Brian Vad Mathiesen, profesor z uniwersytetu w Aalborgu, otrzymał dane dotyczące zużycia energii z sieci energetycznej Energinet, z lotniska w Kopenhadze, od firmy gazowej Envida oraz od dystrybutorów paliw Circle K i OK. Następnie wykorzystał je do obliczenia prawdopodobnego spadku emisji CO2 między 11 marca a 10 maja. W tym czasie w Danii obowiązują ograniczenia, spowodowane pandemią koronawirusa. Uwzględniając sezonowy wzrost zużycia energii w okresie Wielkanocy, dla duńskiego nadawcy DR obliczył procentowy spadek emisji. 

Vad Mathiesen stwierdził, że emisja dwutlenku węgla spadła o 16 procent w stosunku do czasu sprzed ograniczeń. W skali całego roku oznacza to zmniejszenie całkowitej emisji dwutlenku węgla w Danii o pięć procent.

Naukowiec nie ocenił jednak tego wyniku pozytywnie. Vad Mathiesen zauważył bowiem, jak trudne będzie osiągnięcie przez Danię ambitnego celu zmniejszenia emisji dwutlenku węgla o 70 procent do 2030 r.

- Ludzie czują, że w czasach koronawirusa wydarzyły jakieś bardzo drastyczne rzeczy, a mimo to widzimy spadek rocznej emisji tylko o około 5 procent - powiedział DR. - To wiele mówi o wyzwaniach, przed którymi stoimy po przejściu pandemii. Nie poradzimy sobie z kryzysem klimatycznym, zamykając Danię, a nawet gdyby to nastąpiło, to i tak nie byłoby to wystarczająco dużo - podkreślił. 

Oczekiwana pięcioprocentowa redukcja emisji w tym roku jest mniej więcej równa spadkowi, jaki co roku powinna notować Dania, do 2030 roku, jeśli ma osiągnąć cel.

Z powodu wprowadzonych w Danii ograniczeń lotnisko w Kopenhadze przestało realizować ponad 95 procent zwykłych połączeń, ruch drogowy spadł o 25 procent, a zużycie energii elektrycznej o 7 procent.