fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Jak budować przychylny klimat dla wiatraków na Bałtyku

Eksperci wskazywali na możliwości i korzyści dla gospodarki, jakie płyną z inwestycji polskich koncernów w morskie farmy wiatrowe. Wartość dodaną może dać połączenie tych projektów z wykorzystaniem wodoru jako magazynu energii lub w procesach technologicznych
materiały prasowe
Polska ma ambicje dołączenia do krajów korzystających z energetyki wiatrowej na morzu. Jednak obok kosztów wyzwaniem są technologie i logistyka. Inwestorzy przekonują, że beneficjentami tych projektów mogą być krajowe firmy.

Materiał powstał we współpracy z PKN ORLEN

Morska energetyka wiatrowa przeżywa dziś na świecie dynamiczny rozwój. W porównaniu z innymi źródłami energii z wiatru morskie farmy charakteryzują się większą efektywnością, co związane jest tak z większą stabilnością, jak i większą siłą wiatru na otwartej morskiej przestrzeni.

O wyzwaniach związanych z budową w Polsce farm morskich, o lokalizacji portu instalacyjnego i budowaniu łańcuchów dostaw, ale też pomysłach na ich skracanie i korzystanie z polskich dostawców produktów i usług rozmawiali eksperci podczas dyskusji „Morska energetyka wiatrowa. Wdrożenie, inwestycje, technologie", która miała miejsce na III Forum Wizja Rozwoju w Gdyni. Mowa była także o kwestiach związanych z gospodarką wodorową.

Ważny wodór

Ireneusz Zyska, wiceminister klimatu, pełnomocnik rządu ds. odnawialnych źródeł energii, wskazywał, że w kontekście energetyki wiatrowej na morzu warto pamiętać o wodorze i gospodarce wodorowej.

– Bo im więcej będziemy mieć w systemie odnawialnych źródeł energii (OZE), tym więcej potrzebujemy stabilizacji dla tych niestabilnych mocy. Powinny ją zapewniać magazyny energii – mówił Ireneusz Zyska. – Jak wiemy, wielkim magazynem energii jest wodór, oczywiście w odpowiednich systemach. Takie instalacje już są projektowane, m.in. przez Orlen i Lotos, i mają one współgrać z energią produkowaną z polskiego offshore i wykorzystywać ją do produkcji wodoru, a następnie do wykorzystywania go jako magazynu energii bądź w procesach technologicznych – powiedział. Dodał, że ma to znaczenie także w kontekście wzrostu cen uprawnień do emisji CO2.

Minister mówił też o szerokich możliwościach zastosowaniu wodoru.

– Jest on użyteczny praktycznie w każdej dziedzinie gospodarki, począwszy od gospodarstw domowych, poprzez wielki udział w transporcie, szczególnie w transporcie zbiorowym, transporcie ciężkim, kolejowym, po procesy przemysłowe w rafineriach i również do magazynowania energii. Jestem przekonany, że ten wielki projekt związany z tworzeniem morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku w połączeniu z gospodarką wodorową stanie się wielkim kołem zamachowym polskiej gospodarki – uważa Ireneusz Zyska. – Ale bez dużej generacji zielonej energii, jaka pochodzić będzie z polskiej energetyki wiatrowej, wytwarzanie dużej ilości wodoru nie będzie możliwe. Dzisiaj eksperci, którzy współpracują z Ministerstwem Klimatu, prognozują wartość techniczną możliwości polskiego offshore przy elektrolizie na od 2 do 4 GW mocy produkcji zielonego wodoru do roku 2030. Jestem przekonany, że tak się stanie, ponieważ potencjał gospodarczy w tej branży jest ogromny – podkreślił minister.

Zaznaczył, że jego resort pracuje nad tym, by żaden projekt nie został pominięty w pierwszym etapie koncesjonowania i decyzji administracyjnych dotyczących farm na Bałtyku. – Wierzę, że PGE i PKN Orlen zrealizują swoje projekty i staną się głównymi producentami energii, która zostanie wykorzystana do produkcji zielonego wodoru – podsumował minister.

Warto przypomnieć, że 1 lipca został podpisany list intencyjny – deklaracja współpracy na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Jego sygnatariuszami byli ministrowie klimatu, obrony narodowej oraz gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, a także pełnomocnik rządu ds. OZE i pełnomocnik ministra aktywów państwowych ds. rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, jak również przedstawiciele inwestorów i branży: Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej oraz Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej.

– W tym dokumencie ustaliliśmy zasady współpracy, które mają zmierzać do wypracowania, jak niektórzy mówią, porozumienia sektorowego na wzór brytyjskiej umowy Offshore Wind Sector Deal, ale w polskich realiach, tak aby zdążyć do zmaksymalizowania wkładu polskich przedsiębiorstw, które będą uczestniczyć w całym łańcuchu wartości realizowanego w ramach tego wielkiego projektu gospodarczego, jakim jest polska energetyka wiatrowa – wskazał Ireneusz Zyska.

Ambitne projekty

O praktycznych aspektach planowanych inwestycji w morską energetykę wiatrową mówili w Gdyni przedstawiciele firm, które mają je realizować.

Monika Morawiecka, prezes PGE Baltica, podkreśliła, że choć jesteśmy w tej dziedzinie nieco z tyłu za Europą Zachodnią – bo tam w morskich farmach wiatrowych jest już ok. 20 GW mocy zainstalowanej – to daje nam to korzyści: jesteśmy bogatsi o doświadczenia innych państw, a jednocześnie możemy od razu sięgnąć po najlepsze dostępne na rynku rozwiązania technologiczne, oparte już także o praktykę.

– Technologie, które będziemy stosować na naszych farmach budowanych za kilka lat, to będą te najnowocześniejsze dostępne turbiny o mocy jednostkowej powyżej 10 megawatów każda – podkreśliła Monika Morawiecka. – Ma to swoje bardzo duże plusy. Lepiej uczyć się na czyichś błędach niż na swoich. Lepiej mieć ryzyka zarządzone, firmy doświadczone i kompetencje wypracowane – dodała.

– PGE – jako największa firma energetyczna w kraju z 40 proc. wytwarzanej energii elektrycznej – ma ambicję być liderem tego nowego sektora morskiej energetyki wiatrowej. I mamy ku temu powody. W tej chwili rozwijamy trzy bardzo duże, nawet jak na skalę europejską, projekty morskich farm wiatrowych każda o mocy 1–1,5 GW, łącznie to ok. 3,5 GW. Dwa z tych projektów chcemy zrealizować przed rokiem 2030. A jeden, jednogigawatowy, po tym terminie. I jako Grupa PGE przygotowujemy się do kolejnych projektów – mówiła prezes PGE Baltica.

Wskazała, że każdy projekt inwestycyjny realizowany przez PGE jest aktualizowany na trzech poziomach.

– Jak już znamy jego zakres, wiemy, co chcemy zrobić, to aktualizujemy jakość tego projektu, budżet i harmonogram. Czyli chcemy wykonać go jak najlepiej, jak najszybciej i jak najtaniej. I to ostatnie jest bardzo ważne z punktu widzenia firm energetycznych, bo przekłada się później na cenę energii dla odbiorców. Zatem to, że my chcemy coś zrobić jak najtaniej, nie wynika tylko z tego, że chcemy optymalizować swoje przepływy finansowe, ale też z tego, że jesteśmy firmą społecznie odpowiedzialną i wiemy, że ta energia będzie służyć naszym odbiorcom i całej gospodarce. I dlatego ma być konkurencyjna cenowo.

Nawiązała także do kwestii zaangażowania w realizację tych projektów jak największej liczby polskich firm, dostawców produktów i usług, podkreślając, że jest to jednym z głównych celów przy tych inwestycjach.

Wyzwania

Z takim podejściem zgodził się Jarosław Dybowski, dyrektor wykonawczy ds. energetyki PKN Orlen.

– W naszych planach w zakresie morskiej energetyki wiatrowej bierzemy pod uwagę fakt, że chcielibyśmy wybudować farmę jak najszybciej, jak najtaniej, z jak największą efektywnością. Ale cały czas myślimy też o tym, co nazywamy polish content. Uważamy, że rozwój morskiej energetyki wiatrowej może się stać dźwignią rozwojową dla polskiej gospodarki. Jest bardzo dużo firm, które już dziś uczestniczą w różnego rodzaju inwestycjach w offshore. Od tych największych, które dostarczają kable, poprzez mniejsze, które zatrudniają spawaczy, monterów, płetwonurków, które mają już doświadczenie w tego typu pracach. Natomiast jeśli tego typu inwestycje będą prowadzone w polskiej strefie ekonomicznej, będą prowadzone na naszym wybrzeżu, to te firmy mogą się jeszcze bardziej rozwinąć. I do tego łańcucha mogą dołączyć następne – mówił Jarosław Dybowski.

Podkreślił, że budowa farm wiatrowych na morzu jest ogromnym przedsięwzięciem logistycznym, które ma za zadanie dostarczyć wszystkich elementów do portu instalacyjnego.

– To są ogromne ilości stali, które są przewożone drogą morską. Tak dostarcza się śmigła, gondole. Część urządzeń przyjeżdża drogą lądową do portu instalacyjnego. Tam następuje wstępna instalacja, następnie załadowywane są na specjalistyczne statki, które przewożą wszystko na miejsce inwestycji. A więc porty instalacyjne są takim miejscem, w którym zbiegają się wszystkie drogi dostaw. Nad Bałtykiem jest kilka portów, które się tym zajmują. Kolejka w nich jest na pięć lat do przodu – powiedział przedstawiciel PKN Orlen.

Podkreślił, że koncern chciałby wykorzystać do tego celu polskie porty. Kluczowe będą tu aspekty logistyczne i związane z nimi koszty transportu. Koszt wynajmu specjalistycznego statku to między 200 tys. nawet do 400 tys. euro za dobę, niezależnie od tego, czy statek stoi, czy płynie. W związku z tym porty instalacyjne muszą być jak najbliżej miejsca budowy farmy.

– Myślimy o tak zwanym porcie rozproszonym. Pracujemy nad znalezieniem rozwiązania. Jednak żeby móc rozpocząć budowę platform czy instalowanie konstrukcji morskiej energetyki wiatrowej, taki port już w tej chwili powinien rozpocząć inwestycje dostosowawcze, takie jak pogłębienie czy przystosowanie nabrzeży – zwracał uwagę Jarosław Dybowski. – Wracając do łańcucha dostaw: jeżeli polskie firmy będą korzystały z polskiego portu instalacyjnego, czyli elementy z całego kraju będą trafiać na przykład do Gdyni i stąd na platformę, to jest to najbardziej optymalna droga, najbardziej optymalny przepływ, patrząc na całą tę złożoną logistykę – podsumował.

—Jeremi Jędrzejkowski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA