Do ataku na polskiego dyplomatę doszło wczoraj.
65-letni Arik Lederman zablokował wjazd na teren polskiej placówki i zatrzymał samochód, w którym jechał Marek Magierowski.
Kierowca auta polecił Ledermanowi zejść z drogi. Wówczas architekt uderzył pięścią w dach auta.
Gdy Magierowski wyjął telefon, aby zrobić napastnikowi zdjęcie, ten otworzył drzwi samochodu ambasady i opluł dyplomatę, obrzucając go jednocześnie wyzwiskami.
Czytaj także: Polska-Izrael: strach przed jutrem
Po tym zdarzeniu zawiadomiono izraelskie MSZ, a tamtejsza policja w krótkim czasie zatrzymała architekta.
W trakcie przesłuchania mężczyzna zeznał, że wszedł do polskiej ambasady w sprawie rozmowy na temat restytucji mienia pożydowskiego. Został źle potraktowany przez ochronę ambasady. Szczególnie zdenerwowało go to, że ochrona użyła wobec niego słowa "Żyd", co uznał za obelgę - pisze Onet.
To właśnie to zdenerwowanie miało być przyczyna incydentu, do którego doszło, a Lederman nie wiedział, że w aucie, które zatrzymał, był polski ambasador.
Mężczyzna został decyzją sądu umieszczony w areszcie domowym, ma zakaz zbliżania się do ambasady przez 30 dni.
Emmanuel Nahshon, rzecznik Izraelskiego MSZ, powiedział, że w tej chwili jego resort bada dokładnie sprawę.
Po zdarzeniu przed polską ambasadą w Tel Awiwie premier Mateusz Morawiecki nazwał je niedopuszczalnym rasistowskim atakiem, a polskie MSZ wezwało ambasador Izraela Annę Azari.
I ambasador Azari, i izraelskie MSZ wyrazili ubolewanie z powodu incydentu.