fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Niskie stopy procentowe ratują budżet

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Choć dług Skarbu Państwa w ciągu dwóch lat ma wzrosnąć o 25 proc., koszty jego obsługi zwiększą się tylko o 2,4 proc. Wyjaśnienie tej zagadki tkwi w decyzjach Rady Polityki Pieniężnej.

Pandemia i programy pomocowe dla gospodarki spowodują wzrost zadłużenia Polski na niespotykaną wcześniej skalę. Dług całego sektora finansów publicznych liczony według metodologii unijnej (do którego doliczane jest też to, co pożycza BGK i PFR) ma na koniec 2021 r. sięgnąć ponad 1,52 bln zł, czyli aż o 46 proc. (o 480 mld zł) więcej niż na koniec 2019 r.

W nieco mniejszym stopniu – ale to też będzie rekordowy poziom – urośnie dług Skarbu Państwa (czyli tylko to, co pożycza budżet państwa). Tu – jak wynika z projektu ustawy budżetowej – na koniec roku 2021 mamy mieć do spłacenia 1,22 bln zł zobowiązań, czyli o 25 proc. (242 mld zł) więcej niż na koniec 2019 r.

Przy tak ogromnych przyrostach wydawać by się mogło, że znacznie więcej niż dotychczas będzie nas też kosztować obsługa tego długu. Z projektu budżetu wynika jednak, że te koszty w 2021 r. mają wynieść 28 mld zł, czyli nawet o 1,8 mld zł mniej niż plan na 2020 r. i „jedynie" o 0,7 mld zł więcej (2,4 proc.) niż w 2019 r.

– Główną przyczyną faktu, że koszty obsługi zadłużenia rosną nieproporcjonalnie wolniej niż sam dług, a nawet czasami spadają, jest spadek stóp procentowych – wyjaśnia Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego. – Stopy procentowe spadają konsekwentnie od 2012 r. i mniej więcej od tego roku spada koszt obsługi zadłużenia – podkreśla. – Nawet stary dług, zaciągany w mniej sprzyjającym otoczeniu, jest zamieniany na nowy, tańszy – uzupełnia Piotr Bielski, główny ekonomista Santander Bank Polska. – Resort finansów stara się wykorzystać dobry okres i teraz zwykle wypuszcza obligacje o dłuższym okresie zapadalności – dodaje.

Obecnie główna stopa NBP, po trzech tegorocznych obniżkach, wynosi zaledwie 0,1 proc. wobec 1,5 proc. w latach 2015–2019. Ostatni raz Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopy w maju 2012 r. – do 4,75 proc. z 4,5 proc. Warto tu dodać, że w 2012 i 2013 r. obsługa zadłużenia kosztowała budżet państwa ponad 42 mld zł.

– Ale jest też druga strona medalu – zaznacza Pogorzelski. O ile dziś rzeczywiście pieniądz jest tani i państwo na tym korzysta, o tyle ryzyko, że będzie jeszcze tańszy, jest znacznie mniejsze niż ryzyko, że jego cena pójdzie w górę. – Przestrzeń do dalszej obniżki stóp procentowych w Polsce jest już niewielka. Nawet jeśli RPP zdecyduje się na ujemny poziom stóp, to obniżka będzie nie większa niż 10 proc. Za to znacznie większe jest ryzyko, że koszt pieniądza zacznie stosunkowo szybko rosnąć, a czasy taniego pożyczania i niskich kosztów obsługi skończą się za dwa–trzy lata – ostrzega Pogorzelski.

Ma to związek z ryzykiem wzrostu inflacji. Jeśli ceny na rynku zaczną rosnąć, a już obecnie to ok. 3 proc. rok do roku, to RPP będzie musiała zareagować. – Rzeczywiście, jest takie ryzyko – mówi Bielski. – Ale myślę, że nie nastąpi to szybko, stopy procentowe pozostaną niskie przez dwa–trzy lata, w takim kierunku zmierza dyskusja najważniejszych banków centralnych na świecie. Poza tym, nawet jeśli za jakiś czas pieniądz stanie się droższy, trzeba mieć nadzieję, że potrzeby pożyczkowe państwa nie będą już tak duże – zaznacza Bielski.

Inną kwestią jest to, że zarezerwowane w budżecie koszty obsługi dotyczą tylko długu Skarbu Państwa. Za to nie wiadomo dokładnie, kto ostatecznie zapłaci za obsługę zobowiązań PFR i BGK (ten dług to ok. 240 mld zł w ciągu dwóch lat).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA