Energetyka

A może by Ostrołękę przestawić na gaz

PanSG/GFDL/commons.wikimedia.org
Jedna z koncepcji zakładała, że planowany ostatni blok węglowy w Polsce będzie opalany gazem, a nie czarnym paliwem – wynika z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej".

Na trwającym właśnie światowym szczycie klimatycznym w Katowicach przedstawiciele polskiego rządu bronią planowanej inwestycji w nowy blok węglowy w Elektrowni Ostrołęka. Jest to o tyle trudne, że na COP24 pojawia się wiele apeli o dekarbonizację energetyki i całkowite odejście od paliw kopalnych, które emitują najwięcej gazów cieplarnianych.

Tymczasem – jak wynika z naszych informacji – jedna z koncepcji zakładała, że nowy blok będzie opalany gazem, a nie czarnym paliwem. Entuzjaści tego pomysłu uzasadniali to m.in. niższą emisją CO2 i coraz większą dywersyfikacją dostaw gazu do Polski. Wskazywali też na większą elastyczność rozruchu takiego bloku niż w przypadku jednostek na węgiel, co pozwoliłoby bilansować produkcję energii ze źródeł odnawialnych, np. farm wiatrowych. Polski rząd postawił jednak na węgiel.

Solidarność europejska

Budowa siłowni w Ostrołęce pochłonie 6 mld zł. Projekt realizują wspólnie kontrolowane przez Skarb Państwa spółki energetyczne – Enea i Energa. Minister energii Krzysztof Tchórzewski przekonywał w Katowicach, że nowa elektrownia jest wynikiem zobowiązań dotyczących energetycznej synchronizacji Litwy, Łotwy i Estonii z Unią Europejską. – Są pewne cele, które niekoniecznie z punktu widzenia naszego interesu ekologicznego i gospodarczego byłyby dla nas najważniejsze, ale to jest pewna solidarność europejska. Bez nas, bez Finlandii, bez Szwecji kraje bałtyckie nie mogłyby się zsynchronizować z UE – argumentował Tchórzewski.

Polska nie zrezygnuje całkowicie z produkcji energii z węgla
Rzeczpospolita

Po tych słowach na ministra wylała się fala krytyki organizacji ekologicznych. – Według naszej wiedzy dokument twierdzący, że nowy blok w Ostrołęce jest konieczny dla synchronizacji z krajami bałtyckimi, po prostu nie istnieje. Gdy zawiodły inne argumenty, minister Tchórzewski sięga po nowe, irracjonalne uzasadnienie tej inwestycji – ripostuje Diana Maciąga ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

Nasz surowiec?

Inwestycji w Ostrołęce broni natomiast Arkadiusz Siwko, który w tym roku na krótko zagrzał fotel prezesa Energi. – Dla Energi inwestycja ma uzasadnienie ze względu na zapotrzebowanie na prąd. Trudno się też dziwić, że rząd stawia na węgiel, skoro to nasz rodzimy surowiec. Tak dzieje się na całym świecie, że kraje wykorzystują w pierwszej kolejności własne zasoby – zaznacza Siwko. Ma jednak pewne zastrzeżenie. – To, na co radziłbym zwrócić uwagę, to wydatkowanie środków w ramach tej inwestycji. Projekt nie jest realizowany w skupisku wielkomiejskim i wymaga szczególnego nadzoru – dodaje tajemniczo Siwko, ale tematu nie chce dalej rozwijać.

Z argumentem o dostępności własnych surowców nie zgadza się część ekspertów. – Wszyscy widzimy, że wydobycie polskiego węgla z roku na roku spada. Jeśli powstanie nowy blok, to naszego węgla po prostu nie wystarczy dla krajowej energetyki – twierdzi Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

W podobnym tonie wypowiada się Maciej Bukowski, prezes WiseEuropa. – Dalsze opieranie krajowej energetyki na węglu to dziwny kierunek przyjęty przez resort energii. Wydobycie tego surowca nieuchronnie w perspektywie roku 2040 bardzo istotnie spadnie, a może nawet całkowicie zniknie, bo będzie nieopłacalne. Nawet jeśli uda się otworzyć nowe kopalnie, to nie uda się tego spadku zrekompensować. Jeśli więc rząd chciałby utrzymać wysoki udział energetyki węglowej w produkcji energii, to będziemy importować ten surowiec z zagranicy – podkreślał Bukowski w ostatniej rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Sceptyczni wobec inwestycji są także giełdowi analitycy. – Zakładam, że ostatecznie znajdą się pieniądze na tę inwestycję i nowy blok w Ostrołęce zostanie wybudowany. W mojej ocenie istnieje bardzo duże ryzyko, że inwestycja okaże się nieopłacalna, przede wszystkim z uwagi na wysokie koszty emisji CO2, ale też duże nakłady inwestycyjne – twierdzi Paweł Puchalski, analityk Santander BM.

Według Bukowskiego realizacja zaproponowanej niedawno przez resort energii polityki energetycznej państwa może się skończyć tym, że Polska – przez zapóźnienia inwestycyjne – będzie zmuszona do importu energii na dużą skalę. Już teraz więcej sprowadza energii elektrycznej z zagranicy, niż jej sprzedaje. Jak podaje Polska Grupa Energetyczna, po trzech kwartałach 2018 r. nasz kraj był importerem netto energii z saldem 4,68 terawatogodzin (import 6,24 TWh, eksport 1,56 TWh). Aktualnie Polska posiada czynne połączenia z Niemcami, Czechami, Słowacją, Litwą, Szwecją i Ukrainą.

W obronie klimatu

Dyskusja o przyszłości polskiej energetyki toczy się w momencie, gdy w Katowicach delegacje państw z całego świata decydują o tym, jak w praktyce ograniczyć globalne ocieplenie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) wyliczyła, że emisje CO2 związane z produkcją energii w Ameryce Północnej, Unii Europejskiej i innych rozwiniętych gospodarkach Azji i Pacyfiku wzrosną w tym roku o około 0,5 proc.

– Pomimo silnego wzrostu produkcji energii ze słońca i wiatru emisje zaczęły ponownie rosnąć w rozwiniętych gospodarkach. To powinno być kolejnym ostrzeżeniem dla rządów, które spotykają się w Katowicach. Potrzebne są zwiększone wysiłki, aby zachęcić do jeszcze większej ilości odnawialnych źródeł energii, efektywności energetycznej, rozwoju energetyki jądrowej i innowacji takich jak wychwytywanie, wykorzystanie i składowanie CO2 czy wykorzystanie wodoru – zaapelował Fatih Birol, dyrektor wykonawczy IEA. ©?

Opinia

Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego

W mojej ocenie budowa bloku węglowego w Elektrowni Ostrołęka nie ma uzasadnienia. Po pierwsze, polskiego węgla na rynku jest coraz mniej i ten proces będzie postępował. To oznacza, że w krajowych elektrowniach będziemy musieli spalać surowiec z importu, pochodzący głównie z najbliższego kierunku, czyli z Rosji. Po drugie, funkcjonowanie takiej siłowni będzie się wiązało z dużymi opłatami za emisję CO2. Kolejnym problemem może być dopięcie finansowania dla tego projektu, który moim zdaniem jest nierentowny. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL