fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Europejski Kongres Gospodarczy

Unia nie może dać się podzielić

Debata inaugurująca IX Europejski Kongres Gospodarczy. Na zdjęciu od lewej: Mikulas Dzurinda, były premier Słowacji, Jan Fischer, były premier Czech, Andrius Kubilius, były premier Litwy, Konrad Szymański, wiceminister spraw zagranicznych, oraz Jerzy Buzek, były premier RP.
Rzeczpospolita, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Tegoroczny IX Europejski Kongres Gospodarczy zapowiada się rekordowo. Swój udział potwierdziło ponad 8,5 tys. uczestników. W ciągu trzech dni wezmą udział w blisko stu sesjach.
„Inna Europa w innym świecie" to temat sesji inaugurującej IX Europejski Kongres Gospodarczy, który rozpoczął się w środę w Katowicach. Biorący w niej udział politycy z Europy Środkowo-Wschodniej próbowali odpowiedzieć na pytanie o przyszłość Unii Europejskiej. Mówiono o gospodarczych szansach, jakie niesie integracja, oraz zagrożeniach, które mogą wspólnotę osłabić.
Dyskusję prowadził Jerzy Buzek, były premier i przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który nawiązał do poprzednich edycji kongresu oraz tematów, które dominowały. – Gdy zaczynaliśmy w 2009 roku, był kryzys gospodarczy. Potem formułowaliśmy założenia do europejskiego budżetu, z którego dziś czerpiemy pełną garścią – mówił były premier. Przypomniał, że na kongresie w czasie polskiej prezydencji debaty dotyczyły m.in. współodpowiedzialności państw naszego regionu za przyszłość Europy. Kolejnym motywem przewodnim było otwarcie na Afrykę i poszukiwanie nowych możliwości dla polskiego eksportu, następnie tworzenie wspólnego rynku cyfrowego. Ostatnio doszła problematyka startupów.

Poszukiwanie szans

– Można powiedzieć, że odpowiadaliśmy na zagrożenia i szukaliśmy szans. Tym razem wiemy, że w trudnej sytuacji jest cała Unia Europejska – powiedział Buzek. Podkreślił, że Europa musi znaleźć odpowiedź na pytanie o możliwe scenariusze zmian. Może to być pogłębianie integracji tylko najsilniejszych gospodarczo państw albo prowadzenie obecnej polityki, lecz nieco zmodyfikowanej lub też dalsze pogłębianie tych modyfikacji.
Według Mikulasa Dzurindy, byłego premiera Słowacji, a obecnie prezesa think tanku Wilfried Martens Centre for European Studies, realnym scenariuszem będzie prawdopodobnie kombinacja wszystkich trzech możliwości. – Pewne rzeczy powinniśmy zmienić, ale powinniśmy także przeskoczyć na nowe obszary. Jednak przede wszystkim będzie trzeba doprecyzować kompetencje instytucji na szczeblu europejskim i krajowym – powiedział Dzurinda. Słowacji polityk stwierdził także, że UE nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów przedsiębiorców z krajów członkowskich. Przywołał również stereotypy powielane na szczeblu krajowym: sukcesy danego kraju są przypisywane polityce jego rządu, natomiast za porażki obwiniana jest Bruksela. – To swego rodzaju narodowy sport, który powinniśmy zatrzymać – apelował Dzurinda. Opowiadając się za pogłębianiem współpracy, przestrzegał jednocześnie przez centralizacją: – Powinniśmy być zjednoczeni, ale nie ujednoliceni – podkreślał Dzurinda. Jego zdaniem niekorzystnym przykładem byłaby harmonizacja i centralizacja systemów podatkowych. Podatki mogą być używane jako mocne narzędzie do kształtowania i zwiększania konkurencyjności gospodarki. Z kolei większa integracja potrzebna byłaby w sferze polityki zagranicznej i obronności.

Najgorsza z recept

Jednym z kluczowych tematów sesji inaugurującej kongres było zagrożenie podziałem Europy na dwie prędkości rozwoju. – To jest dla Polski problem. Jak się zachować, gdy nam zagraża? – pytał Buzek. – Unia Europejska z polskiego i środkowoeuropejskiego punktu widzenia pozostaje kluczowym wymiarem dobrobytu i wzrostu gospodarczego. Ofiarą jej podziału będzie wspólny rynek, który reprezentuje 500 milionów konsumentów. Podział Europy zmierzałby do jej osłabienia, a żadnego europejskiego problemu nie rozwiążemy przez dzielenie – stwierdził Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Jak powiedział, polski rząd bardzo krytycznie patrzy na uproszczone teorie mówiące, że rozwiązaniem dzisiejszych europejskich problemów jest trwały podział UE. – To najgorsza z możliwych recept. Prowadziłaby do osłabienia europejskiej pozycji handlowej i pozycji gospodarczej w skali globalnej – powiedział Szymański. Przyznał, że dyskusja o Europie bywa emocjonalna i napięta: mamy do czynienia z podważaniem zasad wspólnego rynku, odpowiedzialności fiskalnej, rozlewa się fala protekcjonizmu. – W takich warunkach łatwo popełnić błąd – ostrzegał.
Kwestią poruszaną w czasie debaty była także obecność w strefie euro. – Ufaliśmy w integrację, dlatego nie mieliśmy większych wątpliwości przed wprowadzeniem euro – powiedział Andrius Kubilius, były premier Litwy. Jego zdaniem Europa przechodzi z jednego kryzysu w drugi, ale po każdym jest coraz bardziej zintegrowana. – Wprowadzenie euro było decyzją polityczną. Uznaliśmy, że jeśli pozostaniemy poza strefą euro, to kolejny kryzys uderzy w nas jeszcze mocniej – mówił Kubilius.
Ostrożniej wypowiadał się w tej sprawie Jan Fischer, były minister finansów i były premier Czech w czasach czeskiej prezydencji w UE. Na pytanie o możliwość przyjęcia wspólnej waluty stwierdził, że podejście Czech można wyrazić określeniem: bez pośpiechu. – Nie ma tu istotnych różnic pomiędzy politykami a opinią publiczną. Decyzja będzie miała charakter polityczny, a w żadnym z programów jakiejkolwiek partii politycznej nie widziałem teraz deklaracji, by przyspieszyć proces wchodzenia do strefy euro – powiedział Fischer.
Sceptycznie do przyjęcia euro odniósł się Szymański: – Tak długo jak wewnętrzne sprzeczności w samym Eurolandzie nie zostaną pokonane, dyskusja o wejściu Polski do strefy będzie dogmatyczna, a my chcielibyśmy, żeby miała charakter pragmatyczny – powiedział wiceminister.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA