fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Z obawy przed koronawirusem nauczyciele oceniają na potęgę

shutterstock
W środę resort zdrowia poinformował o 974 nowych zakażeniach. To kolejny dzień z bilansem blisko 1000 chorych.

Wraz z nadchodzącą drugą falą koronawirusa nauczyciele coraz bardziej obawiają się, że tak jak w poprzednim roku placówki zostaną zamknięte, a nauka przeniesiona do internetu. Dlatego korzystając z tego, że na razie uczniowie siedzą w szkolnych ławkach, oceniają ich tak często, jak tylko się da.

Czytaj także:

– Chcę mieć jak najwięcej ocen, by móc wystawić na koniec roku ocenę nawet wtedy, gdy nauka będzie zdalna. Przez cztery tygodnie września przeprowadziłem już sprawdziany za cały rok – mówi nauczyciel WF pracujący w jednej z podwarszawskich szkół. Ze względu na przedmiot mógł to zrobić teraz, a wyjątkowo trudno byłoby mu przeprowadzić sprawdziany przez internet.

Także rodzice zauważyli, że w tym roku dzieci mają już wyjątkowo dużo ocen. Pedagodzy stawiają ich nawet po kilka dziennie z tego samego przedmiotu. – Każdy stara się dmuchać na zimne, jeśli nauczyciel widzi, że w powiecie jest dużo zachorowań, to liczy się z tym, że szkoła zostanie zamknięta lub on sam trafi na kwarantannę – tłumaczy prezes ZNP Sławomir Broniarz. – Pod koniec ubiegłego roku wielu nie miało z czego wystawić ocen końcowych. A kiedy już ocenili uczniów, rodzice mieli pretensje, że niesprawiedliwie. Teraz chcą tego uniknąć – wyjaśnia.

Czy obawy nauczycieli są uzasadnione? Z danych MEN wynika, że w środę w trybie zdalnym pracowały 72 placówki. W systemie mieszanym działało ich 218. To spory wzrost, bo we wtorek zdalnie uczyło 68, a hybrydowo – 185. W poniedziałek było to odpowiednio 71 i 213 placówek. Jednak w ubiegłym tygodniu było ich więcej.

Ministerstwo Zdrowia dostrzega jednak związek między powrotem dzieci do szkół a wzrostem zakażeń w ostatnich dniach. We wtorek resort poinformował o 974 nowych zakażeniach (z tego najwięcej, bo aż 164, na Mazowszu, 135 w Małopolsce i 114 na Pomorzu). Z kolei w piątek padł dobowy rekord zakażeń liczony od początku epidemii. Były to 1002 przypadki – MZ poinformowało o tym w sobotę.

– Ten rekord zakażeń koronawirusem to przede wszystkim efekt zakończenia wakacji. Wróciliśmy do pracy, a dzieci do szkoły. Mamy tzw. efekt szkolny, czyli wzrost zachorować związany z powrotem dzieci do nauki w placówkach – mówi wiceminister zdrowia Waldemar Kraska.

Czy wróci więc zdalne nauczanie? Ministerstwo Edukacji Narodowej stoi na stanowisku, że nie. Choć możliwe jest regionalne wprowadzenie kształcenia zdalnego lub hybrydowego. – Zachorowanie bądź podejrzenie zachorowania jednego ucznia, jednego pracownika w szkole nie musi oznaczać, że od razu cała placówka przechodzi na kształcenie na odległość. Większość uczniów nadal spokojnie może się uczyć w trybie stacjonarnym. Tylko ta niewielka liczba uczniów, która miała kontakt bezpośredni z osobą chorą bądź podejrzewaną o zachorowanie, powinna zdaniem sanepidu rozpocząć kształcenie na odległość – mówił w środę podczas konferencji prasowej szef MEN Dariusz Piontkowski.

Resort edukacji przygotowuje się jednak do ewentualnych działań online. W środę poinformowano o przekazaniu 3 tys. tabletów z dostępem do internetu 120 szkołom. Wszystkich urządzeń, które trafią do 1600 szkół, będzie 40 tys.

Komputeryzacja szkół to jeden z plusów obecnej sytuacji. Inny to zauważenie w szkole innych działań niż tylko mozolne wkuwanie. Premier Morawiecki właśnie ogłosił, że jednym z kryteriów przyznania stypendium prezesa Rady Ministrów będzie działalność społeczna. To efekt raportu Ministerstwa Rozwoju pokazującego, że polska szkoła uczy bierności. Wśród rekomendacji jego autorów jest postulat dodania pracy zespołowej do kryteriów rekrutacji.

– Będzie się liczyć również działanie społeczne, a nie tylko szóstki w dzienniczku czy czerwony pasek – komentuje zmianę Rafał Flis z Fundacji Zwolnieni z Teorii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA