fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Brexit: Geoffrey Cox wbił nóż w plecy Theresy May

Geoffrey Cox
AFP
Na parę godzin przed głosowaniem w Izbie Gmin prokurator generalny ocenił, że wynegocjowana przez premier umowa trwale uzależni Londyn od Brukseli.

Wielka Brytania żyje brexitem od przeszło trzech lat, kiedy ówczesny premier David Cameron ogłosił datę referendum w sprawie pozostania kraju we Wspólnocie. Ale nawet jak na standardy tego niekończącego się serialu ostatnie kilkadziesiąt godzin było wyjątkowe.

W poniedziałek po mszy w Opactwie Westminsterskim Theresa May niespodziewanie poleciała do Strasburga na spotkanie z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckerem. W środku nocy. Przed grupą najbardziej wytrwałych dziennikarzy, na wspólnej konferencji prasowej padły mocne słowa.

Czytaj także: Twardy brexit? 46 tysięcy Polaków straci pracę

- W polityce czasami zdarza się, że dostajemy drugą szansę. I liczy się to, czy potrafimy tą drugą szansę wykorzystać – bo trzeciej szansy nie będzie! Nie będziemy dłużej interpretować interpretacji i udzielać gwarancji do gwarancji jeśli jutro to, co uzgodniliśmy, zostanie odrzucone – powiedział Luksemburczyk.

May poszła jeszcze dalej: „brytyjscy deputowani jasno zapowiadali, że potrzebują zmian prawnych do backstopu. Dziś osiągnęliśmy takie zmiany”.

Kilka minut wcześniej zostały opublikowane trzy dokumenty odnoszące się właśnie do backstopu – mechanizmu, który ma zapewnić, że dopóki nie zostanie uzgodnione ostateczne porozumienie w sprawie nowych zasad współpracy między Unią i królestwem, Irlandia Północna pozostanie w unii celnej z kontynentem. Chodzi o prawnie zobowiązującą deklarację unijno-brytyjską, oświadczenie polityczne obu stron oraz jednostronną deklarację polityczną Londynu. Ich celem ma być przekonanie Izby Gmin, że Wielka Brytania nie wpadnie za sprawą backstopu w trwałą zależność od Unii bo nie będzie mogła bez zgody Brukseli wycofać się z tego porozumienia.

Czytaj także: Deal, no deal czy delay: Sądny dzień w Izbie Gmin

- To jest absolutnie klucz do przekonania eurosceptycznej frakcji Torysów do umowy rozwodowej May. Chodzi o około 100 deputowanych, bez których premier nie ma szans wygrać tego głosowania – mówi „Rz” Steven Clarke z londyńskiej Resolution Foundation.

Do spodziewanej daty Brexitu pozostało ledwie 16 dni zaś głosowania w Izbie Gmin nad planem May w ten wtorek było zaplanowane od dawna. Być może brak czasu na analizę skomplikowanego tekstu prawnego wystarczyłby, aby zwieść wystarczającą liczbę posłów i przepchnąć umowę May. Ale jeśli taki był plan premier, najprawdopodobniej wysadził ją w powietrze prokurator generalny Geoffrey Cox, o którego opinię prawną przed ważnymi głosowaniami proszę posłowie.

Opublikowana około południa ekspertyza natychmiast spowodowała załamanie notowań funta. I nie bez powodu. Bo choć Cox przyznawał, że deklaracja May-Juncker „zmniejszyła ryzyko” trwałego uzależnienia królestwa od Unii, to tylko w zupełnie wyjątkowych okolicznościach, gdyby udało się udowodnić, że Bruksela umyślnie i bez obiektywnych przyczyn blokuje zawarcie umowy z Londynem o przyszłych zasadach współpracy.

- Zasadniczo ryzyko prawne pozostaje niezmienione, fundamentalne okoliczności pozostają takie, jak wcześniej” – uznał Cox.

Jeszcze przed ogłoszeniem opinii prokuratora, lider laburzystów Jeremy Cox zapowiedział, że 245 deputowanych Partii Pracy (na 650-oosobowej w Izbie Gmin) będzie głosować przeciw umowie May. Ale opinia prokuratora pchnęła w tym samym kierunku eurosceptycznych Torysów.

- Ta umowa była promowana jako otwarcie możliwości jednostronnego wycofania się Wielkiej Brytanii z backstopu. Tu nie ma żadnej jednostronności – oświadczył lider tego skrzydła Partii Konserwatywnej Jacob Rees-Mogg.

Chwilę później także posłowie z Demokratycznej Partii Unionistycznej (DUP), bez których May nie ma większości w parlamencie, zapowiedzieli, że odrzucą porozumienie.

W tej sytuacji w chwili zamknięcia tego wydanie „Rz” późnym popołudniem nie bardzo było widać, w jaki sposób May mogłaby zdobyć większość w parlamencie dla swojego projektu. Rozważano raczej, czy deputowani odrzucą umowę mniejszą niż 50 różnicą głosów, co pozwoliłoby jeszcze na jakiś uratować karierę polityczną May, czy też godziny szefowej rządu są już policzono.

Odrzucenie umowy oznaczałoby, że parlament w środę będzie głosował nad wyjściem z Unii bez porozumienia – co niemal na pewno odrzuci. A w czwartek wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wystąpi o przełożenie Brexitu. Bruksela byłaby gotowa na taką zwłokę, ale tylko do 23 maja aby Brytyjczycy nie musieli brać udziału w wyborach do Europarlamentu. Chyba, że nowy brytyjski premier przedstawi Unii zupełnie nowy scenariusz.

Na razie w Izbie Gmin nie ma jednak wystarczającego poparcia dla rozpisania ponownego referendum. Jedyną alternatywną opcją pozostaje więc forsowany przez Corbyna Brexit w wersji soft, w tym trwałego pozostania całego kraju w unii celnej z kontynentem.

Cox, którego opinia prawna najpewniej zmieniła kierunek rozwoju Wielkiej Brytanii, został prokuratorem generalnym w rządzie May w lipcu zeszłego roku. W brytyjskim systemie władzy to jednak bardzo niezależne stanowisko. Tym bardziej, że od 1982 był to jeden z najbardziej wziętych prawników kraju – zarabiał poza Izbą Gmin najwięcej, ze wszystkich deputowanych.

- Byłem adwokatem przez 36 lat a politykiem jestem od 7 miesięcy. Znacznie bardziej zależy mi więc na utrzymaniu opinii dobrego prawnika niż dobrego polityka. Jeśli ryzyko wpadnięcia w pułapkę backstopu nie zmniejszyło się, będę o tym mówił jasno i otwarcie – oświadczył we wtorek popołudniu Cox.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA