława Pasikowskiego „Psy 3. W imię zasad” z Bogusławem Lindą w roli Maurera.

Pro: Weterani trzymają się mocno

Barbara Hollender

„Psy 3. W imię zasad" – kontynuacja kultowego cyklu Władysława Pasikowskiego nie zawodzi: to męskie kino z Polską w tle.

Wiem: „trójka" ma scenariuszowe luki, chwilami wydaje się mało finezyjna. Ale kupuję konwencję, w jakiej Pasikowski historię opowiada.

Nakręcone w 1992 r. „Psy" były jak prowokacja. Ich bohaterami reżyser uczynił nie działaczy Solidarności czy nowych biznesmenów, lecz dawnych funkcjonariuszy SB, których świat się zawalił. Zbliżający się do czterdziestki Franz Maurer za komuny robił karierę, także dzięki małżeństwu z córką wiceministra MSW, a ona prysnęła za granicę, „bo to zła kobieta była". Po '89 roku i weryfikacji trafił do policji. Były w „Psach" korupcja, gangsterskie powiązania biznesu i władzy. A dawny ubek walczył, bo pewnych granic się nie przekracza. Podobnie jak w nakręconym dwa lata później sequelu, gdzie wplątano go w handel bronią dla Serbii. W „Psach 3" ktoś mówi: „Siedziałeś za podwójne morderstwo". „Pięciokrotne" – prostuje.

„Psy 3..." zaczynają się w chwili, gdy Maurer wychodzi z więzienia po 25 latach. Nie czeka na niego nikt poza agentami rosyjskiej służby wywiadowczej GRU, którzy nie zapomnieli o straconym ćwierć wieku wcześniej milionie dolarów. Maurer ma tydzień na oddanie kasy. Odszukuje dawnych kumpli. Stetryczały „Nowy", rencista i prezes Związku Działkowców, przeżywa dramat – w dziwnych okolicznościach zniknął jego syn.

W „Psach" odbił się obraz Polski czasu transformacji ustrojowej: pełnej zaszłości po komunizmie, przeżywającej kryzys wartości. Teraz Pasikowski pokazuje świat, w którym zmieniło się wszystko, ale korupcja, związki biznesu, władzy i przestępców, brutalność działania policji – zostały.

Reżyser dorzuca nowe wątki, choćby informatyka, w którego psychice po misji w Afganistanie zagnieździł się gwałt: zawsze można komputer wymienić na rewolwer. Grubo ciosane? Ale autor „Psów" nie udaje, że robi dramat psychologiczny czy społeczny. Interesuje go thriller. I tylko od widza zależy, jakie refleksje na temat współczesności przyjdą mu do głowy po seansie.

„Psy 3" stoją znakomitym aktorstwem. Bogusław Linda ma w sobie gorycz, upokorzenie, samotność, ale 25 lat życia za kratami nie zmieniło jego przeświadczenia, że są wartości, których się na drobne nie rozmienia. Cezary Pazura jest najlepszy, gdy pokazuje, jak z faceta, który kiedyś chciał „prostować" świat, uleciało powietrze, a on staje się tetrykiem w wyblakłym sweterku. Świetnie wpisuje się w uniwersum Pasikowskiego Marcin Dorociński, współczesny „pies", jak kiedyś Maurer – twardziel działający „w imię zasad". Ma najtrudniejszą rolę, bo bez „przeszłości", a przecież jednym spojrzeniem umie przekonać, że gdzieś w środku kotłują się w nim uczucia.

Do tego dochodzą świetne dialogi, doskonała muzyka Michała Lorenca (ta słynna trąbka!), sprawne zdjęcia Macieja Lisieckiego. Słyszę zarzuty, że to kino „passé". Może trochę, ale weterani trzymają się mocno, mają dystans do siebie, świata, historii, chaosu, w jakim żyjemy. I są profesjonalistami. To bardzo dużo.

Kontra: W imię czego to nieporozumienie?

Jacek Cieślak

„Psy 3" przypominają o niepokornym reżyserze, który zerwał się z solidarnościowego łańcucha. Teraz jednak stracił kły i pogrzebał własną legendę.

Władysław Pasikowski przywitał gości premiery „Psy 3" słowami: „Witam przyjaciół i wrogów". Największym wrogiem reżysera okazał się scenarzysta. Niestety, w obu tych rolach wystąpił sam Pasikowski. Już po kilku pierwszych scenach z filmu uchodzi powietrze – błyskawicznie jak z promocyjnego balonika.

Na tle pierwszej części trylogii, intrygującej ostrością spojrzenia na przemiany ustrojowe po 1989 r. – uwikłanie solidarnościowych polityków oraz gangsterską działalność byłych esbeków – trzecia robi wrażenie poprawnej politycznie laurki, nakręconej zgodnie z rosyjską zasadą „Car jest bez winy, zawiedli urzędnicy". W czasach, gdy światowe, ale i polskie kino pokazuje, jak przestępstw oraz zbrodni dokonują prezydenci, oligarchowie, a nawet papieże – Władysław Pasikowski wziął pod lupę dyżurnego z portierni komisariatu. A potem w akcie odwagi na granicy desperacji – oficera i jego komendanta. Nic nie wskazuje, że najwyższej rangi.

Jeśli trzeba równać do najlepszych, porównajmy nowy film Pasikowskiego do „Irlandczyka" Martina Scorsese. Tam też mamy powrót starych bohaterów i zasłużonych aktorów, wielkich gwiazd. Jednak otrzymaliśmy też przenikliwie krytyczny portret Ameryki oraz amerykańskiej polityki uwikłanej w mafijne relacje nawet na poziomie Białego Domu.

Jeśli to tylko fantazja, to w kategorii filmowego political fiction niezwykle atrakcyjna do oglądania. Pasikowski imponował podobną oryginalnością w pierwszej części cyklu, teraz też tematów w polityce jest bez liku, ale on – czyżby działała jakaś cenzura? – jedynie kanibalizuje wątki pożyczone z mediów. Policjantów, którzy paralizatorem pozbawili życia przesłuchiwanego, i rosyjskie służby, które zabijają substancjami radioaktywnymi.

Akcja filmu zapowiadanego jako kultowy grzęźnie spektakularnie w poczekalni komisariatu oraz w jego toalecie. Dosłownie. Oczywiście, to co spotyka naszego rodaka, jest godne potępienia, ale Pasikowski pomylił gatunki. Powinien zrobić kino moralnego niepokoju na temat przemocy policji w stylu „Pokłosia", a nie kusić widza męskim kinem akcji.

Akcja zresztą też kuleje jak antyterroryści postrzeleni w scenie, do której zamówiono helikopter i transporter opancerzony. Problem w tym, że nawet maszyny rozpędzone w bojowym szyku buksują w sekwencjach o klasie paradokumentu dla telewizji osiedlowej.

Maurer, choć nie obywa się bez strat w układzie pokarmowym, ostatecznie wygrywa z GRU. Wspaniale! Musimy być jednak świadomi, co nam grozi: prezydent Putin na pewno oskarży Polskę o parcie do III wojny światowej. Za „Psy" warto było się narażać, za „Psy 3" – w żadnym wypadku, bo to stadko wyleniałych pluszaków jest.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA