fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Brexit opóźniony. Ale tylko trochę

AFP
Brytyjczycy najpewniej nie wyjdą z Unii 29 marca. Pod naciskiem Izby Gmin May przystała na trzymiesięczną zwłokę.

To nie była dobrowolna decyzja szefowej rządu. Raczej działanie pod przymusem. Theresa May zwołała na wtorek rano pilne posiedzenie rządu, gdy trzech ministrów jej gabinetu zapowiedziało w „Daily Mail" dymisję, jeśli premier nie wykluczy rozwodu kraju ze Wspólnotą bez porozumienia. Na korytarzach Downing Street mówiło się, że do tej grupy może dołączyć kolejnych dziewięciu ministrów, łącznie połowa ekipy May.

Corbyn chce referendum

Jednocześnie premier mogła się spodziewać, że także na posiedzeniu Izby Gmin w środę zostanie przyjęta uchwała, która wykluczy wyjście kraju z Unii bez porozumienia. To był więc ostatni moment, aby szefowa rządu utrzymała jeszcze inicjatywę w sprawie brexitu.

Radykalną zmianę planów May spowodowała wiadomość w poniedziałek wieczorem „Evening Standard", że lider Partii Pracy Jeremy Corbyn niespodziewanie jest gotowy poprzeć większość żądań prounijnego skrzydła w Partii Konserwatywnej. W ten sposób powstałaby zupełnie nowa większość w brytyjskim parlamencie, odsuwając na margines nie tylko eurosceptycznych torysów, ale i samą premier.

Corbyn do tej pory wahał się między większością elektoratu Partii Pracy, która głosowała w 2016 r. za wyjściem kraju z Unii, a większością laburzystowskich deputowanych, którzy chcą pozostania kraju w Unii. Lider opozycji liczył, że dzięki temu doprowadzi do przedterminowych wyborów i je wygra.

Jednak teraz plan Corbyna jest zupełnie inny. Najpierw chce poddać pod głosowanie plan superłagodnego brexitu, w ramach którego Wielka Brytania pozostanie trwale w unii celnej z kontynentem i będzie respektować ogromną większość norm socjalnych, ekologicznych czy towarowych Brukseli. Jeśli taki scenariusz nie zyskałby poparcia większości w Izbie Gmin, Corbyn zapowiedział poddanie pod głosowanie projektu ponownego referendum.

– To jest postulat „niezależnej grupy", nowej partii utworzonej przez rebeliantów z Partii Pracy i Partii Konserwatywnej, ale także coraz większej grupy umiarkowanych torysów. No i liberalnych demokratów oraz szkockich nacjonalistów. Wszystko to ma szansę złożyć się na większość w parlamencie – mówi „Rz" Ian Bond, jeden z dyrektorów londyńskiego Center for European Reform (CER).

Zgoda w Brukseli

Aby uprzedzić taki ruch, premier wystąpiła we wtorek w parlamencie z nowym planem. Zapowiedziała, że 12 marca raz jeszcze podda pod głosowanie swój projekt wyjścia z Unii, który Izba Gmin już odrzuciła ogromną większością w styczniu. Tym razem miałby zostać zmodyfikowany, szczególnie gdy idzie o utrzymanie Irlandii Północnej w unii celnej z kontynentem do czasu ustalenia nowych zasad współpracy królestwa z UE (tzw. backstop).

Ale jak stało się jasne na początku tego tygodnia na szczycie UE–Liga Arabska w Szarm el-Szejk, szanse na znaczącą modyfikację dotychczasowych ustaleń przez Brukselę są właściwie żadne. Dlatego spodziewając się, że jej projekt zostanie raz jeszcze odrzucony przez deputowanych, May zapowiedziała, że w takim przypadku dzień później (13 marca) podda pod głosowanie deputowanych scenariusz wyjścia kraju bez żadnego porozumienia. To model, którego obawia się brytyjski biznes, bo oznacza, że z dnia na dzień, bez żadnego okresu przejściowego, Londyn zrywa dotychczasowe umowy o współpracy z Unią. Dlatego jest właściwie przesądzone, że zbierze się w parlamencie większość, która odrzuci możliwość wyjścia kraju bez porozumienia.

Dlatego już we wtorek May zapowiedziała, że w kolejnym dniu (14 marca) podda pod głosowanie możliwość przedłużenia negocjacji z Unią. Ale, jak podkreśla May, miałby to być ruch jednorazowy i ograniczony do trzech miesięcy: brexit nastąpiłby pod koniec czerwca. W przeciwnym razie królestwo musiałoby wziąć udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

– Jak byśmy to wytłumaczyli 17 mln naszych obywateli, którzy głosowali za wyjściem z Unii? – pytała retorycznie May.

Aby uniknąć katastrofy, w Brukseli jest gotowość do wyjścia naprzeciw takiemu postulatowi. O tym wspomniał w poniedziałek Donald Tusk. Ale jak kilka dni temu ujawnił „Guardian", w Radzie UE chętniej wydłużono by rokowania do 2021 r., tak aby udało się wypracować nowe zasady współpracy z Unią. Bo trzymiesięczna zwłoka właściwie niewiele zmieni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA