fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Rosną sieci restauracji bez lokali

Adobe Stock
Koronawirus przyspieszył rozwój handlu i usług w internecie. Dotyczy to również rozwoju sieci wirtualnych restauracji.

Epidemia koronawirusa przyspieszyła rozwój rynku dowozu żywności. Startup Rebel Tang postanowił włączyć się w ten trend, uruchamiając restauracje bez własnych lokali. Oferuje cztery różne menu, wykorzystując kuchnie oraz wolne moce produkcyjne zewnętrznych restauracji – i rozwija się błyskawicznie. Projekt Rebel Tang ruszył w oparciu o współpracę z sieciami Bierhalle i wykorzystanie ich zaplecza kuchennego. Do firmy zgłaszają się jednak kolejne restauracje, a startup wkrótce ma zacząć współpracę na zasadzie franczyzy z zewnętrznymi lokalami.

Wolne moce produkcyjne

– To banalnie prosty pomysł, nie otwieramy nowych restauracji, a dajemy istniejącym nową ofertę – mówi Stanisław Magdij, współzałożyciel Rebel Tang. – Bez wielkich inwestycji uzupełniamy format, w którym restauracje już dziś funkcjonują. Zarządzam siecią restauracji, więc jest to dla nas naturalne zaplecze technologiczne i intelektualne, bo korzystam z moich szefów kuchni przy opracowywaniu oferty – mówi Magdij. Przyznaje, że wiatru w żagle temu modelowi biznesowemu dodał lockdown spowodowany przez koronawirusa, który pozamykał restauracje, pozwalając lokalom sprzedawać dania jedynie na wynos. Pierwsze osiem kuchni uruchomili na przełomie maja i czerwca, dziś w ośmiu lokalizacjach w kilku miastach oferują więc 32 wirtualne kuchnie, do końca roku chcą mieć ich nawet sto.

– Nasza oferta jest skierowana do istniejących już restauracji, by mogły wygenerować dodatkowe zamówienia, ale bez zmiany swojego menu. To taka alternatywa dla wirtualnych kuchni, nasz model nie jest kapitałochłonny, bo wykorzystuje potencjał już istniejących restauracji, która już ma sprzęt i zatrudnia kucharzy – mówi Marek Cynowski, prezes Rebel Tangu.

Wejście do mniejszych miast

Spółka wymyśliła cztery różne tzw. koncepty, czyli dania czterech kuchni, od pizzy calzone przez pierogi, drób po dania z wieprzowiny. Menu wszystkich tych czterech wirtualnych lokali oferuje na platformach agregujących oferty wielu restauracji, jak Uber Eats, Glovo czy Pyszne.pl. Rebel nie wyklucza jednak stworzenia własnej platformy, gdy zbiorą odpowiednio dużo współpracujących lokali. – Patrząc na skalę, jaką jesteśmy w stanie osiągnąć przy dużej liczbie partnerów, nie wykluczamy, że w przyszłości będziemy sami w stanie być takim agregatorem, jak platformy, z których dziś korzystamy – zapowiada Magdij.

Dziś jednak założyciele spółki współpracę z platformami bardzo sobie chwalą, mimo relatywnie wysokiej marży dyktowanej przez dostawców, na które często skarży się branża restauracyjna. Marek Cynowski zauważa, że platformy pozwalają mu dotrzeć do wszystkich ich użytkowników, bez sporych wydatków na reklamę. – To siła tych platform, Uber Eats ma ponad milion użytkowników w Polsce, do których umożliwia dotarcie z ofertą. Na tych platformach budujemy świadomość marki, bez wielkich pieniędzy wydawanych na marketing, który jest w stanie pochłonąć każde środki bez gwarancji powodzenia. W lipcu tylko na platformie Uber Eats nasza oferta wyświetliła się 100 tys. klientom, a to przełożyło się na kilka tysięcy zamówień – mówi Marek Cynowski.

Dziś rozwożą jedzenie do klientów w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Katowicach,. Poznaniu, Wrocławiu i Bydgoszczy, planują jednak wejść też na rynki mniejszych miast. Ten pomysł ma wady i zalety, z jednej strony mniejsze miasta mają uboższą ofertę gastronomiczną i łatwiej tam wprowadzać nowości, z drugiej strony jednak konsumenci mają tam inne oczekiwania, również co do kosztów dostawy, więc firma nie wyklucza współpracy z tańszymi, lokalnymi dostawcami.

Jeśli Rebel faktycznie chce uruchomić sto wirtualnych restauracji do końca roku, będzie potrzebował zewnętrznych partnerów z franczyzy. Spółka zapewnia jednak, że chętni już się zgłaszają, a firma kończy pracę nad formalnościami prawnymi. Do tej pory wspólnicy projekt finansowali z własnych źródeł, jednak na jesieni zapowiadają rundę inwestycyjną w poszukiwaniu około miliona euro.

Platformy działają

To oczywiście nie pierwszy pomysł na uruchomienie wirtualnych restauracji na świecie ani w Polsce. Nad podobnymi koncepcjami, także z wykorzystaniem własnego zaplecza, pracuje m.in. AmRest, a za granicą projekt kuchni wirtualnych rozwija już od ponad roku Uber Eats. Według raportu Deloitte opublikowanego pod koniec 2019 r. restauracjom bardziej opłaca się współpraca z zewnętrznymi platformami niż uruchamianie takiego portalu pojedynczo, dla swojej marki.

Według szacunków analityków tej firmy w ubiegłym roku, a więc jeszcze zanim koronawirus wszystko pozmieniał, w samej Warszawie co tydzień restauracje sprzedawały około 113 tys. dodatkowych posiłków dzięki współpracy z platformami. Analitycy zauważyli jednak, że dotychczasowe pozytywne efekty nie oznaczają, że platformy nie mogą zrobić więcej dla poprawy wyników sektora restauracyjnego. W raporcie stwierdzono, że platformy zwiększają wzrost sektora restauracyjnego, ale ten rozwój będzie również korzystny dla samych platform.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA