fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Artyści w Gdyni buntują się przeciw politykom

Fotorzepa, Roman Bosiacki
Najwybitniejsi polscy reżyserzy zapowiedzieli, że jeśli festiwal polskich filmów fabularnych w Gdyni nie odzyska niezależności od polityków, zbojkotują imprezę i stworzą własną.

Na konferencji Gildii Reżyserów Polskich zjawiła się w Gdyni śmietanka artystów. Od Agnieszki Holland, Pawła Pawlikowskiego, Joanny Kos-Krauze, Andrzeja Jakimowskiego, Roberta Glińskiego czy Janusza Zaorskiego do najmłodszych – Jagody Szelc, Grzegorza Zaricznego, Klary Kochańskiej.

Niektórzy przyjechali do Gdyni na kilka godzin, żeby wziąć udział w tym spotkaniu.

- Festiwal stracił twarz - mówił Paweł Pawlikowski, dodając, że czuje się tu znużenie, cynizm, brak energii.

- Festiwal to nie ścianki” - wtórowała mu Holland. – Dla mnie nawet nie jest tu najważniejsza rywalizacja. To powinno być miejsce, gdzie spotykają się idee, gdzie zadajemy sobie pytania skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy.

Reżyserzy nie chcą zgodzić się na sytuację, w której prestiż ich imprezy spada, praca zespołu  selekcyjnego staje się fikcją, brakuje poważnej dyskusji o kinie, a filmowcy przestają się tu dobrze czuć.

Członkowie Gildii zagrozili wręcz, że jeśli nie nastąpią zmiany, środowisko będzie festiwal ignorować i stworzy własną imprezę. Jednocześnie przedstawili projekt zmian w regulaminie.

Domagają się przywrócenia funkcji dyrektora artystycznego wybieranego przez znaczące autorytety (np. pięciu laureatów Złotych Lwów) i niezależności zespołu selekcyjnego, który do walki o Złote Lwy rekomendowałby 12 tytułów. Komitet Organizacyjny miałby prawo uzupełnić tę listę o trzy tytuły, dyrektor artystyczny – o jeden. Postulują też stworzenie na festiwalu platformy do twórczych rozmów o kinie.

- Nasza propozycja jest w pewnym sensie ultymatywna - stwierdził przewodniczący Gildii Andrzej Jakimowski. - To oznacza, że poważnie rozważamy powołanie konkurencyjnego festiwalu polskich filmów, pod auspicjami Gildii Reżyserów Polskich.

Dalsza dyskusja na temat przyszłości festiwalu ma nastąpić w sobotę, podczas Forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Od początku bardzo na nią liczył dyrektor imprezy Leszek Kopeć, który jeszcze przed rozpoczęciem imprezy mówił „Rzeczpospolitej”: - Bardzo bym chciał, żebyśmy na spotkaniu, które odbędzie się w Gdyni 21 września, nawet spierając się o kształt festiwalu, potrafili wypracować wspólnie pomysł na zmiany. Nie da się oczywiście zadowolić wszystkich, ale przynajmniej większość powinna wyjechać z przekonaniem, że środowisko ma w sprawie swojego festiwalu istotny głos.

Generalnie w kuluarach tegorocznego festiwalu wrze. Bo w Gdyni twórcy chcą się czuć u siebie. To ich święto. I wielka promocja rodzimego kina. Tymczasem czują, że ich światem chcą sterować decydenci zza politycznych biurek.

Najpierw złożony w przeważającej części z urzędników i sponsorów Komitet Organizacyjny próbował wpływać na dobór filmów w konkursie głównym, lekceważąc pracę zespołu selekcyjnego, w którym znaleźli się profesjonaliści – przedstawiciele środowiska.

Potem zdarzyła się rzecz bezprecedensowa: film Jacka Bromskiego „Solid Gold” został wycofany z konkursu w trakcie trwania imprezy, dzień przed jego pierwszymi pokazami. Zażądała tego TVP, która do 9-milionowego budżetu włożyła 3 mln zł. i nie przyjęła filmu na drugiej kolaudacji, jaka odbyła się 12 września.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA