Reklama

Artyści w Gdyni buntują się przeciw politykom

Najwybitniejsi polscy reżyserzy zapowiedzieli, że jeśli festiwal polskich filmów fabularnych w Gdyni nie odzyska niezależności od polityków, zbojkotują imprezę i stworzą własną.

Aktualizacja: 19.09.2019 14:00 Publikacja: 19.09.2019 11:29

Artyści w Gdyni buntują się przeciw politykom

Foto: Fotorzepa, Roman Bosiacki

Na konferencji Gildii Reżyserów Polskich zjawiła się w Gdyni śmietanka artystów. Od Agnieszki Holland, Pawła Pawlikowskiego, Joanny Kos-Krauze, Andrzeja Jakimowskiego, Roberta Glińskiego czy Janusza Zaorskiego do najmłodszych – Jagody Szelc, Grzegorza Zaricznego, Klary Kochańskiej.

Niektórzy przyjechali do Gdyni na kilka godzin, żeby wziąć udział w tym spotkaniu.

- Festiwal stracił twarz - mówił Paweł Pawlikowski, dodając, że czuje się tu znużenie, cynizm, brak energii.

- Festiwal to nie ścianki” - wtórowała mu Holland. – Dla mnie nawet nie jest tu najważniejsza rywalizacja. To powinno być miejsce, gdzie spotykają się idee, gdzie zadajemy sobie pytania skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy.

Reżyserzy nie chcą zgodzić się na sytuację, w której prestiż ich imprezy spada, praca zespołu  selekcyjnego staje się fikcją, brakuje poważnej dyskusji o kinie, a filmowcy przestają się tu dobrze czuć.

Reklama
Reklama

Członkowie Gildii zagrozili wręcz, że jeśli nie nastąpią zmiany, środowisko będzie festiwal ignorować i stworzy własną imprezę. Jednocześnie przedstawili projekt zmian w regulaminie.

Domagają się przywrócenia funkcji dyrektora artystycznego wybieranego przez znaczące autorytety (np. pięciu laureatów Złotych Lwów) i niezależności zespołu selekcyjnego, który do walki o Złote Lwy rekomendowałby 12 tytułów. Komitet Organizacyjny miałby prawo uzupełnić tę listę o trzy tytuły, dyrektor artystyczny – o jeden. Postulują też stworzenie na festiwalu platformy do twórczych rozmów o kinie.

- Nasza propozycja jest w pewnym sensie ultymatywna - stwierdził przewodniczący Gildii Andrzej Jakimowski. - To oznacza, że poważnie rozważamy powołanie konkurencyjnego festiwalu polskich filmów, pod auspicjami Gildii Reżyserów Polskich.

Dalsza dyskusja na temat przyszłości festiwalu ma nastąpić w sobotę, podczas Forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Od początku bardzo na nią liczył dyrektor imprezy Leszek Kopeć, który jeszcze przed rozpoczęciem imprezy mówił „Rzeczpospolitej”: - Bardzo bym chciał, żebyśmy na spotkaniu, które odbędzie się w Gdyni 21 września, nawet spierając się o kształt festiwalu, potrafili wypracować wspólnie pomysł na zmiany. Nie da się oczywiście zadowolić wszystkich, ale przynajmniej większość powinna wyjechać z przekonaniem, że środowisko ma w sprawie swojego festiwalu istotny głos.

Generalnie w kuluarach tegorocznego festiwalu wrze. Bo w Gdyni twórcy chcą się czuć u siebie. To ich święto. I wielka promocja rodzimego kina. Tymczasem czują, że ich światem chcą sterować decydenci zza politycznych biurek.

Najpierw złożony w przeważającej części z urzędników i sponsorów Komitet Organizacyjny próbował wpływać na dobór filmów w konkursie głównym, lekceważąc pracę zespołu selekcyjnego, w którym znaleźli się profesjonaliści – przedstawiciele środowiska.

Reklama
Reklama

Potem zdarzyła się rzecz bezprecedensowa: film Jacka Bromskiego „Solid Gold” został wycofany z konkursu w trakcie trwania imprezy, dzień przed jego pierwszymi pokazami. Zażądała tego TVP, która do 9-milionowego budżetu włożyła 3 mln zł. i nie przyjęła filmu na drugiej kolaudacji, jaka odbyła się 12 września.

Film
Piękne życie pięknej pani Trump na ekranie
Film
Opętany żądzą sukcesu
Film
Kaouther Ben Hania dla "Rzeczpospolitej". Głos umierającego dziecka w Gazie
Film
Moskwa płonie w „Mistrzu i Małgorzacie”
Film
Oscarowe nominacje nie dla łatwych bajek
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama