fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Tarcza antykryzysowa przestanie chronić przed zwolnieniem

tarcza antykryzysowa
Bloomberg
Zmiana zasad pomocy publicznej z PFR oznacza, że złagodzony zostanie warunek utrzymania zatrudnienia przez rok. Dla biznesu to znakomita informacja, gorsza dla pracowników.

Firmy najbardziej dotknięte obostrzeniami pandemicznymi będą miały możliwość umorzenia subwencji otrzymanych dotychczas z Polskiego Funduszu Rozwoju – zapowiedział ostatnio premier Mateusz Morawiecki. Dla przedsiębiorców to bardzo ważna, ale też dosyć enigmatyczna informacja. „Rzeczpospolita" ustaliła, co to może oznaczać w praktyce.

Przeżycie priorytetem

– Przedsiębiorstwa z wybranych branż będą mogły umorzyć więcej niż 75 proc. subwencji. O ile więcej? Ten poziom jest jeszcze ustalany, tutaj decyduje rząd – wyjaśnia nam Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR. – Warunkiem będzie to, by te firmy przeżyły, to znaczy nie ogłosiły likwidacji czy nie zawiesiły działalności – dodaje Marczuk.

Obecnie firmy mogą umorzyć do 75 proc. subwencji, pod warunkiem jednak, że „przeżyją" i nie zmniejszą zatrudnienia. Jeśli zmniejszą, wartość bezzwrotnej pomocy proporcjonalnie spada. Przykładowo, mikrofirma, która utrzymuje zatrudnienie na stałym poziomie, może liczyć na umorzenie 75 proc. subwencji. Jeśli zwolni połowę ludzi, może umorzyć tylko 50 proc. subwencji, a 50 proc. musi zwrócić. Jeśli zaś zwolni więcej niż połowę – musi zwrócić nawet do 75 proc.

– Według nowych propozycji, które muszą być dokładnie określone odpowiednią decyzją Rady Ministrów i zatwierdzone przez Komisję Europejską, dla wybranych branż przestać może obowiązywać warunek dotyczący poziomu zatrudnienia dla mikroprzedsiębiorstw oraz warunek poziomu zatrudnienia i poziomu strat dla średnich przedsiębiorstw – mówi nam Bartosz Marczuk.

Dotknięte branże

Inaczej mówiąc, wybrane firmy (jeśli pozwoli na to KE) będą mogły zwolnić pracowników i wciąż umarzać subwencję z PFR w całości lub w dużej części. Przykładowo, mikrofirma, która na początku pandemii zatrudniała osiem osób, ale musi tę liczbę zredukować do trzech czy nawet jednej, też nie będzie musiała państwu prawie nic zwracać.

Chodzi o branże, których działalność została zamknięta lub bardzo mocno ograniczona decyzjami rządowymi, np. gastronomia, hotelarstwo, działalność kulturalna, rozrywkowa, eventowa, fitness, część sklepów itp. Do tego firmy te muszą wykazać skumulowany spadek przychodów od marca 2020 r. do marca 2021 r. o co najmniej 30 proc.

– Jeśli zasady rozliczania subwencji PFR zostałyby uelastycznione w powyższy sposób, byłoby to w miarę zgodne z postulatami przedsiębiorców – komentuje Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – Firmom, które zostały pozbawione możliwości wykonywania podstawowej działalności, trudno dziś utrzymywać zatrudnienie na stałym poziomie – podkreśla Baczewski.

Duża część biznesu usług dla ludności nie odrobiła strat po wiosennym lockodownie, teraz nie zarabia, a perspektywy na przyszłość są mało obiecujące. – Nie wiemy, jak długo potrwa formalne zamrożenie gospodarki ani kiedy zachowania konsumentów wrócą do normy. Na dziś można rysować negatywne scenariusze – dodaje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Dlatego poszerzenie możliwości umorzenia subwencji PFR wydaje się niezbędne – podkreśla.

Bezrobocie w górę

Z drugiej strony, tarcza finansowa PFR miała służyć ochronie miejsc pracy. Jak wynika z danych funduszu, w sumie 338 tys. firm zadeklarowało, że dzięki tej pomocy uda się im ochronić przed redukcją prawie 2,5 mln stanowisk pracy. Gdyby teraz się okazało, że firmy mogą zwalniać prawie „bezkarnie", to może się to odbić na wzroście bezrobocia.

– Rzeczywiście, jednak w obecnych warunkach niestety trzeba sobie zadać pytanie, czy te miejsca pracy są do obrony. Zmuszanie firm do ponoszenia pełnych kosztów zatrudnienia przy prawie zerowych zarobkach przez dłuższy czas to postawienie ich przed dylematem – nie zwalniać i zbankrutować, czy zwalniać, ale utrzymać firmę przy życiu – mówi Baczewski.

Łukasz Kozłowski dodaje, że wiosenna pomoc PFR była dużym zastrzykiem płynnościowym dla biznesu, ale dziś staje się czynnikiem mrożącym. Wiele firm trzyma bowiem część subwencji na kontach jako rezerwę, gdyby zaszła konieczność większego ich zwrotu. – Jeśli uda się zwiększyć poziom umorzeń subwencji, zmniejszyć stopień uzależnienia od poziomu zatrudnienia, to wsparcie PFR zostanie naprawdę zaangażowane w utrzymanie działalności – twierdzi Kozłowski.

Opinia dla „rz"

Łukasz Bernatowicz, wiceprezes Business Centre Club

Poluzowanie zasad umorzenia subwencji to bardzo dobre rozwiązanie. Gdy wiosną po raz pierwszy konstruowano warunki udzielania wsparcia z tarczy finansowej PFR, przepisy nie przewidywały, że będzie druga fala pandemii. Przepisy zakładały, że otrzymana subwencja pomoże firmom odbudować się przez rok przy utrzymaniu poziomu zatrudnienia. Dziś wiemy, że to praktycznie niemożliwe.

Czy możliwe są większe zwolnienia? Brak zmiany warunków umarzania subwencji też spowodowałby falę zwolnień, bo firmy by poupadały. Teraz rodzi się nadzieja, że może przetrwają kolejne miesiące.

Długa ścieżka uzgodnień

Zmiana zasad umorzeń subwencji PFR to jeden z elementów przedstawionych przez rząd działań antykryzysowych związanych z II falą pandemii. Mają one wejść w życie w marcu 2021 r.

Obecnie Polski Fundusz Rozwoju pracuje wraz z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii nad uszczegółowieniem propozycji. Ostateczną decyzję co do kształtu zmian podejmie Rada Ministrów, co wymaga też odpowiedniej ustawy.

Pomoc w ramach tarczy PFR stanowi pomoc publiczną dla przedsiębiorstw, dlatego też szczegółowe zasady są obecnie konsultowane z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisją Europejską. Komisja musi je także zatwierdzić. Podczas wiosennego lockdownu tarcza PFR dla MŚP została zatwierdzona w ciągu około miesiąca, tym razem może to jednak potrwać dłużej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA