fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Jak powietrze zabija ludzi

Historyczna fabryka Volkswagena w Wolfsburgu stała się symbolem dieselgate
AFP
Musimy ograniczyć ilość trujących związków w spalinach – mówią lekarze.

O czym rozmawiają eksperci i lekarze na międzynarodowym kongresie Europejskiego Towarzystwa Chorób Układu Oddechowego? O volkswagenach. Echa skandalu z fałszowaniem testów spalin w autach niemieckiego koncernu dotarły nawet na kongres lekarzy.

A tu jednym z głównych tematów jest zanieczyszczenie powietrza, którym oddychamy. W tym obecność w atmosferze toksycznych produktów spalania z silników Diesla podnoszących ryzyko wystąpienia astmy, schorzeń układu krążenia, a nawet nowotworów.

Chcemy testów

Na rozmowach i złośliwych komentarzach podczas sesji się nie skończyło. Europejskie Towarzystwo Chorób Układu Oddechowego (ERS) i Europejska Fundacja Płuc (ELF) wydały w sprawie afery Volkswagena specjalne oświadczenie. „Ten skandal boleśnie pokazuje, jak bardzo potrzebne są prawdziwe testy emisji spalin. Takie testy powinny być wykonywane rutynowo na reprezentatywnej próbce floty aut we wszystkich krajach członkowskich Unii, a ich wyniki należy upublicznić" – napisali oburzeni lekarze. „A wpływ zanieczyszczenia powietrza na zdrowie ludzi i ekosystem powinien być oceniany na podstawie realnych danych, a nie uzyskanych w warunkach laboratoryjnych, które są całkowicie oderwane od rzeczywistości".

Specjaliści przypominają również, że Unia przymierza się do nowej dyrektywy ws. krajowych poziomów emisji. Obejmowałaby ona nie tylko spaliny z transportu drogowego, ale również m.in. grzewczego, energetycznego i rolnictwa. Zdaniem lekarzy ustalenie górnej granicy emisji spalin i kontrolowanie przestrzegania umów jest niezbędne, bo mimo deklaracji o ograniczaniu emisji toksycznych substancji do atmosfery w rzeczywistości ich poziomy rosną. Specjaliści na kongresie ERS podawali przykład Holandii, która deklarowała gwałtowny spadek emisji amoniaku, podczas gdy analiza powietrza pokazała, iż obecność tej substancji wcale się nie zmienia.

Eksperci od chorób płuc przekonują, że niezbędny jest monitoring emisji substancji zanieczyszczających powietrze. „Bez sposobu wymuszania stosowania się do przepisów, bez systemu kija i marchewki, proponowane przepisy pozostaną martwe, a ucierpi na tym zdrowie publiczne".

Bezpośrednim powodem do dyskusji nad Dieselgate stało się z pozoru proste doświadczenie Lee Koh z Queen Mary University w Londynie. Chciała ona zmierzyć obecność tzw. czarnego węgla (główny składnik sadzy), czyli cząsteczek powstających w wyniku niekompletnego spalania paliw kopalnych – w tym oleju napędowego i biomasy. Tworzy on aerozole atmosferyczne o średnicy cząsteczek poniżej 2,5 mikrometra. O ile ktoś nie używa bez przerwy kominka lub nie wypala lasów, głównym źródłem sadzy w jego otoczeniu są właśnie auta z silnikami Diesla. Samochody oraz silniki Diesla stosowane w przemyśle są odpowiedzialne za blisko jedną czwartą całej emisji na świecie.

– Wiemy, że nawet krótkotrwałe narażenie na cząstki węgla jest wiązane z większą częstotliwością przyjęć szpitalnych z powodu problemów z układem oddechowym – mówiła Lee Koh. – A narażenie przez dłuższy czas powoduje zaostrzenie i zwiększenie częstości objawów astmy.

Lee Koh wybrała się zatem z miernikiem tych cząsteczek na spacer po Londynie. Powtarzała pomiary w korkach od lutego do maja, regularnie między godz. 16 i 19 przy ulicach o największym natężeniu ruchu oraz przy tych mniej uczęszczanych. Różnice w stężeniu sięgały nawet jednej trzeciej. Zdarzały się jednak „szczyty", podczas których nawet krótki pomiar dawał wyniki przekraczające obowiązującą normę dobową.

– Tak było, gdy na przykład zatrzymywaliśmy się przy ulicy, chcąc przejść na drugą stronę – mówiła Lee Koh.

Śmierdzące powietrze

Trudno jednak oczekiwać, że każdy będzie nosił miernik przy sobie. – Konieczne są działania rządu w celu poprawy jakości powietrza wokół nas – mówiła badaczka.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zanieczyszczenie powietrza powoduje rocznie co najmniej 3,7 mln zgonów. Większość (80 proc.) to udary mózgu i zawały serca. Ok. 14 proc. śmierci to ofiary przewlekłej obturacyjnej choroby płuc oraz różnych infekcji układu oddechowego. U 6 proc. ofiar trującego powietrza diagnozuje się raka płuc.

Bezpośrednie efekty skażenia powietrza na zdrowie potwierdziły też badania naukowców z Katolickiego Uniwersytetu Lowańskiego w Belgii. Dr David Ruttens analizował stan zdrowia pacjentów po przeszczepach płuc, uwzględniając to, w jakiej odległości od ruchliwych dróg pacjenci ci mieszkali. Okazało się, że ryzyko odrzucenia przeszczepu i śmierci wzrasta o 10 proc. u tych, którzy mieszkają w szczególnie zadymionych dzielnicach miast.

Naukowcy dotąd nie mieli dowodów, że stan powietrza ma aż takie znaczenie dla życia pacjentów. Dane zebrano w dziesięciu europejskich krajach, dotyczyły 5700 biorców. Miejsca zamieszkania naniesiono na mapę drogową z informacjami o zmierzonych przez ekspertów poziomami zanieczyszczenia powietrza pyłami o średnicy do 10 mikrometrów. Okazało się, że im więcej dróg w okolicy, tym bardziej rośnie ryzyko odrzucenia przeszczepu i śmierci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA