fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

30-krotność może zostać

Fotorzepa, Robert Gardziński
Rząd może mieć problem z realizacją budżetu na 2020 r. bez deficytu. Wicepremier Jarosław Gowin zapowiada, że jego ugrupowanie nie poprze likwidacji ograniczenia wysokości składek na ZUS.

Jarosław Gowin już wcześniej wypowiadał się przeciwko likwidacji ograniczenia wysokości poboru składek na ZUS. W czwartek potwierdził to w programie „Tłit" Wirtualnej Polski.

Temat zdjęty z agendy?

– Porozumienie nie zagłosuje za likwidacją 30-krotności i myślę, że ten temat zostanie zdjęty z agendy – stwierdził wicepremier Gowin. Dodał, że poinformował o tym Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę. Koalicjanci PiS, Porozumienie Gowina i Solidarna Polska, wprowadzili do nowego Sejmu po 18 posłów. Więcej niż w poprzedniej kadencji. Nieoficjalnie wiadomo, że żądają teraz od szefa PiS dodatkowych stanowisk i korekt w programie. Bez ich głosów partia Kaczyńskiego traci większość w Sejmie. Jedną z korekt programowych, której żąda Porozumienie Gowina, jest wycofanie się rządu z planu likwidacji 30-krotności.

– Teoretycznie PiS i Solidarna Polska mogą przegłosować takie rozwiązanie np. z lewicą. Ale likwidacja 30-krotności to uderzenie w najwyżej wykwalifikowanych specjalistów, informatyków, mechatroników, naukowców, wynalazców itd. Czyli w tę najbardziej kreatywną część społeczeństwa. Do takiego uderzenia Porozumienie nie przyłoży ręki i miałem wrażenie, że moi rozmówcy przyjmują to ze zrozumieniem – mówił Jarosław Gowin.

Duża kwota z likwidacji

Dziś składki na ZUS płacimy od wynagrodzeń do poziomu 30-krotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy. Tak ustalona kwota daje w 2019 r. 142 950 zł brutto rocznie, czyli niespełna 12 tys. zł brutto miesięcznie. To, co zarobimy do tej kwoty, jest obłożone składkami na ZUS. To, co powyżej, już nie.

Rząd szuka dodatkowych pieniędzy na sfinansowanie swoich obietnic wyborczych. Łakomym okiem patrzy więc na pieniądze, które mógłby mieć, gdyby nie było progu ograniczającego wysokość składek. Chciał, żeby takie przepisy obowiązywały już w zeszłym roku, jednak błędy przy uchwalaniu ustawy w tej sprawie odroczyły likwidację 30-krotności. Ale teraz rząd do tego pomysłu wrócił. Co więcej, pieniądze z likwidacji ograniczenia wysokości poboru składek na ZUS wpisał do projektu ustawy budżetowej na 2020 r. A chodzi o dużą kwotę. Rząd szacuje, że likwidacja 30-krotności da nawet 5,1 mld zł. Wyższe składki na ZUS będzie przy tym musiało zapłacić 350 tys. osób.

Pracodawcy protestują

Przeciwko likwidacji progu 30-krotności ostro protestują organizacje przedsiębiorców. Tłumaczą, że spowoduje to skokowy wzrost kosztów pracy, który negatywnie wpłynie na rozwijanie działalności gospodarczej w Polsce. Likwidacja 30-krotności dotknie przy tym głównie specjalistów i ekspertów zatrudnionych nie tylko w branżach nowych technologii, ale także w motoryzacji, medycynie, finansach czy logistyce. Ich wynagrodzenia się zmniejszą, a koszty zatrudnienia wzrosną. Zmniejszy się atrakcyjność tworzenia w naszym kraju miejsc pracy wysokiej jakości i dobrze wynagradzanych. Będzie nam trudniej rywalizować o takie miejsca pracy z innymi krajami.

– Doprowadzi to do odpływu kapitału oraz technologii, a także wysoko wykwalifikowanych pracowników – twierdzą organizacje przedsiębiorców. – Zniesienie limitu składek na ZUS nie będzie sprzyjało podejmowaniu w kraju pracy przez młodych, świetnie wykształconych specjalistów ani zachęcaniu do powrotu do Polski osób o odpowiednich kompetencjach – dodają.

W protesty przeciwko zniesieniu 30-krotności włączyło się aż 65 organizacji przedsiębiorców i pracodawców. W międzyczasie pojawił się pomysł rozwiązania kompromisowego. Jedna z organizacji przedsiębiorców zaproponowała zastąpienie 30-krotności 40-krotnością. Budżetowi miałoby to dać przeszło 3 mld zł. Rząd nie odniósł się do tego pomysłu.

W czwartek przedsiębiorcy podziękowali wicepremierowi Gowinowi za sprzeciw wobec likwidacji ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ZUS. Po stronie przedsiębiorców stoi Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości.

Bez pieniędzy z likwidacji 30-krotności rząd może mieć jednak problem z realizacją przyszłorocznego budżetu, który miał nie mieć deficytu. To i tak było trudne, bo w projekcie ustawy budżetowej nie ma obiecanej 13. emerytury. Jej koszt to 10 mld zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA