fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Witold M. Orłowski: Nadszedł czas prawdziwej próby naszych czasów

AFP
Wygląda na to, że nadszedł czas prawdziwej próby naszych czasów. Próby, przy której blednie kryzys z roku 2008.

Próby, w której przetestowane zostanie naraz wszystko: jakość służby zdrowia, sprawność rządu i administracji, skuteczność zarządzania firmami, fundamenty stabilności finansów, społeczna solidarność, dyscyplina, umiejętność współpracy.

Nie ma wątpliwości, że stoimy przed ogromnym zagrożeniem, którego skali nie jesteśmy w tej chwili w stanie nawet ocenić. Ale co równie ważne, naszym wrogiem jest też bardzo szybko biegnący czas. Z jednej strony każdy dzień swobodnego rozpowszechniania się wirusa powoduje powiększenie liczby zarażonych. Z drugiej zaś każdy dzień spóźnienia reakcji rządu zmniejsza szanse, by uchronić tysiące firm przed bankructwem.

Czynnik czasu ma tu znaczenie większe, niż się na pierwszy rzut oka może zdawać. Jeśli chodzi o liczbę zakażonych, to nie chodzi jedynie o to, że podjęte szybko odpowiednio radykalne działania mogą doprowadzić do skutecznej izolacji osób chorych, a tym samym zdecydowanie ograniczyć skalę epidemii, zanim się ona na dobre rozkręci. Ważne jest również to, że jeśli liczba chorych osiągnie już krytyczną wartość, nasz system opieki zdrowotnej nie będzie w stanie udzielać pomocy kolejnym.

Ograniczona liczba miejsc na oddziałach intensywnej terapii (w Polsce jest ich ok. 4,5 tys.) powoduje, że po przekroczeniu pewnej ilości chorych (zapewne ok. 100–150 tys.) śmiertelność wskutek wirusa zdecydowanie by wzrosła, bo nie wszyscy chorzy w ciężkim stanie mieliby dostęp do respiratorów. Czy podjęte działania pozwolą tego uniknąć, dopiero zobaczymy.

W dziedzinie gospodarczej jest bardzo podobnie. Nie chodzi tylko o to, że część firm będzie miała kłopoty z przeżyciem w warunkach drastycznego spadku popytu lub restrykcji w zakresie swojego działania. Problemem jest to, że możemy tu mieć do czynienia ze zjawiskiem podobnym do epidemii: firmy, które miałyby szansę dać sobie radę, będą zarażane przez inne, które nie będą płacić im faktur. I to właśnie zatory płatnicze, po osiągnięciu pewnej krytycznej wartości, mogą doprowadzić do prawdziwej katastrofy.

W gospodarce zasady walki z tą chorobą będą jednak inne niż w szpitalach: tu nie ma problemu z rozpoznaniem ani z brakiem szczepionki (magicznym lekiem jest zasilenie firm w gotówkę). Problemem jest raczej to, w jaki sposób dotrzeć z lekiem do chorego. Planowane przez rząd odroczenie płatności składek i częściowe subsydiowanie zatrudnienia może nie wystarczyć. A już na pewno może zawieść dosypanie gotówki bankom, bo prawdopodobnie będą one wolały kupić za nią obligacje rządowe, niż udzielać kredytów. I w ten sposób sfinansowane zostaną potrzeby pożyczkowe rządu, a nie potrzeby firm.

Zarówno w sferze zdrowia, jak i finansów czas reakcji ma więc znaczenie kluczowe. Ważne, by zasilić obie sfery odpowiednimi środkami na walkę. Ważne, by umieć te środki zaaplikować w sposób skuteczny.

Ale ważne też, by zrobić to bardzo szybko. Zgodnie z łacińskim przysłowiem: bis dat, qui cito dat – czyli kto szybko daje, podwójnie daje.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA