Reklama
Rozwiń
Reklama

Janusz Kłosiński nie żyje

Zmarł Janusz Kłosiński znany z „Czterech pancernych", negatywny bohater bojkotu aktorskiego. Miał 96 lat.

Publikacja: 08.11.2017 16:25

Janusz Kłosiński nie żyje

Foto: PAP, Radek Pietruszka

Szerokiej publiczności znany był przede wszystkim z roli radzieckiego starszyny Czernousowa w serialu „Czterej pancerni i pies".

– Grałem tam Czernousowa, czyli sympatycznego Rosjanina. Przypominał mi tego, który w 1939 r. puścił mnie wolno – wspominał. Inne historyczne spotkanie nastąpiło na planie „O takich dwóch, którzy ukradli księżyc", gdzie partnerował braciom Kaczyńskim.

Wystąpił również w filmie „Niespotykanie spokojny człowiek", serialach „Janosik" i „Czterdziestolatek". Był dyrektorem Teatru Nowego w Łodzi w latach 60., w latach 70., grał w zespole Teatru Narodowego w Warszawie.

Cieniem na jego karierze położyło się poparcie stanu wojennego. Był wówczas członkiem PZPR i sekretarzem Komitetu Zakładowego partii w Teatrze Narodowym. Został zbojkotowany przez publiczność i wyklaskany podczas spektaklu „Wesele".

– Hanuszkiewicz zapytał mnie, czy wyjdę na scenę. Odpowiedziałem, że oczywiście tak – mówił. – Później już nigdy więcej na scenę nie wszedłem. Nie dlatego, że poczułem się winny, ale dlatego, że zbezczeszczono świątynię, teatr i wielkiego Wyspiańskiego.

Reklama
Reklama

Przez ponad 50 lat kreował postać Józefa Jabłońskiego w emitowanej przez polskie radio powieści „W Jezioranach". Jego przygoda ze sztuką zaczęła się jednak przypadkiem. Po wojnie zaczął pracować w składnicy złomu. W tramwaju przeczytał, że prowadzone są dodatkowe egzaminy do szkoły aktorskiej.

– Pomyślałem, że pójdę, spróbuję wspominał. – Nauczyłem się wierszy Staffa. Do dziś nie wiem, czy bym zdał, gdyby nie Jacek Woszczerowicz. Kazał mi zagrać wariata, który nagle ma atak szału. Myślę, że dzięki temu zostałem przyjęty. Szkołę skończyłem w 1948 r. Zdałem egzamin, ale dyplomu nie odebrałem.

Po szkole dostał się do Teatru Wojska Polskiego. To właśnie tam powstała grupa młodych aktorów skupionych wokół Kazimierza Dejmka.

– Gdyby nie ta grupa, pewnie już wcześniej pojechałbym z Leonem Schillerem do Warszawy i zrobił tam karierę, bo Schiller bardzo mnie cenił opowiadał. – Gdy Dejmek wyjechał do stolicy, zostałem za niego dyrektorem Teatru Nowego, ale potem i tak trafiłem do Warszawy, do Narodowego.

- Gdy dziś śni mi się, że mam umrzeć, to chciałbym, aby moje ciało było przekazane jakiejś medycznej instytucji, a mnie pochowali tam, gdzie chowają bezimiennych włóczęgów. Całe życie byłem związany z postacią Chrystusa, który był łazęgą, której na salony nie wpuszczano – podsumowywał swojej życie.

Film
Amerykanie o „Ołowianych dzieciach”: niezłomna Kulig od Pawlikowskiego
Film
Cały filmowy świat w Berlinie. Startuje Berlinale
Film
„Ołowiane dzieci” od dziś na Netfliksie. To serial inspirowany prawdziwą śląską historią
Film
Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko. Wybitny aktor miał 86 lat
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama